Anthem już oficjalnie trafił do gamingowego nieba – serwery gry zostały wyłączone, a po ambitnym looter‑shooterze BioWare został tylko ładny trailer z E3 i masa niewykorzystanego potencjału. Z tej okazji były producent wykonawczy studia, Mark Darrah, opublikował kilkugodzinny materiał, w którym bardzo szczerze opowiada o tym, co Anthem zrobił nie tylko z marką BioWare, ale przede wszystkim z ludźmi, którzy tę grę tworzyli.
Darrah – weteran odpowiedzialny wcześniej m.in. za Dragon Age: Origins, dwójkę i Inquisition – nie próbuje tuszować porażki. Wprost mówi, że Anthem „dokonał trwałych zniszczeń w karierach wielu deweloperów” i poważnie odbił się na ich zdrowiu psychicznym. Podkreśla, że praca nad grą była dla wielu osób doświadczeniem traumatycznym – długotrwałe crunchowanie, chaos decyzyjny, brak jasnej wizji i ciągłe przepisywanie kluczowych elementów projektu sprawiły, że część twórców zwyczajnie się wypaliła i opuściła branżę.
Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy kiedykolwiek wróciłem po Anthem. Myślę, że to samo można powiedzieć o wielu ludziach.
Darrah przekonuje, że choć Anthem nie jest jedynym źródłem późniejszych problemów studia, to właśnie okres 2017–2019 zasiał „ziarna zniszczenia”, które do dziś wpływają na kondycję BioWare.
Anthem jako punkt zwrotny w historii BioWare
Anthem miał być dla BioWare nowym początkiem – wejściem w modny wtedy model gry usługi z mech‑pancerzami, kooperacją i ciągłym rozwojem. Wyszło jak zwykle… Jeszcze przed premierą wewnętrznie liczono się z ocenami w okolicach 70 na Metacritic, a nie „dziewiątkami”, do których studio przyzwyczaiło przy Mass Effect czy Dragon Age. Gra wystartowała w stanie dalekim od ideału a nawet minimalnych oczekiwań, z miałkimi misjami, powtarzalnym endgame’em i problemami technicznymi – a plan „Anthem Next” został ostatecznie skasowany przez EA.
Według Darrha, to właśnie w tamtym okresie utrwaliło się przekonanie, że klasyczna formuła BioWare jest przestarzała i studio musi stać się czymś innym, co bardzo chętnie słyszeli korporacyjni decydenci. Anthem stał się więc nie tylko nieudaną grą, ale też sygnałem, że dotychczasowy model tworzenia tytułów AAA w tym zespole jest na granicy wyczerpania.
Dragon Age: The Veilguard stało się gwoździem do trumny
Cień Anthem widać nawet w najnowszych projektach BioWare. Dragon Age: The Veilguard zebrało niezłe recenzje, ale finansowo okazało się wyraźnie poniżej oczekiwań Electronic Arts. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy gra zaangażowała około 1,5 mln graczy – niemal 50% mniej niż zakładały wewnętrzne prognozy wydawcy.
EA wprost przyznało w raporcie finansowym, że Veilguard oraz EA SPORTS FC 25 nie spełniły oczekiwań dotyczących net bookings, a CEO Andrew Wilson mówił, że nowy Dragon Age nie zdołał zgromadzić wystarczająco szerokiej publiczności. Dla studia, które kiedyś wyznaczało standardy RPG‑ów, to kolejny sygnał, że odbudowa zaufania po Anthem jest dużo trudniejsza, niż mogłoby się wydawać.
Co dalej? Cała nadzieja w Mass Effect 5
W tej sytuacji wzrok fanów – i samego EA – kieruje się w stronę Mass Effect 5. Nowa część serii ma być dla BioWare szansą na ostateczne odkupienie i powrót do formy, z którą kojarzone jest logo studia. Problem w tym, że – jak sugeruje Darrah – zespół wciąż niesie na plecach ciężar tamtego okresu: utracone talenty, wypalenie, wewnętrzne napięcia i wizerunkową łatkę studia po Anthem.
Historia Anthem staje się więc nie tylko case study o tym, jak nie robić gry usługi, ale też ostrzeżeniem przed tym, jak wieloletni projekt AAA potrafi wywrócić do góry nogami kariery i całe studio. A trzygodzinny materiał Darrha jest wyjątkowo rzadką sytuacją, gdy ktoś z samego środka tej układanki nie boi się opowiedzieć o tym wprost – bez PR‑filtrów, ale też bez taniej sensacji.