Usługa Disney+ ruszyła z przytupem. Na start serwisu streamingowego przygotowano serial The Mandalorian, który okazał się ogromnym sukcesem. Rzecz w tym, że w piątek wyemitowano ostatni odcinek, więc mnóstwo ludzi anuluje subskrypcje.
Disney+ to mnóstwo filmów, seriali i programów ze stajni samego Disneya, Marvela, Pixara czy też National Geographic. Jednak większości osób to nie wystarczy. Ciągle chcą dostawać coś nowego, czego jeszcze nie mieli okazję oglądać. Pokazuje to przykład serialu The Mandalorian. Dopóki był emitowany, wszystko było w porządku. Gdy się skończył, nie ma już po co opłacać Disney+.
Zobacz: Wiedźmin – czy Mark Hamil byłby odpowiednim Vesemirem?
Co gorsza, w najbliższej przyszłości raczej nie pojawi się żaden nowy serial. Drugi sezon The Mandalorian zadebiutuje dopiero na jesień 2020 roku. Jeśli chodzi o Marvela, to pierwszym serialem ma być The Falcon and The Winter Soldier, ale tutaj nie znamy nawet dokładnej daty premiery. Według plotek również ma to być jesień 2020 roku. Z kolei Obi-Wan to dopiero 2021 rok. Zatem wszyscy musimy przygotować się na wiele miesięcy czekania. Czy w tej sytuacji jest sens opłacać subskrypcję Disney+? Przecież w momencie premiery nowego serialu w każdej chwili można do niej wrócić. Dowodzą tego liczne tweety. Ludzie masowo rezygnują z Disney+.
#Humor – What made you cancel Disney+? #ThisIsTheWay #Mandalorian https://t.co/XoWgukYvGo pic.twitter.com/TSPYrPBuiJ
— El Bruno 🇨🇦 🎗️ (@elbruno) December 29, 2019
Tutaj dochodzimy do sedna problemu. To starcie dwóch odmiennych koncepcji. Z jednej strony mamy Disneya, który stawiać na jakość, a nie na ilość. Nowe seriale będą póki co wydawane rzadko, ale mają oferować niespotykane doznania. Z kolei Netflix co chwilę zarzuca nas nowymi tytułami, ale tylko kilka z nich to prawdziwe perełki, jak np. Stranger Things. Która strategia podoba Wam się bardziej?