OpenAI uruchomiło ChatGPT Translate – własny, dedykowany translator, który celuje dokładnie tam, gdzie od lat rządzi Tłumacz Google. Usługa działa już jako osobna strona, obsługuje ponad 50 języków, w tym polski i od razu stawia na coś więcej niż „suche” przekładanie słów z kolumny A do kolumny B.
ChatGPT Translate jest dostępny pod adresem chatgpt.com/translate i na pierwszy rzut oka wygląda bardzo znajomo: dwa pola tekstowe, po lewej oryginał, po prawej tłumaczenie, automatyczne rozpoznawanie języka i wybór języka docelowego. Na desktopie obsługuje na razie wyłącznie tekst, w mobilnej przeglądarce można też podyktować treść przez mikrofon, która zostanie przetłumaczona jak zwykły tekst.
Oficjalnie zapowiadane są także tłumaczenia z obrazów i głosu, ale na starcie nie ma jeszcze opcji wrzucania zdjęć czy dokumentów – to raczej „soft launch” niż kompletny kombajn à la Google Translate.
Przewaga nad klasycznymi translatorami: styl i kontekst
Prawdziwa różnica zaczyna się po wyświetleniu tłumaczenia. Pod wynikiem pojawia się zestaw gotowych opcji, które jednym kliknięciem przerzucają nas do pełnego interfejsu ChatGPT i pozwalają tłumaczyć na kilka sposobów:
- „bardziej płynne” (Smoother / More fluent);
- „formalny biznesowo” (Business Formal);
- „prościej, dla dziecka” (Simplified for Kids);
- „ton naukowy / akademicki” (Academic Tone).
Po wybraniu stylu translator nie tylko podmienia kilka słów, ale przepisuje tłumaczenie pod kontekst – inaczej zabrzmi mail do szefa, inaczej wytłumaczenie tego samego zdania ośmiolatkowi. Potem można normalnie kontynuować rozmowę: poprosić o skrócenie tekstu, dopisanie akapitu, zmianę pojedynczych sformułowań czy dopasowanie języka do konkretnego rynku. Zamiast „zrzutu” tłumaczenia dostajesz proces, który da się wspólnie doszlifować.
Polski na pokładzie od pierwszego dnia
Z ChatGPT Translate można korzystać także po polsku – zarówno jako języku źródłowym, jak i docelowym. Dla użytkowników z Polski to ważne o tyle, że usługa na starcie nie obsługuje jeszcze setek języków – lista jest krótsza niż u Google, ale obejmuje wszystkie najczęściej używane, w tym polski, angielski, niemiecki, francuski, hiszpański czy japoński.
Pod maską działa ten sam silnik, który od kilku generacji coraz lepiej radzi sobie z wielojęzycznością – w testach GPT‑4 i nowsze modele wyraźnie poprawiły jakość przekładów w kilkudziesięciu językach, zmniejszając różnicę między angielskim a resztą świata. W praktyce oznacza to, że ChatGPT Translate nie boi się bardziej zawiłych konstrukcji czy idiomów i potrafi trzymać sens w dłuższych fragmentach tekstu.
Google Translate w opałach, ale nie na łopatkach
Na dziś układ sił wygląda tak, że Google Translate wciąż wygrywa funkcjami „okołotekstowymi” – tłumaczenie dokumentów, stron WWW, ręcznego pisma, zdjęć, tabliczek i prowadzenie quasi‑live rozmów to obszary, których ChatGPT Translate jeszcze nie rusza. Natomiast ChatGPT Translate z kolei wygrywa w momentach, gdy liczy się brzmienie, nie tylko dosłowność: maile, oferty, teksty marketingowe, opisy produktów, treści edukacyjne „dla dzieci” czy pod akademików.
Dla wielu osób może to być dokładnie ten sygnał, żeby wreszcie odejść od translatora, który przez lata miał praktycznie monopol. Konkurencja w tym segmencie była potrzebna jak tlen – a jeśli OpenAI dowiezie zapowiadane tłumaczenie obrazów i głosu, Google pierwszy raz od dawna będzie musiało naprawdę się postarać, żeby nie oddać pola walkowerem.