Strona głównaGryAktualnościValve trzyma się swojego zdania - lootboxy to nie hazard!

Valve trzyma się swojego zdania – lootboxy to nie hazard!

Właściciel platformy Steam jest zalewany pozwami, ale zamiast chować głowę w piasek, firma Gabe’a Newella w pełnej zbroi, żeby stawić czoła prawnikom. Najpierw nowojorska prokurator generalna Letitia James oskarżyła Steam o szerzenie hazardu wśród dzieciaków poprzez lootboxy. Teraz do tego chóru dołącza brytyjska PRS for Music z pretensjami o muzykę bez licencji.

Nieco bardziej doświadczeni gracze pamiętają gumy balonowe, w których można było znaleźć losowe historyjki, naklejki czy zdjęcia samochodów. Samodzielne zebranie całej kolekcji zwykle wymagało wymieniania się z kumplami albo ich odsprzedaż, żeby dorobić do kieszonkowego. Dokładnie tak Valve porównuje swoje cyfrowe skrzynki do klasycznych kart baseballowych, Pokemonów czy Magic: The Gathering. W specjalnym komunikacie do nowojorskich graczy firma podkreśla, że takie mechaniki królują od 2004 roku w grach i nie różnią się od fizycznych „niespodzianek”, którymi bawiły się wcześniejsze pokolenia.

Prokuratorka James widzi w tym „kwintesencję hazardu” – losowe nagrody za kasę, handel itemami na Steam Market i poza nim, co niby uzależnia dzieci i przynosi Valve miliardy. Chce zwrotów zysków, kar i zakazu dalszej sprzedaży. Valve ripostuje: wyjaśniliśmy pani prokurator, jak walczymy z oszustami i złodziejami skórek na zewnętrznych stronach hazardowych. Ostrzegają fanów: sąd zdecyduje, ale nie dajcie się nabrać na panikę. Bo gdyby lootboxy były hazardem, to dlaczego dzieciaki z lat 80. nie siedziały w areszcie za handel kartami Topps?

Pozew z Nowego Jorku to dopiero początek. Niedawno prawnik Steve Berman z Hagens Berman złożył zbiorowy pozew w USA, domagając się potrójnych odszkodowań za „kasynowe triki psychologiczne”. Valve nie komentuje wszystkiego po kolei, ale ich postawa to czysta pewność siebie: „Gracze robią to samo co zawsze, tylko cyfrowo”.

Muzyka w Steamie? Brytyjczycy chcą tantiem, Valve milczy jak mim

Tymczasem z Wysp dociera kolejny cios: PRS for Music, odpowiednik polskiego ZAIKSU, pozywa Valve za dystrybucję gier z muzyką bez licencji. Chodzi o blockbustery jak EA Sports FC (dawna FIFA), Forza Horizon czy Grand Theft Auto – tytuły nie od Valve, ale dostępne w Steam Store. W UK licencja na muzykę w grze nie obejmuje jej „publicznego udostępniania” w sklepie cyfrowym, a za to odpowiada właśnie PRS.

Organizacja twierdzi, że od 2003 roku (start Steam!) próbowała negocjować z Valve, ale bez efektu. Teraz żąda licencji – nie tylko na przyszłość, ale retroaktywnie na wszystkie utwory swoich członków. „Muzyka to serce gier, immersja i emocje!” – grzmi PRS, grożąc sądową jatką, jeśli Newellci nie siądą do stołu. Valve na razie nie drgnęło, ale Steam sprzedaje też OST-y z gier osobno, więc sprawa może boleć po kieszeni mocniej niż lootboxowa drama.

Co z tego wyniknie? Steam pod lupą

Valve tonie w sądowych papierach – lootboxy, ceny w UK (kolejny pozew na 656 mln funtów!), muzyka… Ale firma nie traci rezonu. Ich komunikat do graczy to nie tylko obrona, ale prztyczek w nos krytykom: „To nie rewolucja, to ewolucja zabawy z paczek niespodzianek”. Fani CS-a i DOTA 2 pewnie kiwają głowami – kto z nas nie otwierał skrzynek dla frajdy, nie dla szybkiej kasy?

Sądy rozstrzygną, czy lootboxy to hazard XXI wieku, czy niewinna zabawa. Jedno pewne: Valve nie zamierza zmieniać modelu, który napędza miliardy. A my? Czekamy na wyrok, popijając energetyka i otwierając kolejną skrzynkę. Bo gaming to nie tylko piksele – to adrenalina, handel i odrobina losu. Stay tuned, bo ta saga ma więcej sezonów niż serial na Netfliksie!

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

SoSlowGamer
Redaktor, szef działu retro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię

Exit mobile version