Valve w końcu pokazało, ile trzeba zapłacić za Steam Machine oraz co dokładnie znajdzie się pod obudową urządzenia. Najtańszy wariant kosztuje 4389 złotych, a topowa konfiguracja z 2 TB pamięci i kontrolerem to 6048 złotych. To oznacza, że nowy sprzęt Valve nie wchodzi na rynek jako „tania alternatywa dla konsol”, tylko jako mocny, kompaktowy komputer do salonu za worek pieniędzy.
Valve przygotowało cztery warianty sprzedaży: model z 512 GB pamięci, wersję z 512 GB i kontrolerem, model z 2 TB oraz zestaw 2 TB + kontroler. Ceny zaczynają się od 4389 złotych, potem kolejno, 4698, 5739 i 6048 złotych. To wyraźny sygnał, że Steam Machine nie próbuje udawać budżetowej konsoli, tylko sprzęt klasy premium dla osób, które chcą peceta w bardziej salonowym wydaniu.

Taka polityka cenowa od razu ustawia sprzęt w trudnym miejscu. Z jednej strony to nadal urządzenie z ekosystemu Steam i SteamOS, a więc z dużą biblioteką gier i wygodą użytkowania, ale z drugiej — cena jest na tyle wysoka, że naturalnym punktem odniesienia stają się już nie same konsole, tylko gotowe PC o podobnych parametrach.
Co siedzi w środku?
Steam Machine ma 6-rdzeniowy i 12-wątkowy procesor AMD Zen 4 z taktowaniem do 4,8 GHz oraz układ graficzny AMD RDNA 3 z 28 jednostkami CU i zegarem do 2,45 GHz. Do tego dochodzi 16 GB pamięci RAM DDR5 oraz 8 GB VRAM GDDR6, a całość działa na SteamOS z możliwością instalacji Windows 11.
Valve wyraźnie stawia na miniaturowy komputer do grania, a nie na klasyczną konsolę w stylu PlayStation czy Xboxa.
Jak to wypada na tle konsol
Według dostępnych analiz Steam Machine plasuje się wydajnościowo mniej więcej pomiędzy Xbox Series S a PlayStation 5, choć w zależności od gry i ustawień może czasem zbliżać się do wyższego pułapu. To ważne, bo wbrew niektórym nagłówkom nie mamy tu do czynienia z maszyną, która automatycznie deklasuje PS5 w każdej sytuacji.
Jednocześnie Valve twierdzi, że sprzęt ma wystarczyć do komfortowego grania w 4K/60 FPS w wielu scenariuszach, choć realnie część tytułów najpewniej będzie wymagała rozsądnych kompromisów. Najbardziej prawdopodobny obraz jest więc taki: Steam Machine będzie świetna w 1080p i 1440p, a 4K ma być bardziej zależne od gry, optymalizacji i technik skalowania obrazu.
SteamOS, ale z wyjściem awaryjnym
Jednym z ważniejszych atutów Steam Machine pozostaje SteamOS, czyli środowisko mocno oparte na prostocie i wygodzie korzystania. To właśnie ono ma odróżniać sprzęt od zwykłego peceta i sprawiać, że użytkownik nie będzie musiał bawić się w typowe dla Windowsa kombinacje przy codziennym odpalaniu gier.
Valve zostawia jednak furtkę w postaci możliwości instalacji Windows 11. To bardzo praktyczne podejście, bo dzięki temu Steam Machine nie zamyka się tylko na bibliotekę Steama i może funkcjonować jak pełnoprawny komputer do grania oraz codziennego użycia.
Dla kogo jest ten sprzęt?
Po ujawnieniu cen widać wyraźnie, że Steam Machine nie jest produktem dla każdego. To bardziej propozycja dla graczy, którzy chcą połączyć wygodę konsoli z elastycznością PC, ale są gotowi zapłacić za ten kompromis kwotę zdecydowanie wyższą niż za PlayStation czy Xboxa.
Valve nie sprzedaje tu marzenia o tanim salonowym graniu, tylko o wygodnym, kompaktowym sprzęcie z ogromnym katalogiem gier oraz mocnym zapleczem technicznym. Jeśli ktoś szuka urządzenia klasy „włącz i graj”, a jednocześnie nie chce rezygnować z pecetowej swobody, Steam Machine może okazać się dokładnie tym, czego potrzebuje.
Mnie osobiście ceny troszeczkę zwaliły z nóg i zdecydowanie odpuszczę sobie zakup. Chociaż nie powiem, że nie przez jakiś czas zastanawiałem się nad zakupem skrzyneczki. W tej sytuacji jednak i w tej cenie, wybieram wymianę okna w kuchni.