Recenzja laptopa Hyperbook N85 (N85HK1)

Grzegorz Rosa

Recenzja laptopa Hyperbook N85 (N85HK1)

Model, który przyjechał do nas na testy, pomimo dość minimalistycznej stylizacji, może śmiało przystąpić do rywalizacji na fps-y z droższymi przedstawicielami strefy gamingu. Wygląda dość niepozornie, lecz z natury to czarny charakter, siejący niemały postrach wśród gier.

Kiedy mówimy o laptopach gamingowych przed oczami z reguły pojawiają się nam nazwy firm typu Asus, MSI lub Alienware. Jednak to nie jedyne marki, które powinniśmy brać pod uwagę w przypadku zakupu urządzenia do gier. A już na pewno, gdy pilnujemy naszych wydatków. Wówczas zdecydowanie porównujemy wydajność sprzętu w celu zaoszczędzenia choć kilkuset złotych. I jest to jak najbardziej wykonalne, o ile logo producenta nie jest ważniejsze od oferowanej mocy.

Rachunek wydaje się wtem dosyć prosty – nie płacimy za prestiż a za surowe osiągi. W tej kategorii laptopów na szczycie listy znajduje się polska firma z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży IT. Hyperbook słynie mi.in. z wysoko konfigurowalnych urządzeń mobilnych, pozwalając graczom wybrać podzespoły dopasowane do wymaganej wydajności i ekonomii zakupu. Producent, pomimo mniejszej aktywności medialnej na rynku, podąża śladem „większych graczy”, budując laptopy oparte na aktualnych standardach. W katalogu znajdziemy więc zarówno małe potworki jak i maszyny o optymalnej klasie mocy. Ponieważ mieliśmy już styczność z najwydajniejszą jednostką Hyperbooka, tym razem do testów trafił laptop, na który prawdopodobnie każdy fan mobilnego grania mógłby sobie pozwolić. Zainteresowani? Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do lektury, dzięki której mam nadzieję zbudujecie własne zdanie o Hyperbook N850HK1.

Advertisement

[nextpage title=”Wygląd i osprzęt”]

Wygląd

Wysmakowana obudowa nie uczyni z laptopa superkomputera, jednakże kto z nas chciałby pokazać się na mieście z maluchem wyposażonym w silnik V12 lub z drugą połówką, która grzeszy wyłącznie inteligencją? Ubiór kadłubka musi dorównywać technologicznym bebechom. Niestety dla pasjonatów krzywizn i interesujących wcięć, model N850HK1 będzie wyglądać jedynie poprawnie. Dominuje tutaj zasada idealnej symetrii (nie licząc touchpada). Na górnej klapie wycięto dwa otwory w kształcie trapezów, którym towarzyszy białe logo producenta. Po odchyleniu grzbietu zastaniemy delikatnie wyeksponowaną wyspę klawiszy otoczonych gładką, matową obudową w kolorze ziarnistego grafitu, przechodzącego w czerń. Natychmiast urządzenie skojarzyłem z gremium biznesowym, choć podkreślam, że z najwyższej półki. Nosi się w eleganckim garniturze o wymiarach 378 x 267 x 26,9 mm w całości wykonanym z tworzywa sztucznego. Osoby za niego odpowiedzialne narzuciły mu słuszną dietę, bowiem waży zaledwie 2,5 kg. Jednak nie ma tu mowy o efekcie jojo bądź innych objawach występujących przy odchudzaniu. Po szybkim numerku z palcami, nie zauważyłem na nim wyraźnych odcisków. Pod naporem dłoni nie burczy mu w brzuchu, nie zapadają się jego kości i nie upomina się o łagodniejsze traktowanie.

Kolejny punktem oględzin były zabawy z górną klapą i utrzymującymi ją zawiasami. Nie ma szans, aby odchylić ekran choćby o kilka stopni bez użycia dwóch rąk. Zastosowane w laptopie zawiasy są konkretne i pieruńsko sztywne, przez co w momencie ustawienia pozycji klapy ta pozostanie na swoim miejscu, nawet gdy sejsmograf wykryje trzęsienie ziemi. Mają jednak pewną wadę, a jest nią niewielka sprężystość. Szturchając palcami za górną część pokrywy wprawimy ją w wibracje. Nieznośne drgawki zauważymy więc także w trakcie podróży. Nie znaczy to, że komputer koniecznie ma dożyć starości na biurku. Przekonuje o tym jego funkcjonalność, masa oraz dobry system wentylacji. Odnośnie ostatniej zalety, niskie temperatury obudowy uzyskano poprzez wydrążenie trzech wylotów powietrza (spód, tył i po prawej stronie panelu bocznego). Menu Hyperbooka nie obejmuje więc pieczonych nóżek lub paluszków.

Zaś przyjemne ciepełko poczujemy spoglądając na wyposażenie bocznych ścian. Rzekłbym, że ma wystarczającą liczbę złączy dla wszystkich graczy stacjonarnych i tzw. obieżyświatów. Lewa strona powita nas wejściem na zasilanie, portem sieciowym Ethernet, dwoma portami DisplayPort 1.2 w wersji mini i jednym HDMI 1.4, a także USB 3.1 typu A sąsiadujące z USB 3.1 typu C. W standardzie znajdziemy również czytnik kart SD.

Prawa strona nie jest już tak naszpikowana dziurkami. Gnieżdżą się tutaj tylko dwa złączą dla urządzeń audio do odtwarzania i nagrywania, którym asystują USB 2.0 oraz USB 3.1 typu A.

Osprzęt

Poziom wygody korzystania z laptopa warunkują także właściwości wbudowanych peryferii. Począwszy od klawiatury, ciężko zarzucić jej cokolwiek złego. Odpowiednia wysokość klawiszy, szybka reakcja, bądź też cicha praca stanowią o jej głównych zaletach. W ramach growych, jak i tradycyjnych działań pod systemem sprawdza się nawet lepiej niż typowa membranówka. Ma prosty układ przycisków oddalonych od siebie o ok. 3 mm. Strzałki kierunkowe niestandardowo zlewają się z blokiem numerycznym, toteż korzystając z nich bezwzrokowo w grach, czasem można obrać zły kierunek ruchu.

Aby docenić w pełni urok klawiatury należy jednak na nią spojrzeć. Ma bowiem bardzo wyraźny nadruk na nakładkach w kolorze pastelowej bieli. Klarowność ich widoczności zwiększa 4-stopniowe podświetlenie RGB. Z pomocą predefiniowanego oprogramowania Control Center (po naciśnięciu na opcję Flexikey w zakładce Gaming) możemy spersonalizować jasność światła przechodzącego przez boczne ścianki przycisków oraz font znaku. Ponadto wybierzemy na miejscu odcień światła i tryb, w jakim jarzyć się będzie nasza klawiatura.

Dokładnie pod spacją i prawym altem pod palcami wyczujemy touchpad o wysokiej precyzji odczytu dotyku. Choć jakiekolwiek granie na płytce graniczy z masochizmem, to już poruszanie się w przestrzeni systemu i aplikacji nie sprawiło mi żadnych kłopotów. Dobrze dogaduje się z odciskami palców, poprawnie odbierając zwykły ruch oraz kierunek przewijania i nieprzyzwoite gesty. To samo można powiedzieć o 2 przyciskach symulujących działanie myszki. Nie znoszą zbyt dobrze oporu blisko krawędzi, jednak narzucając sobie rygor wciskania ich w części bliżej środka poczujemy szybki skok o wymiernym oporze pracy. Lewy i prawy przycisk oddziela pożądany przez wielu użytkowników skaner linii papilarnych. Dzięki niemu możemy np. zmienić sposób logowania się do systemu, przykładając koniuszek ulubionego palucha do czytnika.

Piękny krajobraz komfortu pracy psuje bezbarwna jakość systemu audio. Jest to chyba jeden z najgorszych elementów recenzowanego laptopa. Dźwięk wydobywający się z dwóch głośniczków jest mdły aż do bólu brzucha. Płaski jak jasna cholera, pozbawiony cienia niskich tonów. Powodem cierpienia uszu jest brak membranki niskotonowej, ale usprawiedliwia to wyłącznie niewystępujące basy. A co z resztą? Wysokie soprany emituje tak jakby od niechcenia bez ostrych, piskliwych smaczków. Głośnikom zdarzało się przy bardziej wymagających piosenkach gubić nawet czystość. Po podniesieniu suwaka wolumenu na około 80% charczały w dość specyficzny sposób, nie trzeszcząc, lecz tworząc sygnały o bitrate’cie dźwięku spoza skali. Przyzwoicie grają tu tylko dźwięki progu średniego, więc z nieukrywaną niechęcia odsłuchiwałem utworów muzycznych. Jakości nie jest w stanie naprawić nawet dedykowane oprogramowanie SoundBlaster Cinema 3. Jest tam kilka ustawień dotyczących wirtualizacji przestrzennej dźwięku z możliwością dopasowania cyfrowych sygnałów osobno do muzyki, filmów czy też gier, ale prawda jest taka, że z pustego i Salomon nie naleje.

[nextpage title=”Matryca i podświetlenie”]

W testowanym urządzeniu zastosowano matowy panel LCD firmy LG (LP156WF6), wykonany w technologii IPS. Jego rozdzielczość to bardzo rozsądne dla 15,6 cala FullHD (1920 x 1080 pikseli), natomiast odświeżanie 60 Hz nie do końca może sprostać gustom najbardziej wymagających graczy. Cena brutto powyższego panelu to około 250 zł, więc (odpukać) ewentualna wymiana ekranu nie będzie zaporowo droga.

Przy maksymalnym podświetleniu i na domyślnym profilu kolorystycznym, podczas testów osiągnęliśmy jasność do 291,3 nitów – jednak nie w centrum ekranu, lecz nieco na prawo od niego. Środek wyświetlacza dał wynik 281,37 nitów, co przy niskim świeceniu czerni (rzędu 0,27 nita) daje zadowalające odczyty kontrastu na poziomie 1042:1. Zmierzona temperatura barwowa była przy tym nieco za zimna względem docelowych 6500K i wyniosła 7045K.

Cieszyć może bardzo równomierne skalowanie podświetlenia – 50% skali rzeczywiście przełoży się na o 50% mniejszą jasność podświetlenia. Minimalna jasność pracy podświetlenia dla bieli wynosi 24,66 nita, co dla osób grających w kompletnych ciemnościach wciąż może okazać się wartością zbyt wielką, ale płakać z tego powodu nie powinny.

Jak przystało na panel IPS, kąty widzenia są bardzo szerokie i nie ma konieczności patrzenia na ekran wyłącznie na wprost czy manipulowania nim, by oglądanie filmu w pozycji leżącej było nie tylko możliwe, ale i wygodne. Różnice w podświetleniu panelu są niestety widoczne – najciemniejsze są jego okolice przy dolnej krawędzi (na środku i w prawym narożniku) oraz prawy górny narożnik ekranu. Natomiast największą jasność ma nie centrum wyświetlacza, lecz pola po jego prawej i lewej stronie. Pod względem jednolitości oświetlenia nie będzie to może idealny ekran do obróbki zdjęć, ale już na granicy akceptowalności. W przypadku montażu wideo, różnice te będą jeszcze mniej odczuwalne.

Średnie Delta E, prezentujące odwzorowanie kolorów, wyniosło po kalibracji 1,58, przy czym największe problemy były z odwzorowaniem koloru zbliżonego do niebieskiego akcentu naszego logotypu – tutaj wynik to już 10,45. Przyjmuje się, że Delta E w okolicy 1 jest już niemal nierozróżnialne dla ludzkiego oka, a średnia poniżej 2 to bardzo dobry wynik, jednak po skalibrowaniu obrazu nie liczcie na idealne kolory nieba czy morza. Można by było skwitować, że mamy przecież do czynienia z ekranem gamingowym, w którym liczą się inne parametry, jednak zastosowany panel niczym nie różni się od tych stosowanych w laptopach o bardziej przyziemnych aspiracjach. Dla otuchy dodam jednak, że testowany przez nas ostatnio typowo gamingowy AOC G2460PG, wypadł znacznie słabiej zarówno pod względem odwzorowania kolorów, jak i równomierności podświetlenia.

[nextpage title=”Specyfikacja”]

Hyperbook N850HK1 reklamowany jest jako urządzenie bezproblemowe do gier i wymagających aplikacji. Patrząc na zainstalowane w nim podzespoły trudno się z tym nie zgodzić. Jeśli oczekujecie od sprzętu mobilnego wydajności proporcjonalnej dla budżetowej klasy gamingu, to opisywany model powinien wzbudzić w Was nieprzekłamane zainteresowanie.

Procesor: i7-7700HQ
Chipset: Intel HM175
Karta graficzna: GTX 1050 Ti 4GB
Pamięć RAM: 16 GB DDR4
Dysk twardy: 240 GB SSD SATA III + 1 TB HDD 5200 RPM

Stawkę otwiera najmocniejszy procesor mobilny 7. generacji i7-7700HQ. Jest to czterordzeniowiec z aktywnym Hyperthreadingiem. Swoje zadania wykonuje więc szybciej, dzięki wykorzystaniu nie 4 lecz 8 wątków logicznych. Standardowo pracuje z zegarem 2,8 GHz, choć jeśli go zdenerwować jakąś gierką, podniesiemy mu nie tylko ciśnienie, ale i taktowanie do 3,8 GHz. I będzie to jego maksimum, bowiem producent zablokował jego mnożnik. Pewnie znalazłoby się rozwiązanie na zwiększenie wydajności CPU, ale odradzamy wszelkie igraszki z napięciem i zmianą jego częstotliwości. Powierzchnia obudowy i system chłodzenia mogłyby sobie nie poradzić z ograniczaniem wzrostu temperatury.

Procesor prowadzi zero jedynkowy dialog z płytą główną o chipsecie Intel H175. Jednakże rozmowy kontrolowane odbywają się również za pośrednictwem slotu pamięci RAM. W tym przypadku jest jej 16 GB w jednej kości DDR4 o taktowaniu 2400 MHz. Wyszła ona z manufaktury Cruciala będącej marką Micronu. Jak wykazuje poniższy zrzut ekranu, kosteczce z góry narzucono timing CL18. O ile liczba GB pamięci nie budzi moich zastrzeżeń, to z dezaprobatą podchodzę do zastosowania jednej kości zamiast dwóch 8 GB. Jak wykazuje wiele testów, w trybie dual pamięci produkują odrobinę więcej fps-ów w grach.

Aczkolwiek RAM odgrywa mniejszą rolę w grach niż zamontowana karta graficzna. Sercem renderującym tekstury jest tutaj model z rodziny Nvidia Pascal GTX 1050 Ti z 4 GB GDDR5 VRAM. Nie jest to najlepsze GPU spotykane w mobilkach, lecz wystarczające do zagrywania się w najnowsze tytuły, o czym przekonacie się w dziale testów. Za względną wydajność odpowiadają 48 jednostki teksturujące, 768 jednostki CUDA, a także prędkość taktowania rdzenia, które w mniejszym natłoku zadań ogranicza się do 1493 MHz. Kiedy karta „domyśli się”, że kroi się grubsza akcja z grami, wtem podniesie swój zegar do 1620 MHz. Z kolei pamięć karty nieco zawyża wskazówkę częstotliwości śrubując wynik 1752 MHz. Ogólną moc GPU nieco umniejsza szerokość jej szyny 128-bitowej i celując w lepszy współczynnik kl/s należałoby przesiąść się na GTX 1060.

W kwestii magazynu na dane Hyperbook oferuje kilka wariantów, a jednym z nich jest konfiguracja składająca się z dysku Western Digital Green 240 GB SSD o interfejsie M.2 2280 i typowego talerzowca Seagate o pojemności 1 TB, który rozkręca się do 5400 RPM. W temacie wolnej przestrzeni Barracuda dość mocno odgryza się WD, lecz ten drugi może pochwalić się o wiele lepszą prędkością pracy. Na jego korzyść przemawia transfer odczytu i zapisu danych (odpowiednio 540 i 465 MB/s). Duża dowolność montażu dysków pozwala wybrać nam kilka bramek. Możemy zdecydować się na komitywę SSD SATA z HDD, SSD M.2 z HDD, bądź też zmniejszyć ostateczną kwotę zakupu i zredukować magazyn tylko do jednego rodzaju nośnika.

[nextpage title=”Benchmarki”]

Komputery kochamy za ich wygląd i wygodę pracy. Jednak kokieteryjna uroda powiązana z przyjemnością dotykania schodzi na dalszy plan, gdy maszyna ma służyć do czegoś więcej niż niezobowiązującej rozrywki. Wiecie co mam na myśli, prawda? Mowa tu o faktycznej mocy N850HK1, którą sprawdziliśmy z użyciem okrutnych benchmarków. Ścieżkę testów wyznaczyliśmy dla każdego z podzespołów, aby żaden nie poczuł się pokrzywdzony.

Pierwsze stresujące minuty upłynęły w oprogramowaniu 3D Mark. Karta graficzna i procesor przyzwyczajone do niskich temperatur nagle musiały wskoczyć na wyższy bieg w trakcie testów angażujących do renderingu animacji. Wtem mogliśmy sprawdzić ich zapał do pracy w środowisku DirectX w rozdzielczości 1440p, 1080p i 720p.

Do zadawania technologicznego cierpienia wróciliśmy w 3 testach graficznych proponowanych przez Unigine. Karta grzała już z wściekłości, lecz silni wolą ustawiliśmy Full HD i maksymalne detale, łącznie z filtrowaniem tekstur. Testy Heaven i Valley można było nawet obejrzeć w płynnym przebiegu klatek, natomiast Superposition wymęczyło doszczętnie biednego Hyperusia, wyciskając z niego średnio 9,77 kl/s.

App Star-up Score – 7896
Video Conferencing Score – 6517
Spreadsheets Score – 7679
Writing Score – 4791
Photo Editing Score – 4916
Rendering and Visualization – 4647
Web Browsing Score – 6415
Video Editing Score – 3844

Przyszedł i czas na egzamin podsumowujący klasę wydajności sprzętu w nieco bardziej złożonych zadaniach. Ciekawi wydajności pracy w ramach edycji zdjęć oraz materiałów wideo, przeglądania internetu, czy też prowadzenia wideo konferencji, zapoznaliśmy komputer z PC Mark 10. Pokłosiem ich znajomości trwającej kilkadziesiąt minut był wynik punktowy uwzględniający holistyczną moc CPU, RAM, GPU oraz dysku twardego.

Przy teście Cinebench R15 – przeznaczonym dla procesora – doświadczyliśmy przedziwnej anomalii. O ile analiza wydajności jednego rdzenia CPU, jak i wszystkich 4 dostarczyła wiarygodnych informacji, to mały problem wystąpił ze wskazaniem wyniku dla zintegrowanej karty graficznej. Z każdą kolejną próbą testów program wyświetlał coraz niższy rachunek. Zaczęliśmy od 90,25 kl/s, a skończyliśmy na 80,25 kl/s. Dlatego z przymrużeniem oka potraktujmy jej talent (hamowany prawdopodobnie throttlingiem), zresztą, kto by jej używał do gier mając pod ręką dedykowane GPU.

Fazę testów najważniejszych podzespołów zamknęliśmy na analizie prędkości i odczytu danych przez dyski SSD i HDD. Chcieliśmy sprawdzić, czy informacje producenta o nominalnym transferze pokrywają się z rzeczywistością. Co udało się ustalić? Korzystając z aplikacji AS SSD i ATTO Disk Benchmark dla dysku WD SSD 240 GB uzyskaliśmy niemal porównywalny wynik. Dla plików o pojemności 1 GB prędkość odczytu/zapisu danych wyniosła 500 i 417 MB/s. O wiele lepiej współpracuje z plikami mniejszymi od 64 kb do 64 MB – tutaj jest to średnio powyżej 550 i 450 MB/s.

Uznaliśmy za właściwe, aby sprawdzić na co stać drugiego twardziela. W przypadku Seagate’a programiki wypluły na ekran bardzo różne transfery. W AS SSD zanotowaliśmy 134 MB/s dla odczytu i 116 MB/s dla zapisu danych. Prawdziwy dramat odegrał się na deskach teatru ATTO – w miarę przyzwoity transfer był możliwy dla plików 128-kilobajtowych – 142 MB/s zapis i 109 MB/s odczyt. Pozostałe zaś wprawiły dysk w diabelnie chaotyczną pracę. Nie polecamy więc instalowania gier na HDD, a tylko z konieczności, gdy zabraknie miejsca na SSD.

[nextpage title=”Testy w grach”]

Wszystkie wcześniejsze punkty prowadziły do ostatecznego testu wydajności. Jest to najtrudniejszy moment dla Hyperbooka, bowiem o jego ocenie zaważy liczba fps-ów wyświetlonych w wymagających grach. A te podczas rozgrywki muszą wyglądać po bożemu, aby nie raziły nas w oczy niewyraźnymi teksturami bądź brakiem elementów środowiska. Decyzja o ustawieniu ekstremalnych profili graficznych i rozdzielczości 1080p była więc podyktowana dobrem wspólnym dla wszystkich graczy, dla których poziom grafiki zwiększa stopień doświadczeń.

W naszych testach udział wzięło łącznie 7 gier najlepiej reprezentujących swoje gatunki, a w tym RPG, FPS, akcji-TPP, a także strategii. Każda z nich została uruchomiona przez około 30 minut z wyborem scen mogących sprawić poważne problemy CPU i karcie graficznej. Prędkość rozgrywki na bieżąco śledził program FRAPS. O tym jak poradził sobie recenzowany model możecie sprawdzić na poniższych wykresach.

Na początek może coś lekkostrawnego i niezwykle popularnego wśród pasjonatów sieciowych zmagań. Laptop nie był pod wrażeniem wymagań CS:GO, acz trzeba przyznać, że największy ciężar spadł na procesor i7-7700HQ. Ten z reguły utrzymywał w grze 135 kl/s, choć bywały momenty, że duża liczba wyświetlanych użytkowników i dynamiczne akcje obniżały próg płynności do około 60 kl/s.

Pozostaniemy jeszcze przez chwile w świecie shooterów. Aczkolwiek tym razem przeniesiemy się do nieco mniej przyjaznych bohaterowi miejsc. W najnowszym Doomie było gorąco z fpsami, jak to w piekle bywa, lecz pozbywanie się w nim diabelskiego nasienia odbywało się w sposób anielsko-stabilny. Powtarzalne 60 kl/s z rzadka spadało do granicy 40 i podnosiło się aż do 100. Jeśli ciągnie Was do gier efektownych i brutalnych, to ten laptop z palcem w rdzeniu pozwoli Wam kultywować krwawą pasję.

Krótko po premierze zdecydowaliśmy się dołączyć Elex do analizy wydajności. W końcu jest wyróżnikiem działania gier nowych na urządzeniu z niższej półki cenowej. Na wymaksionych detalach i w rozdziałce Full HD bywało z następcą Gothica różnie. Zazwyczaj miernik FRAPS-a wykazywał 32-36 kl/s, co nie znaczy, że nie było spadków płynności i to dość zakłócających przyjemność. Zdarzało się, że w trakcie walki ze zmutowanymi przeciwnikami w rogu ekranu wyświetlało się 22 kl/s. Można temu zapobiec zmniejszając do minimum mnożnik filtrowania anizotropowego.

Ciut szybciej po ekranie biegała Lara w ROTTR. Pierwsze poziomy gry, a więc wspinaczka z prologu, przygoda w syryjskim grobowcu oraz survival na terenie Syberii, ograłem w znośnej liczbie klatek. 40-tka z aktywnym HBAO+ to niemały sukces GTX 1050 Ti. Bądźcie jednak przygotowani na nagłe spadki do około 30 kl/s, w szczególności przy dużej zamieci śnieżnej i przy szerszym polu ogniska.

Druga część Śródziemia nie wpadła jeszcze w nasze ręce, dlatego posiłkujemy się Cieniem Mordoru o równie brzydkich mordach orków i pięknych krajobrazach rozciągniętych wzdłuż Czarnej Bramy. Hyperbook nadążał za widowiskowymi finiszerami Taliona. W przeważającym okresie czasu renderował sceny z prędkością 50-55 kl/s. Tylko czasem raczył nas ścięciem kilku fps-ów, jednocześnie zachowując optymalną płynność gry.

Horror! Horror! – powiedział płk. Kurtz w momencie, gdy pojął swoje barbarzyńskie oblicze i my w podobny sposób postrzegaliśmy rozgrywkę w nowym Residencie. Jednak nie przez pryzmat skrzywionej psychiki rodziny Bakerów, a płynności działania. W maksymalnych detalach i ze skalowaniem jakości tekstur powyżej X1.2 byliśmy świadkami zgrozy. Postanowiliśmy więc obniżyć odrobinę detale, by jak najszybciej wymazać z pamięci poprzednie sceny. W efekcie uzyskaliśmy przyzwoite 35-46 kl/s, co nie utrudniało ucieczki przed sarkastycznym Jackiem.

Pola bitew spłynęły krwią wielu centurionów w sercu Italii w Rome II. Zacięty bój o utrzymanie granic państw zmuszał laptopa do podobnego zaangażowania się w walkę o fps-y. Zdarzały się momenty tragiczne (18 kl/s) i pełne niewypowiedzianego heroizmu (63 kl/s). Jednakże o ile czasem przegrywał z wymaganiami, to przez dłuższy czas dzielnie odpierał ataki ekstremalnych detali graficznych, prowadząc nas do serca Europy w 33-37 kl/s/.

[nextpage title=”Kultura pracy”]

O klasie sprzętu do grania świadczy nie tylko płynność rozgrywki, ale także sprawność w zakresie regulacji temperatury pracy, żywotności akumulatora i hałasu wydzielanego przez układ chłodzenia. Dopiero po zebraniu wszystkich odczytów możemy potwierdzić, czy dany model sprzętu spełnia założenia kulturalnej rozgrywki. Nie da się zaprzeczyć, że moc znamionowa laptopa jest najważniejszym punktem odniesienia względem gamingowych potrzeb, lecz żadna to przyjemność z gry, jeśli słodkie dźwięki wychodzące z głośników zagłusza powiew wentylatora, a możliwości mobilne ogranicza tolerancja skóry na wysoką temperaturę.

Przeprowadziliśmy więc 3 testy syntetyczne, skupiając się na danym aspekcie pracy. I z przykrością muszę Was poinformować, że Hyperbook zaprezentował się z nienajlepszej strony. Nie będzie greckiej tragedii i makabrycznych scen składania w ofierze urządzenia. Niemniej jednak powiedzieć o nim, że jest salonowym dżentelmenem, byłoby wierutnym kłamstwem. Po szczegóły odsyłam do wykresów i zdjęć.

Bardzo podejrzana jest temperatura pracy procesora. Niedługo po uruchomieniu systemu software’owy termometr wykazał niewiele ponad 50 stopni. Nie narzucaliśmy mu na wstępie żadnych skomplikowanych zadań, więc czuliśmy się trochę zaniepokojeni. Drążyliśmy temat jego zdrowia pod obciążeniem. Wystarczyło kilkanaście minut, by ten przekroczył akceptowalną skalę grzania. Licznik nie kłamie – 98 stopni! Zapaliła nam się czerwona lampka i dopadła trwoga. Natychmiast udaliśmy się po odpowiedź do producenta sprzętu. Dowiedzieliśmy się, że laptop przed dotarciem do naszej redakcji był zamęczany przez kogoś innego. Prawdopodobnym scenariuszem jest zasmażona pasta termoregulacyjna bądź nieumiejętna jej wymiana na innego rodzaju płynny specyfik. W odniesieniu do konkurencyjnych wyników testów, nasz był więc mocno zawyżony. Jak informuje sam Hyperbook, zanotowany w ich labie maks dla CPU wynosił 94 stopnie i tego się trzymajmy. Mimo wszystko i tak o kilka kresek za dużo.

Większą odpornością na temperaturę wykazało się GPU. Na luzie było to raptem 37 stopni, a podczas growych testów nie więcej niż 78 stopni. Karta nie dusiła się w oparach pracy, toteż nieznane są dla niej objawy throttlingu. To samo można stwierdzić zerkając na temperaturę dysku SSD. Widać, że ciężka praca nie jest mu obca i jednocześnie ma do niej chłodne podejście. Chwalimy 28 stopni w spoczynku. Nawet zaprzęgnięty do długotrwałej pracy zachowuje dość „zimną miedź” – 39 stopni.

O dziwo stan gorączkowy procesora nie wpłynął negatywnie na temperaturę obudowy. Widać i czuć, że zastosowane trzy wyloty powietrza robią swoją robotę. Przed rozpoczęciem gierczenia pulpit wokół klawiatury miał praktycznie w każdym zakątku tą samą temperaturę. Jedynym cieplejszym miejscem była strefa znaków od F9 i prawej krawędzi spacji do klawisza Insert i lewej strzałki. W tym polu dochodziło maksymalnie do 25-26 stopni. Analogicznie do spodniej strony także tylko w tym obrębie temperatura przekroczyła 24-25 stopni. Wzmożenie działań w aplikacjach i grach nie pobudziło skorupy do nadmiernego przetrzymywania ciepła. Podobnie jak w stanie spoczynku, pod obciążeniem ogniście zrobiło się we wspomnianej strefie. Tam wskaźnik podskoczył do 35-36 stopni. Ponadto gorąco było jeszcze przy prawym wylocie powietrza, na wysokości bloku numerycznego. Z góry i z dołu plastik nagrzewał się 37-40 stopni. Wobec tego, czy jest to sprzęt nadający się na kolanka? Raczej nie inaczej! Bez obaw można zabrać ze sobą Hyperusia do szkoły i w dalekie podróże.

Jednak jeśli chcemy spakować go do walizki z myślą o graniu, to nie zapomnijmy o ładowarce. Akumulator zmuszany do podtrzymania ciężkiej pracy podzespołów wytrzyma zaledwie 45 minut. W tym czasie możemy mieć ustawione maksymalne podświetlenie matrycy i poziom dźwięku na granicy 60-70 % mocy głośników. Dłuższych posiedzeń z akumulatorem zaznamy porzucając chęć gierczenia. Ograniczając się do surfowania po necie lub obejrzenia filmu w HD możemy liczyć nawet na niecałe 3 i pół godzinki z tożsamą konfiguracją dla ekranu i głośników.

Z tymże osobiście namawiam na podłączenie choćby najtańszych słuchawek. Powód jest prosty – laptop pod obciążeniem furkocze jak stara furmanka. W trakcie grania, o ile nie przesunie się suwaka dźwięku za granicę 55% mocy, dialogi i elementy otoczenia zginą w natłoku pracy układu chłodzenia. System intuicyjnie zarzuca wysokie obroty wentylatorów i nie sprzyja to czystemu odbiorowi dźwięków. Można porównać to do sytuacji, gdybyśmy korzystali z urządzenia pośród tłumu ludzi. Kiedy nie chałturzymy w Dooma i inne CS-y, próg hałasu jest dopuszczalny, zaś tuż po uruchomieniu gry w Hyperbooka wstępuje jakiś szatan z ochotą zakłócający spokój ducha – 52 dB.

[nextpage title=”Podsumowanie”]

Mając wszystkie dowody wymagane do nadania gamingowej etykiety laptopowi Hyperbook N85HK1, możemy wreszcie zakończyć testy krótką, filozoficzną myślą – nie jest to laptop najwyższych lotów, lecz lubi towarzystwo gier i graczy, którzy nie zamierzają lansować się ze swoim sprzętem. Oferuje wydajność standardową dla karty graficznej GTX 1050 Ti i procesora i7-7700HQ, toteż zagrywanie się w pierwszej i drugiej świeżości tytuły jest możliwe. W natywnej rozdzielczości ekranu i z detalami na poziomie wysokich ustawień otrzymamy akceptowalną granicę płynności 30-50 kl/s w najbardziej obciążających grach. A te będą odtwarzane całkiem przyzwoicie za sprawą dobrej jakości matrycy.

Nieco gorzej niestety wypada jego sposób zachowania w trakcie naszej rozrywki. Powiedzieć o nim, że to cham i prostak, byłoby sporym nadużyciem, co nie znaczy, że jego kartoteka wykroczeń jest pusta. Procesor zbyt mocno napala się na gierczenie, akumulator straszliwie tęskni za stałym kontaktem i w wyniku rozłąki szybko umiera, a układ chłodzenia walczy z głośnikami na decybele. Jest to dość wysoka cena przyjemności i dlatego decyzja o zakupie tego modelu może być dyskusyjna.

Nie pomaga również w tym cena laptopa. Recenzowana konfiguracja to koszt około 4900 zł z wykluczeniem systemu operacyjnego, za który dodatkowo trzeba zapłacić najmniej 420 zł. Lepszym rozwiązaniem okaże się więc indywidualne podejście do wyboru podzespołów. Rezygnując z i7-7700HQ na rzecz i5-7300HQ zyskamy 400 zł. W przypadku korzystania z GTX 1050 Ti w zupełności można zmniejszyć liczbę RAM-u do 8 GB, a to kolejne 300 zł. Ciekawym pomysłem byłoby zastąpienie dysków 240 GB SSD M.2 i HDD 1 TB jednym SSD M.2 o pojemności 525 GB marki Crucial. Ostateczny koszt wyniósłby wtedy 4260 zł.

Jeśli poważnie myślicie o zakupie ekonomicznego laptopa do gier, to Hyperbook nie będzie najgorszym z możliwych rozwiązań. Pamiętajcie tylko o jednym, by upewnić się, czy w podobnej cenie nie uda się wyrwać sprzętu z GTX 1060. O ile nic takiego nie znajdziecie, wówczas porównajcie Wasz pogląd na temat płynności w grach z wynikami wyrenderowanymi przez N85HK1. Przy okazji uzbrójcie się w słuchawki, bo bez nich lepiej do komputera nie podchodzić.

Ocena końcowa: 6-/10

[pm]
+ przyzwoite osiągi
+ minimalistyczny design, który może się podobać
+ wygodna klawiatura i touchpad
+ jakość obrazu i podświetlenia ekranu
+ obudowa jest solidna i nie trzeszczy
+ sztywne zawiasy klapy
+ cichy w trakcie niewymagajacej pracy…
– ale strasznie głośny pod obciążeniem!
– wysoka temperatura pracy CPU
– kiepska jakość głośników
– dość wysoka cena testowanej konfiguracji
[/pm]

Konsultacja: Lech Okoń

Źródło:

Udostępnij:
Advertisement

Polecane artykuły