Wersja 1.0 gry Towerborne zadebiutowała 26 lutego 2026 roku, przynosząc fundamentalne zmiany w modelu biznesowym i strukturze rozgrywki. Studio Stoic, znane z trylogii The Banner Saga, po długim okresie wczesnego dostępu zdecydowało się na odważny krok: porzucenie modelu Free-to-Play na rzecz klasycznej płatnej produkcji, kosztującej ok. 100 zł oraz dodanie trybu offline.
Kiedy studio Stoic ogłaszało swój nowy projekt, wielu fanów The Banner Saga przecierało oczy ze zdumienia. Zamiast mrocznej, turowej strategii z elementami survivalu, otrzymaliśmy kolorowy, dynamiczny brawler z elementami RPG. Po półtora roku we wczesnym dostępie, Towerborne w końcu zadebiutowało w wersji 1.0. Czy przejście z darmowego modelu na płatny “premium experience” wyszło grze na dobre? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie.

Nowy start w cieniu Dzwonnicy
Najważniejszą zmianą w wersji 1.0 jest kompletna przebudowa filozofii gry. Stoic, podobnie jak twórcy Wayfinder, zrozumieli, że rynek gier-usług jest przesycony. Zamiast zmuszać graczy do grindu napędzanego mikrotransakcjami, postawiono na zamkniętą, 15-godzinną kampanię, którą można przejść w całości solo i offline. To strzał w dziesiątkę dla tych, którzy chcieli po prostu cieszyć się świetnym systemem walki bez poczucia bycia dojonym z czasu i pieniędzy.
Wizualnie Towerborne powinna wielu osobom przypaść do gustu, choć trudno tu poszukiwać fajerwerków. Stylistyka przypominająca animowany film, bogata paleta barw i ładne projekty przeciwników sprawiają, że każda misja cieszy oko. Muzyka Austina Wintory’ego dopełnia całości, budując atmosferę epickiej przygody, która – choć lżejsza tonem niż poprzednie dzieła studia – wciąż posiada unikalny klimat studia Stoic.
Walka, która smakuje wybornie
Fundamentem Towerborne jest walka i tutaj gra lśni najjaśniej. System starć został zaprojektowany przy wsparciu weteranów bijatyk (m.in. z ekipy od Killer Instinct) i to czuć w każdym ciosie. Do dyspozycji mamy cztery klasy: Strażnik, Prioklasta, Głazokruch oraz Cieniocios. Każda z nich oferuje zupełnie inny styl gry – od defensywnego stania z tarczą, po szybkie, akrobatyczne ataki sztyletami.
Wersja 1.0 zawiera m.in. mocno dopracowany system progresji. Nowe drzewka “Class Mastery” i umiejętności uniwersalne pozwalają na tworzenie buildów, które realnie zmieniają sposób, w jaki podchodzimy do starć. Walka jest płynna, responsywna i daje ogromną satysfakcję, zwłaszcza gdy uda nam się “rozbujać” licznik combo na grupie kilkunastu przeciwników. Bardzo satysfakcjonujące są m.in. combosy, które nie pozwalają upaść przeciwnikowi na ziemię, jako żywo przypominające ciosy z klasycznych odsłon Mortal Kombat, gdy przez 20 wyprowadzonych przez nas ciosów przeciwnik nie mógł stanąć na nogach.
Gorycz w kooperacyjnym miodzie
Chyba największym mankamentem wersji 1.0, jest stan trybu multiplayer. Wraz z porzuceniem modelu live-service, twórcy niespodziewanie ograniczyli funkcje crossplay oraz matchmakingu. Dla produkcji, która od początku była promowana jako idealny tytuł do wspólnej zabawy ze znajomymi na różnych platformach, jest to niezrozumiały regres.
Gracze Steam skarżą się na trudności w łączeniu się z posiadaczami konsol, a brak płynnego wyszukiwania graczy sprawia, że Towerborne 1.0 paradoksalnie stało się grą lepszą do przeżywania w pojedynkę lub w lokalnej kooperacji, co dla wielu fanów wczesnego dostępu jest gorzką pigułką do przełknięcia.
Czy warto wejść na wieżę?
Towerborne w wersji 1.0 to gra kontrastów. Z jednej strony otrzymujemy jeden z ciekawszych systemów walki w historii side-scrollerów, urzekającą oprawę i uczciwy model płatności bez ukrytych kosztów. Z drugiej – widać, że transformacja z “gry-usługi” w “grę single / co-op” odbyła się kosztem pewnych cięć budżetowych. Jeśli szukasz dynamicznego action-RPG z angażującym lootem i genialną walką, a brak zaawansowanych funkcji online ci nie przeszkadza – Towerborne to pozycja obowiązkowa.
Ocena końcowa: 8/10
Zalety
|
Wady
|