Legionista podołał gamingowemu wyzwaniu, radząc sobie na każdym polu testów. Nie grzeszy idealną jakością wykonania, ale w trakcie najważniejszych bitew odzywa się w nim rządza fps-ów.
Dzisiejsze gamingowe laptopy, niczym larwy gąsienic, przechodzą metamorfozę wyglądu. Mają coraz mniejsze obudowy, są lżejsze, a przez to bardziej efektowne podczas grania poza domem. Podobne przemiany zachodzą pod ich „skrzydłami”. Dawna generacja mobilnych procesorów i kart graficznych odstąpiła tron nowym władcom, toteż w stacjonarnych sklepach przeważają urządzenia wyposażone w CPU 7. generacji, jak i GPU Nvidii z serii 10. Dla graczy to bardzo dobra wiadomość. Nowe konstrukcje pozwalają grać bez obaw o spadki płynności oraz skutecznie niwelują występowanie nieprzyjaznego środowiska pracy. Koniec ze smażeniem paluszków na obudowie i hałasem zakłócającym gamingowe doznania. Serio, chyba w to nie wierzycie?
Nie każdy model spełni Wasze marzenia. Producentom nie tak łatwo pogodzić wysoką wydajność i optymalną kulturę pracy. Czasem jest to wręcz niewykonalne, by osiągnąć setki fps-ów nieobarczone skrajną gorączką. Dlatego nie będę Wam wmawiać na ślepo, że najnowsza seria komputerów przenośnych Lenovo jest taka super, jak wygląda na zdjęciu. Nie… Jeśli jesteście głodni artykułów, które krzyczą „Weź mnie tu i teraz” to udajcie się na stronę CD-Action lub PClab. A tymczasem pokaże Wam wszystkie zebrane dowody w sprawie Lenovo, które reprezentuje Legion Y520 i na ich podstawie sami wydacie werdykt.
[nextpage title=”Wygląd i osprzęt”]

Wygląd
Na początku powiemy sobie o wrażeniach estetycznych. Omawiany model wygląda dość atrakcyjnie, a rzec by można, że poderwałby każdą dziewczynę lubiącą spędzać czas przy komputerze. Ma odpowiednie wymiary (26 x 380 x 267 mm), nie ma skłonności do przybierania na masie (2,52 kg) i mimo plastikowej obudowy wydaje się uczciwy względem wytrzymałości. Nic nie strzela, nic nie zgrzyta pod naciskiem dłoni, dając nadzieje na komfort działania. Wśród tłumu innych laptopów, wyróżnia go gamingowy sztych. Nie trzeba nawet otwierać klapy, by dojrzeć profilowaną linię podstawy i pokrywy, która notabene ma przyjemną w dotyku powierzchnię. Zostawia jednak sporo do życzenia jej poziom higieny. Matowa obudowa zbiera odciski palców tak bardzo, że policja nie musiałaby skorzystać z proszku daktyloskopijnego w celu zidentyfikowania gracza. Jeśli chcemy pracować w dziewiczych warunkach, po każdym dłuższym zbliżeniu wymagać będzie szybkiego zatarcia miłosnych śladów.

Kolejny temat rozpraw to łączenie klapy ekranu z podstawą. Z jednej strony cieszy zastosowany zawias, który nie przysłania wylotu powietrza, lecz jego sztywność mogłaby być odrobinę większa. Laptop używany na biurku zachowuje ekran w pozycji stabilnej, natomiast w symulacji podróżniczej (skala przeciążeń zbliżonych do wędrówek PKP) nieco dygocze. Wspominam o tym nie bez przyczyny, bowiem omawiany model świetnie nada się na tego typu wyjazdy. Bez problemu można trzymać mobilkę na kolanach. Oczywiście dół laptopa będzie grzać nogi, ale ich nie opali. Zawdzięczamy to perforowanej części spodu, dzięki której nadmiar ciepła odprowadzany jest szybciej, niż w przypadku zastosowania tylko bocznych wylotów.

Przeciągając wzrokiem wzdłuż otworów wentylacyjnych zauważymy miedziany radiator, który pomimo plastikowej izolacji zapowiada chłodne wieczory przy grze, ale temat ten rozwiniemy w osobnej części artykułu. Tymczasem skupmy się na bocznych panelach laptopa. Producent zastosował harmonijną liczbę portów z każdej strony, aby w przypadku kilku podłączonych urządzeń nie merdały się ze sobą przewody. I tak po jego lewej stronie ujrzymy gniazdo Ethernet z częściową, ruchomą osłonką, USB 2.0, współdzielone gniazdo dla mikrofonu i słuchawek, a także wejście na zasilanie w niestandardowym, prostokątnym formacie (rzekomo zawodzi mniej od tych okrągłych), blokadę Kensingtona i malutki prztyczek Lenovo OneKey Recovery służący do szybkiego odzyskania systemu lub stworzenia kopii zapasowej. Prawa strona, w moim przekonaniu, jest o wiele ciekawsza i lepiej zagospodarowana. Mamy tu dwa porty USB 3.0, czytnik kart pamięci, HDMI w wersji 1.4 oraz to, co komputerowe tygryski lubią najbardziej – USB typu C m.in. do błyskawicznego ładowania współczesnych urządzeń.
Osprzęt
Na miejsce w rubryczce zasługuje także osprzęt. Szczególnie klawiatura, gdyż nasze relacje polegały wyłącznie na zrozumieniu i wspólnej akceptacji. Naprawdę pracowało mi się na niej wybornie. Prawdopodobnie dlatego, że ma przyjemnie niski skok 1,7 mm. Klawisze reagowały szybko i przede wszystkim były dobrze rozmieszczone. Aczkolwiek po otworzeniu klapy niejako zaskoczył mnie widok bloku numerycznego zawieszonego nad strzałkami kierunkowymi. To dość niespotykane wśród laptopów, ale względem wygody bardzo dobrze zaplanowane. Przyciski są mniejsze, niż w standardowym rozmiarze, lecz pozwoliło to zachować kompletny zestaw przycisków i przeznaczyć wolną powierzchnię na rozciągnięcie klawiszy strzałek. Dodatkowo każdy z klawiszy opatrzono delikatną obwódką w kolorze bladej czerwieni (prócz WSAD, który został mocniej zaakcentowany).Ta jednak nabiera soczystej barwy tuż po uruchomieniu podświetlenia. Możemy zdecydować się na dwa poziomy natężenia światła bądź kompletnie zrezygnować z luminacji. Warto jednak postawić w tym przypadku na wspomaganie, ponieważ późnym wieczorem, przy słabym świetle żarówki, czerwone fonty są mało wyraźne.

Poniżej spacji standardowo wbudowano płytkę dotykową, której towarzyszą dwa przyciski naśladujące pracę myszki. Lokalizacja po lewej stronie to chyba ukłon w stronę osób leworęcznych. Ale do grania i tak podpinałem myszkę, więc to przesunięcie nie było dokuczliwe. Sam touchpad działał precyzyjnie i pod systemem mógł zastąpić gryzonia. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o lewym i prawym przycisku. Mają dość sztywną akcję. Ponadto nie w każdym miejscu reagują na ten sam nacisk. Dlatego odradzam jakiekolwiek gierczenie bez myszki. Smaczku touchpadowi nieco dodaje dookolna czerwona lamówka, acz nie załapała się na promień podświetlenia.

Niechętnie opisuję na koniec głośniki, bowiem nie zasługują na miano dobrego systemu audio. Mamy tutaj system 2.0 bez subwoofera i chyba to jest powodem mojego ogólnego niezadowolenia. Nie zastaniemy tu choćby namiastki basu, a przez cały czas w tle będą rozbrzmiewać wysokie i średnie tony. Końcowy dźwięk wydaje się nijaki, a także płaski w odbiorze. Chcąc być sprawiedliwym dodam, że pod względem jakości głośniczki grają po prostu ok. Nie trzeszczą na najwyższym progu hałasu, ale też nie oferują aż tak wysokiego wolumenu (do 79 dB). Tu jako ciekawostkę i przestrogę potraktujcie moje doświadczenia. Tuż po uruchomieniu wyczułem, że jest coś nie tak z emisją dźwięku w systemie. Wydawał się przytłumiony, jakby uchodził z maszyny oddalonej kilka metrów ode mnie. Jak się okazało, to specjalistyczny filtr Dolby Audio zniekształcał pogłos. Doskonale rozumiem zamiłowanie do dźwięku przestrzennego, ale tym razem producentowi coś nie wyszło. Na szczęście, aby temu zaradzić wystarczy udać się do okienka z właściwościami głośników i wyłączyć domyślnie aktywną opcję Dolby Audio.

[nextpage title=”Matryca i podświetlenie”]

Jako że Y520 to najtańszy model z serii Legion, nie spodziewałem się obrazowego przepychu. I słusznie, gdyż jakość wyświetlania jest tu, co najwyżej dobra. Ekran o metrażu 15,6” uzbrojono w matrycę FullHD i tylko w takim wariancie można zakupić „Legionistę”. Nie brata się z technologią G-Sync, więc opóźnienia oraz rozrywany obraz sporadycznie nawiedzą nas podczas gry. Na plus można zaliczyć błyszczący typ matrycy, który pozwala uzyskać szerokie kąty widzenia (powyżej 120 stopni w poziomie) przy zachowaniu pierwotnych kolorów. Mimo połyskliwych właściwości trzeba przyznać, że ma wiele wspólnego z matrycami matowymi, gdyż nie odbija aż tak dużo światła jak dawne laptopowe lusterka.
Mimo że za ekranem czai się IPS z odświeżaniem na poziomie 60 Hz, bez kalibracji obrazu nie oferuje on tęczowego piękna. W palecie kolorów dominuje kolor niebieski, przez co otrzymujemy dość zimną tonację wszystkich barw i temperaturę barwową bieli na poziomie prawie 7000 K. Kontrast na maksymalnym podświetleniu wyniósł 585,5:1, z kolei jasność podświetlenia w niektórych miejscach przekroczyła nawet dane producenta – 302 cm/m2.
Jednak jakość wyświetlanego obrazu można poprawić dzięki odpowiedniej kalibracji. Po skalibrowaniu ekranu w kierunku docelowych 160 nitów i 6500 stopni Kelvina, udało się istotnie zredukować kolor niebieski i podnieść kontrast do 935:1. Po kalibracji średnie Delta E wyniosło 1,74, jednak wciąż z bardzo wysokim, zauważalnym gołym okiem odchyleniem dla koloru niebieskiego (9,11). Zdecydowanie nie jest to ekran dla grafików i fotografów, ale i takim z założenia nie miał być.

W testowanym egzemplarzu najjaśniej ekran świecił nieco na lewo od jego środka, zaś najciemniejsze okazały się okolice prawego, dolnego narożnika. W skrajnym przypadku, różnica jasności pomiędzy najciemniejszym i najjaśniejszym miejscem wyniosła 7%. Po kalibracji do 160 nitów, rozpiętość jasności dla skrajnych miejsc wyniosła nieco ponad 10 nitów.

Producent nie uchronił użytkowników przed tzw. cloudingiem. Przy krawędziach ekranu obraz jest jaśniejszy, a szczególnie w pionie. W trakcie wyświetlania ciemnych scen, po bokach przebija się z czerni delikatna poświata. Wymienione niedoskonałości ekranu powinny potraktować poważnie osoby zajmujące się zawodowo obróbką multimediów. Natomiast gracze spokojnie mogą przymknąć na to oko. Zupełnie nie wpływa to na rozgrywkę i komfort gry.
[nextpage title=”Specyfikacja”]

Zanim nasz bohater recenzji przejdzie falę testów, powiemy po krótce jakież to podzespoły odwalają najważniejszą robotę. Legion Y520 może i znajduje się na samym dole hierarchii nowej serii Lenovo, ale mocą kilkukrotnie przewyższa budżetowe rozwiązania. W końcu to maszynka do mielenia gier, czemu dowodzi poniższa konfiguracja:
Procesor: i7-7700HQ
Chipset: Intel HM175
Karta graficzna: GTX 1050 Ti 4GB
Pamięć RAM: 32 GB DDR4
Dysk twardy: 512 GB SSD ADATA SU800
Zacznijmy więc od serca komputera, które pompują 4 rdzenie fizyczne i 8 wątków logicznych. Procesor i7-7700HQ pracuje z bazową częstotliwością 2,8 GHz. W chwili wzmożonej aktywności potrafi nadać tempo aż do 3,8 GHz, jednakże dotyczy to wyłącznie jednego rdzenia. W przypadku maksymalnej wydajności wszystkich czterech rdzeni, ich taktowanie nie przekroczy 3,4 GHz. Oczywiście, nie uwzględniamy zabaw w overclocking. Pod obciążeniem z zasilacza zaciąga do 45W, czyli standardowo dla 7. generacji procesorów mobilnych.

Procesor bezpośrednio komunikuje się z płytą główną o chipsecie Intel HM175. To raczej wariant ekonomiczny, który łączy w sobie optymalną liczbę linii PCIe, obsługę procesorów 6. i 7. Generacji, a także możliwość współpracy z dyskami o formacie M.2. Na płycie znajdziemy dwa banki na pamięć RAM DDR4 do 2400 MHz, w tym przypadku zajęte przez dwie 16 GB kosteczki o opóźnieniu CL17, pracujące w technologii Dual Channel. Wobec tego żadna gra nie będzie w stanie wykorzystać w pełni dostępnej pamięci operacyjnej.

Jak w każdym laptopie, punktem wyznaczającym płynność gier jest zainstalowane GPU. Legion Y520 nie dał nam powodów do zmartwień. Z otwartymi 48 jednostkami teksturującymi i 768 rdzeniami CUDA wita nas Nvidia GeForce GTX 1050 Ti z 4 GB pamięci GDDR5. Mimo wąskiej, 128-bitowej szyny może zapewnić atrakcyjną przepustowość danych w granicach 112 GB/s. Jej procesor graficzny leniwi się z prędkością 1493 MHz, ale gdy zauważy na horyzoncie jakąś gierkę bez zająknięcia zwiększy taktowanie do 1620 MHz. Z kolei na liczniku pamięci możemy zaobserwować 1752 MHz. Gdyby porównać wydajność zastosowanej karty do desktopowego odpowiednika, nie traci do niego aż tak dużo, gdyż zaledwie kilka procent.
Na pokładzie lapciaka znalazło się też miejsce na 2,5” dysk ADATA SSD 512 GB o pamięci 3D NAND. W wyścigu na prędkość odczytu i zapisu ulega nowoczesnym dyskom o interfejsie M.2 NVMe. Jednak jego właściwości nad wyraz są gamingowe. Jeśli zapragniemy większej powierzchni i szybszego przesyłania informacji, to w każdej chwili można dołożyć wzmiankowany powyżej format twardziela. Odbije się to niestety na finalnych kosztach zakupu. Dyski M.2 mają wyższy stosunek ceny do pojemności i za porównywalną wielkość zapłacimy prawie 2 lub 3 razy więcej.
[nextpage title=”Benchmarki”]

Moment prawdy dla wielu osób, które poszukują laptopa do zadań multimedialnych i gier. To pewnego rodzaju zderzenie własnych oczekiwań ze zdolnością wydajnościową opisanych podzespołów. Jak poradził sobie Legion Y520 w starciu z benchmarkami możecie sprawdzić na poniższych wykresach. A już teraz mogę powiedzieć Wam, że laptop zaliczył wszystkie testy z poprawnymi wynikami. Menu pełne było obciążających aplikacji, które każde z osobna pozwoliły sprawdzić maksymalną moc urządzeń.




Na początek uznaliśmy, że dobrze będzie przepuścić „Legionistę” przez poligon 3D Mark. Program w wersji basic umożliwił przeprowadzenie analizy wydajności karty graficznej i procesora w środowisku DirectX. Łącznie wykonaliśmy 4 testy w popularnych rozdzielczościach: 4K, Full HD i HD.

App Star-up Score – 8628
Video Conferencing Score – 6966
Spreadsheets Score – 6770
Writing Score – 5288
Photo Editing Score – 4803
Rendering and Visualization – 4917
Web Browsing Score – 6904
Video Editing Score – 4379
Kolejnym przystankiem testów był PC Mark 10. Tym razem otrzymane punkty dotyczą zaprzęgnięcia podzespołów GPU, CPU, RAM i dysku do konkretnych zadań. Laptop musiał wykazać się zarówno w renderingu grafiki, pracy z przeglądarką internetową, jak i w edytorze wideo. Suma matematycznych działań złożyła się na ogólny wynik wydajności.
Procesor i karta graficzna spoglądały już na mnie spode łba. Na pewno poczuły pierwsze oznaki gorączki, ale jako gracze musimy być stanowczy. Ich gehennę przedłużył bench Unigine, który przede wszystkim zadaje cierpienie GPU. W ustawienia ekstremalnych w rozdzielczości FullHD starała się zachować płynność obrazu w 3 różnych testach graficznych. Valley i Heaven poszły gładko ze średnim wynikiem 35-38 fps-ów. Superposition to już inna historia, będąca dla odbiorcy bardziej koszmarem, aniżeli bajeczną przeprawą (9,81 kl/s).

Musztrę z wydajności przeżył także procesor. W osamotnieniu zaliczył każdy etap testów Cinebech, a w tym test dla jednego rdzenia, multi-core i test przygotowany dla zintegrowanej grafiki. Koniec końców, poznaliśmy autonomiczną moc obliczeniową jednostki i7-7700HQ.


Dysk ADATA jakoś niespecjalnie angażował się do powierzanych zadań, dlatego na deser zostawiliśmy dla niego soft nemesis. I chyba go to zdenerwowało, bowiem w ATTO Disk Benchmark zanotowaliśmy spore spadki wydajności na przestrzeni plików ważących 1 kb – 64 MB. Zarówno zapis jak i ich odczyt nie mieszczą się w zbliżonej skali transferu. Najlepiej sprawdza się w pracy z plikami większymi do 24 MB, uzyskując prędkość zapisu około 507 MB/s, a odczytu 563 MB/s. Dla lepszej oceny wydajności poddaliśmy dysk testowi AS SSD Benchmark, gdzie możemy zobaczyć jak obchodzi się z plikiem o pojemności 1 GB. Interesuje nas zwłaszcza prędkość odczytu i zapisu sekwencyjnego – 505,22 MB/s i 468,53 MB/s.
[nextpage title=”Testy w grach”]

Laptopy gamingowe powinny wyróżniać się w wielu płaszczyznach użyteczności, przykładając większą uwagę na produktywność w grach. Istnieje jednak problem z nazewnictwem sprzętu, który nie zasługuje na miano maszynki do gierczenia. Czy tak też jest w przypadku naszego „Legionisty”? Jednoznacznie trzeba powiedzieć, że w natywnej rozdzielczości w maksymalnych ustawieniach graficznych laptop nie radzi sobie doskonale we wszystkich tytułach. Trzeba jednak mieć na uwadze kartę graficzną, w jaką został wyposażony. Nie jest to topowy model i tym samym nie można oczekiwać od niej cudów. W wysokich ustawieniach 30 kl/s nie jest dla niej wyzwaniem. Problemy mogą zacząć się powyżej wskazanej liczby klatek w najbardziej wymagających grach.
Aby dokładnie ocenić potencjał mobilnego komputerka, wybraliśmy 6 gier mogących napsuć trochę krwi procesorowi i karcie. Każdy test trwał około 30 minut i oddaje kompletną odpowiedź na pytanie o przeznaczenie laptopa.
Mecze multiplayer z pełną obsadą graczy nie wzbudziły w Legioniście strachu. Przez całą ciągłość rozgrywki obraz był klarownie płynny. O ile oko testera nie było w stanie wychwycić spadków fps-ów (przez wzgląd na odświeżanie), to FRAPS wyłapał całkiem duże wahania wydajności. Tutaj było to 90-290 kl/s. Mimo wszystko test zdany pomyślnie, bo i wyzwanie nie było jakieś szczególne dla zastosowanego w urządzeniu procesora.
Z rozwijanej listy na naszym celowniku pojawił się najnowszy Doom. Bez chwili zwątpienia ustawiliśmy najwyższe detale, stawiając siłę laptopa przeciwko chmarze demonów. U bukmachera wygralibyśmy zakład – strzelanka śmigała sprawnie, a program zanotował średnio 70 kl/s. Choć zdarzały się momenty w grze, kiedy nasz Marine poruszał się z prędkością poniżej 60 kl/s. Kolejna bitwa na plus.

Nadciągające zastępy Orków nieco spowolniły działanie Legionisty, acz zagrywka wciąż odbywała się w przyjaznych warunkach. Miernik wydajności wahał się 35-77 kl/s, utwierdzając nas w przekonaniu, że nawet Sauron nie złamie w nas ducha gamingu. Spodziewajcie się jednak, że sytuacja nie powtórzy się po odpaleniu Śródziemia: Cienia Wojny i na miejscu w opcjach zmiana ustawień na średnie będzie prawdopodobnie konieczna.

Najnowsza odsłona Resident Evil była pierwszą gra, która zmusiła nas do obniżenia szaty graficznej. Nie zrezygnowaliśmy po całości z maksymalnych detali, ale bez wyłączenia HBAO+, personalizacji cieni na wysokie i ustawienia skalowania na mnożnik 1.2, granie było mocno uciążliwe. Dzięki operacji usunięcia pięknych szczegółów otrzymaliśmy gameplay na dobrym poziomie. Na zewnątrz klatki sporadycznie spadały poniżej 55. Dopiero przy większej liczbie źródeł światła w domostwie Bakerów Legion Y520 wyświetlał 39-45 kl/s.

Oj Lara rozgrzała nasz laptop do czerwoności. Nie wiadomo tylko, czy powodem tego był jej nienaganny wygląd, czy rendering otoczenia. Ważne jest to, że 30 kl/s jest osiągalne na maksymalnych ustawieniach graficznych. Zachodzi jednak obawa, że w zimowej scenerii, gdzie śnieżny puch towarzyszy nam bez przerwy, spadek płynności będzie na tyle poważny, że uniemożliwi dalszą wędrówkę. Dlatego warto zrezygnować z okluzji otoczenia, ponętnego widoku włosków pani archeolog i ewentualnie najwyższej jakości cieni. Wówczas stałe 60 fps-ów na sekundę jest w zasięgu GTX 1050 Ti.
Brak mi słów, a Legioniście fps-ów, by wyjaśnić do czego doszło po odpaleniu Total War: Rome II. Strategia turowa z walką w czasie rzeczywistym wydana w 2013 znokautowała GTX-a 1050 Ti, któremu notabene nie brakowało pamięci. Poruszając się po mapie świata wszystko działało jak należy, ale ścierając się na polu bitwy z przeciwnikiem, laptop łapał zadyszkę. I to poważną, czasem częstując nas prędkością renderingu poniżej 20 kl/s. Rozwiązanie może być tylko jedno – zmiana ustawień graficznych, ale tych bezpośrednio wpływających na przyspieszenie gry. Tak więc nowa konfiguracja musi uwzględniać zmianę liczebności armii, cieni i tekstur do poziomu „wysokie”.
[nextpage title=”Kultura pracy”]

Przyjemność z grania to radość płynąca nie tylko z samej rozgrywki. Nawet na najbardziej wypasionych maszynach z gamingowego transu mogą wyciągnąć nas elementy środowiskowe laptopa. Mam tutaj na myśli atmosferę grania, która od zawsze wiąże się z poziomem głośności urządzeń oraz ich temperaturą pracy. Laptopy chorują na to tym bardziej, bowiem małe rozmiary negatywnie wpływają na odpowiednią akustykę i wentylację. Zdradzę Wam od razu, bez szczegółów, że dawno na moim biurku nie wylądowała maszyna potrafiąca poradzić sobie z gorączką i hałasem. Tak też miały się sprawy, do czasu, aż przyjechał do mnie Legion Y520. Był szok i niedowierzanie. W tej kategorii Lenovo stworzył boga kultury, a ja z czasem stałem się jego wiernym wyznawcą. Informacje odróżniające domniemanie od faktów przedstawiam poniżej.



W momencie kiedy nie narzucamy wygórowanych żądań Legioniście, ten odpłaca się bardzo chłodną pracą. W zasadzie wszystkie kluczowe podzespoły są wówczas zimniutkie. Procesor 38 stopni, karta graficzna 35 stopni, a dysk 28 stopni. Jednak mamy już na koncie podobne sytuacje, gdy sprzęt ukrywał swoje prawdziwe „ja”. Tak było z Hyperbookiem, czy też z ROG-atym Asusem GR8 II. Przeglądanie zasobów internetowych, odpalenie filmu w FullHD, czy też jakieś inne misje z multimediami nie wywoływały gorącego wilka z lasu. Ten jednak odzywał się nieproszony tuż po rozpoczęciu gry. Czy to samo spotkało mnie w trakcie korzystania z Legion Y520? Ha! Niespodzianka była i to bardzo pożądana.
CPU jak to CPU, lubi ciepełko. 83 stopnie zanotowane podczas gierczenia w RE VII były wartością maksymalną. Jest to niejako standard wśród laptopów gamingowych i do tego trzeba się przyzwyczaić. Natomiast już GPU to inna liga grzewcza – słupek rtęci ani razu nie podskoczył w górę tuż po przekroczeniu 66 stopni. Tak, jakby sam Leonidas narzucił temperaturę pracy mówiąc: „This is where we holdem, this is where we fight”. Z tą różnicą, że skala termometru nie polegnie na granicy wytrzymałości i pozostanie nienaruszona. Podobnie zresztą jest z dyskiem SSD. Jak już zobaczymy 40 stopni, to na tym skończy się dalsze odliczanie. I to aż dziwi. Producentowi udało się zachować wyśmienitą temperaturę pomimo niskiego profilu obudowy. Jest to oczywiście zasługa zintegrowanego układu chłodzenia dwóch wentylatorów i miedzianych rur odprowadzających ciepło.

Dzięki dobrze rozplanowanym wylotom powietrza, na kulturze pracy zyskuje również zewnętrzna część laptopa. Główna sekcja przycisków jest chłodna zachowując około 25-34 stopni i tylko w jednym miejscu, a dokładnie w strefie bloku numerycznego i ciut powyżej, doświadczymy tropikalnej temperatury do 45 stopni. Jak się domyślacie, od spodu warunki klimatyczne są praktycznie tożsame. Tam, gdzie harcuje procesor i karta, ponownie jest najcieplej. Przy dolnym wylocie powietrza doświadczymy gorącego powiewu na granicy 50-55 stopni. W trakcie testów laptopa trzymałem i na biurku, i na kolanach, więc mogę zapewnić, że model Legion Y520 sprawdzi się w każdych warunkach pracy.
Wspominam o tym, bowiem wielu graczy czasem zabiera ze sobą w trasę swój sprzęt. A ten, jak najbardziej nada się na towarzysza podróży. I nie tylko przez wzgląd na niski poziom oddawanego ciepła, ale też długość pracy na baterii. Fakt, akumulator przechowuje tylko 45 Wh, lecz starcza na długie posiedzenia w necie, obejrzenie dwóch filmów w Full HD czy też nawet na prawie godzinną sesję z grami.
Komputer na pełnym ładowaniu wytrzyma do 4 godzin niezobowiązujących igraszek w necie i rozrywki, która wyklucza pełne zaangażowanie podzespołów. W tym czasie możecie mieć ustawione podświetlenie ekranu na 100% i poziom dźwięku powyżej połowy mocy. Decydując się na uruchomienie gry, trzeba być przygotowanym na krótsze doznania na baterii. Grając w Śródziemie: Cień Mordoru na najwyższych detalach mogłem pograć około 45 minut na pełnych obrotach, a kolejne 10 minut w trybie oszczędzania energii. Jest to wynik przyzwoity i warty zapamiętania w przypadku chęci zakupu sprzętu mobilnego.

Przed podsumowaniem recenzji został nam jeszcze jeden ważny punkt – głośność pracy. Nie wiem jak Wy, ale cenię sobie komputery, które działają tak cicho, że czasem trzeba się upewnić, czy są uruchomione. Tyczy się to również grania, by dźwięki maszyny nie ingerowały w jakość przetworzonego sygnału audio. Można oczywiście zabezpieczyć się słuchawkami, ale nie raz potrzeba oswobodzenia uszu jest silniejsza od dźwiękowych wrażeń. Dlatego kiedy tylko mam okazję chwalę urządzenia mogące zapewnić umiarkowaną głośność hałasu. Lenovo popisał się w tej kategorii oddając w nasze ręce laptop skryty i cichy z natury.

W zamkniętym pomieszczeniu stara się być bardzo dyskretny, nie zdradzając swojego działania. Podczas nieobciążającej pracy jest niczym śpiące niemowlę. Nie skarży się na wysoką temperaturę, toteż wiatraki nie mają obowiązku rozwijania swoich skrzydeł. W efekcie czego usłyszymy zaledwie szmer na poziomie 31 dB. Gdy przyjdzie czas na ostre gierczenie, układ chłodzenia przerwie swój zastój, ale będzie chłodził swoich kompanów w niewiele wyższym hałasie. 43 dB to zmierzone maksimum. Gdyby jednak sprowadzić liczby do miary zmysłu słuchu, powiedziałbym, że podczas grania tylko nieznacznie stał się głośniejszy. Przy uruchomionych głośniczkach, dźwięk z gry zagłuszał dialog komputera, stając się nieobecnym obserwatorem rozgrywki.
[nextpage title=”Podsumowanie”]

Przeprowadzony test miał podważyć twierdzenie, że Legion Y520 to laptop gamingowy. Tak się jednak nie stało. Biorąc pod uwagę uzyskane wyniki wydajności i ocenę jego kultury pracy oraz wyglądu, mogę powiedzieć, że zasłużył na swoją etykietkę, jak mało która maszyna. Co do poważnych wad, mogę zarzucić mu koszmarne wręcz głośniki, nienajlepsze przyciski touchpada i pospolitą matrycę. Odnośnie wydajności czasem brakuje GPU szerszej szyny pamięci bądź MHz-ów w wysokich nastawach graficznych, ale jest to zrozumiałe w przypadku karty graficznej GTX 1050 Ti. Zwróćcie uwagę, że nawet w tych najbardziej wymagających grach 1050Ti daje z siebie wszystko, pozwalając cieszyć się z rozgrywki w 60 kl/s, o ile nieco obniżymy nasze roszczenia względem jakości grafiki. Istotny jest również poziom kultury pracy, którą nie każdy mobilny sprzęt mógłby się pochwalić. Laptop nie grzeje się, pracuje nad wyraz cicho, a także oferuje długą pracę poza stałym źródełkiem energii. Moim zdaniem, Legion Y520 powinien odzwierciedlić potrzeby większości mobilnych graczy, których istota gamingu nie równa się maksymalizacji detali bez względu na cenę i rozmiary urządzenia. Aczkolwiek koszt zakupu może wywołać mieszane uczucia. Za recenzowaną konfigurację (czyli prawie najmocniejszą) zapłacimy około 6500 zł. Tak się składa, że cenę można zbić o grubego tysiaka poprzez ograniczenie pamięci RAM, czy też wybór tańszego procesora i5-7300HQ oraz wymieniając dysk na klasycznego HDD-ka (tego ostatniego jednak nie polecamy). Po złożeniu własnej konfiguracji może się okazać, że w ostateczności osiągniemy kompromis między ekonomią portfela i żądzą wydajności.
Nie zapominajmy, że jest to najniższy model z serii Legion. Jeśli komuś zabraknie mocy przerobowej GPU, może zdecydować się na droższą linię Y720, wyposażoną w GTX 1060 6 GB VRAM. Zainteresowani zapłacą oczywiście znacznie więcej.
Ocena końcowa: 7/10
[pm]
+przyzwoita wydajność w grach
+cicha praca
+niskie temperatury podzespołów pod obciążeniem
+wydogna klawiatura
+lekka konstrukcja
+optymalny czas prac pracy na baterii
+ciekawy design (nienachalny gamingowy styl)
-matowe wykończenie intensywnie zbiera odciski
-cena recenzowanego zestawu (istnieje możliwość wyboru tańszej konfiguracji)
-kiepski system audio
-przeciętna jakość obrazu przed kalibracją
[/pm]
[galeria=59]
Źródło:


























