Kiedy brakuje nam wiedzy i cierpliwości, koniecznych do własnego skompletowania komputera, gotowy zestaw okaże się najlepszym z możliwych rozwiązań. Tylko, czy model Y720 Tower będzie wstanie spełnić wysokie wymagania gier i gracza?
Doświadczenie mówi nam, że idealny sprzęt do grania to taki, który zbudujemy sami, osobno zamawiając podzespoły i akcesoria. Niestety, osoby dopiero zaczynające swoją przygodę z gamingiem często dokonują zakupu pod wpływem impulsu, popełniając typowe dla tego stylu błędy. Źle spasowane części, nieobsługiwane przez platformę urządzenia, czy też nietrafione pomysły z układem chłodzenia to wcale nie taki rzadki obraz prób podejmowanych przez początkujących graczy. W tej sytuacji pozostaje zrobić tylko dwie rzeczy – uczyć się na błędach lub zainwestować w gotową jednostkę, która natychmiast pozwoli zanurzyć się w ulubionych tytułach PC.
Jedną z takich maszyn jest Lenovo Legion Y720 w wersji Tower. W pełni przygotowana do grania tuż po podłączeniu kilku przewodów i naciśnięciu przycisku aktywującego zasilanie. Na potrzeby recenzji nieraz kładliśmy palec na elemencie ożywiającym metalowe potwory, by sprawdzić, czy prostota działania to jedyne, co może zaoferować nam producent. Szczególnie interesowała nas kwestia jakości i płynności rozgrywki w danej konfiguracji. A ta, jak się zaraz przekonacie, jest dość rzadko spotykana. I tym bardziej chcieliśmy odkryć tajemnicę fps-ów skrywaną za wymagającymi grami, które lubią męczyć CPU i GPU.
[nextpage title=”Wygląd i dodatkowe wyposażenie”]

Kompletowanie komputera zawsze wieńczy wybór obudowy. W przypadku Y720 Tower jest tylko jeden wzór blachy, więc jesteśmy skazani na wyczucie aktualnych trendów przez Lenovo. I trzeba przyznać, że designerzy poczuli chyba gamingowego bluesa. Wieżyczkowa konstrukcja o wymiarach 20 x 49 x 47 cm prezentuje się solidnie i jednocześnie oryginalnie.
Front obudowy stanowi plastikowy panel o wzorze, który widzieliśmy już przy okazji recenzowania laptopa Y720. Dla całej serii komputerów Legion charakterystyczny jest „szlaczek 3D” przypominający włókno węglowe. Dominuje tu czerń z dwiema czerwonymi wstawkami, a w tym logo producenta. Są one podświetlane jednokolorową diodą, dzięki czemu nieco ożywiają kompozycję obudowy.

W pełni osłoniony przód jest pozbawiony przycisków i złączy, choć nie można powiedzieć, że jest zupełnie bezfunkcyjny. Znajdziemy tu jeden wystający element otwierający szufladę od napędu DVD. To naprawdę miły dodatek dla osób przechowujących dane na płytach. To, czego zabrakło w części przedniej zostało przemieszczone na górną pokrywę. Przy krawędzi zamieszczono specjalny blok złączy, który zawiera czytnik kart pamięci, wyjście i wejście dla urządzeń audio, 2x USB 2.0, 2x USB 3.1. Tuż nad nimi z prawej strony jest jeszcze główny przycisk służący do uruchamiania i resetowania systemu.

Tył obudowy oczywiście został lepiej wyposażony w gniazda komunikacyjne i zasilające. Zewnętrzne urządzenia obsadzimy dzięki bogatej liczbie złączy USB (1x USB 3.1 Gen 2 (Typ A), 1x USB 3.1 Gen 2 (Typ C), 4x USB 3.1 Gen 1 (Typ A), 2x USB 2.0), gniazd audio (5 wejść), a także wyjść do monitora w formacie DisplayPort (3 sztuki), HDMI i DVI-D. Obok nich jest także gniazdo Ethernet Rj-45 oraz gniazdo optyczne do przesyłania bezstratnego sygnału dźwiękowego.

Początkowo zastanawiałem się jaką funkcję sprawuje niewielki suwak umiejscowiony nad znakiem graficznym otwartej i zamkniętej kłódki. Prawda o nim okazała się bardzo „wygodna”. Producent nie zastosował w obudowie śrub blokujących boczne ścianki, a zamiast nich stworzył mechanizm zwalniający lewą stronę aluminiowego panelu. Jego działanie jest bajecznie proste i o wiele przyjemniejsze w użyciu, niż zabawa ze śrubokrętem. Wystarczy przesunąć czarny ekler, a następnie nacisnąć na topie obudowy trójkątny element, aby cofnąć zatrzaski przytrzymujące boczny panel.

Po dostaniu się do środka moje podekscytowanie znacząco opadło. Przede wszystkim winę za to ponosi przeciętny układ chłodzenia procesora i karty graficznej, w której zastosowano system kominowy z jednym wentylatorem. Świadczy to jednak tylko o wyglądzie, bowiem szczegóły o wydajności chłodzenia poznacie w dalszej części recenzji. W kwestii pozostałych części komputera, cieszy widok dwóch wentylatorów dołączonych do zestawu mogących zapewnić dodatkowy przepływ powietrza zarówno z przodu jak i z tyłu obudowy. Warto też nadmienić o lokalizacji zasilacza. Pełnowymiarowego ATX-a producent zamontował w dolnej sekcji, co naprawdę ułatwia podłączenie go do głównego źródła energii.

Co równie istotne, dla urządzenia przygotowano specjalne łoże z wylotem powietrza. W miejscu, gdzie podstawa zasilacza styka się z podłogą obudowy, wydrążono dziurki do lepszej regulacji temperatury. Warunkiem tego było stworzenie tunelu wentylacyjnego na spodzie obudowy, który to tworzą 4 gumowe nóżki oddzielające powierzchnię komputera od powierzchni podłoża. Są na tyle wytrzymałe, że bez problemów utrzymają w stałej pozycji 13-kilogramowe pudło, nie pozwalając Y720T na wycieczki po biurku lub wykładzinie.

Warto wspomnieć, że do oferowanego zestawu komputerowego producent dorzuca w gratisie podstawowe akcesoria. W kartonie znajdziemy klawiaturę i myszkę. Nie napalajcie się jednak na sprzęt z najwyższej półki. To raczej narzędzia do obsługi systemu, aniżeli do grania. Dlatego nie chcąc popsuć relacji z Y720 Tower natychmiast je odłączyłem.

Zupełnie inaczej zakończyła się historia z monitorem Lenovo Y27G Razer Edition, który producent poleca jako suplement do stacjonarki. W cenie 2000 zł otrzymujemy nie tylko duży, 27″ zakrzywiony ekran z rozdzielczością Full HD, ale także menażerię technologii wzbogacającej jakość oglądanej rozgrywki. W tym miejscu należy wymienić wysoki kontrast statyczny 3000:1, czas reakcji 4 ms, odświeżanie do 144 Hz oraz system G-Sync. I powiem Wam, że za wszystkimi tymi nazwami stoi nieziemsko ładny obraz wyświetlany bez tearingu, smug, czy też przekłamania kolorów. Dodatkowo krzywizna matrycy wywołuje bardzo przyjemny efekt, jakby ekran w trakcie grania rozszerzał się na boki. Jedynym mankamentem monitora jest jego ogromna stopa, zajmująca sporo wolnego miejsca. Kto nie będzie chciał go sobie zawiesić na ścianie, będzie zmuszony zarezerwować na biurku specjalną lożę tylko dla monitora.
[nextpage title=”Specyfikacja”]

Wychodzimy z założenia, że nie sposób zacząć grać bez znajomości najważniejszych podzespołów komputera. W końcu daje to nam jakieś wskazówki w stosunku do tego, czego możemy spodziewać się w trakcie testów z wymagającymi aplikacjami. Dlatego zerknijmy na wykaz części, które wspólnie pracują na czczone przez nas fps-y.
Procesor: AMD Ryzen 7 1800X
Płyta główna: Lenovo 36E1 / Chipset B350
Pamięć: Samsung 16 GB DDR4 2400MHz
Karta Graficzna: NVIDIA GeForce GTX 1060 6GB
Dyski: Samsung SSD NVMe PM961 128GB, WD Caviar Blue 1TB 7200 RPM
Zasilacz: AcBel 450 W
Karta muzyczna: zintegrowana Realtek 7.1+2 Channel Sound
Komunikacja: Realtek 1000 Mbps; Realtek WiFi 802.11ac, Bluetooth 4.0
Napęd optyczny: LiteOn DVD-RW SATA
System Operacyjny: Windows 10 Home 64bit
Z wielu wariantów Legion Y720 Tower otrzymaliśmy chyba jeden z ciekawszych z platformą przygotowaną pod procesor AMD Ryzen 7 1800X. To 8-rdzeniowy potwór z 16 wątkami logicznymi. Gierki i użytkowników straszy nie tylko liczbą rdzeni, ale także konkretnym taktowaniem, które w trybie podstawowym wynosi 3,6 GHz, a w turbo aż 4 GHz. Jednakże nie jest to limit dla tego CPU, bowiem ma odblokowany mnożnik. Niektórym fanom OC udało się nawet wyciągnąć 5,2 GHz, ale bez właściwego chłodzenia ani rusz. Bezpośrednim konkurentem dla Ryzen 7 1800X jest Intel Core i5-8600K.

Wspomniany procesor wygrzewa nóżki na autorskiej płycie głównej Lenovo 36E1 z chipsetem B350. Docelowo można na niej zainstalować tylko jedną kartę graficzną oraz do 16 GB pamięci RAM w dwóch slotach. I tak też właściwie przedstawia się konfiguracja. Banki na RAM zajmują 2 bloki 8 GB DDR4 2400 MHz sparowane w trybie Dual channel. Kości charakteryzują się opóźnieniem na poziomie CL17. Z informacji również wynika, że obydwie wyszły z manufaktury Samsunga.

W slocie PCIe wyrok dożywotniego gierczenia odsiaduje jedno z najpopularniejszych GPU wśród graczy, czyli GTX 1060 w wersji 6 GB GDDR5. Wykryta częstotliwość taktowania pamięci 2000 MHz i rdzenia graficznego 1506-1709 MHz daje niemal 100% pewności, że Lenovo nie zmieniło nic w referencyjnym układzie Nvidii. Również znamienne dla karty inne właściwości pozostają nienaruszone – 1280 jednostek CUDA, 192-bitowa szyna pamięci, przepustowość 192,2 GB/s.

Przed odpaleniem pierwszych testów pozostało tylko sprawdzić, czy wystarczy nam wolnej przestrzeni dyskowej. Lenovo i tu nie zawiodło, użyczając nam 2 dyski. SSD firmy Samsung korzystający z interfejsu PCIe x4 Gen 3 zapowiadał demoniczne transfery na poziomie 2800 MB/s odczytu i 600 MB/s zapisu, zaś talerzowiec WD o pojemności 1 TB dawał gwarancję, że miejsca na gierki nie zbraknie.

Taki oto zestaw napędza zasilacz Acbel Bronze 80+ o mocy 450 W. Jest to optymalny zakres energii wymagany do sprawnego działania w/w podzespołów. Dopiero myśląc o wymianie np. karty graficznej na wyższy model GTX z serii 10xx można wziąć do serca zakup wydajniejszego zasilacza.

Co ucieszy chyba wszystkich potencjalnych klientów, w cenie komputera zaklepiemy sobie właściwy hardware oraz software. Na dysku SSD grasuje preinstalowana wersja systemu Windows 10 Home i kilka przydatnych aplikacji. Wśród nich pakiet Microsoft Office 2016, antywirus McAfee, a także autorskie oprogramowanie do zarządzania komputerem spod systemu. Mamy tu Lenovo Companion 3 (posłuży np. do aktualizacji sterowników, monitoringu systemu) i Lenovo Nerve Center, w której znajdziemy informacje o konfiguracji sprzętu, ustawienia sieciowe oraz opcje do modyfikacji podświetlenia.
[nextpage title=”Benchmarki”]

Przyszedł czas opuścić maskę i uruchomić główny silnik komputera. Przed nami bowiem długa droga testów, która wskaże słabości i mocne strony Y720 Tower. Najpierw sprawdzimy sobie praktyczne możliwości sprzętu w kilku wybranych aplikacjach obciążających wszystkie najważniejsze części, a w tym RAM, CPU, GPU i magazyn na dane. Miejmy tylko nadzieję, że na ostrym zakręcie benchów żaden z głównych podzespołów nie wpadnie w poślizg i nie usłyszymy charakterystycznego wołania o pomoc.




3D Mark okazał się niezastąpiony w ramach wyciągnięcia na wierzch całej mocy procesora i karty graficznej. Na podstawie 4 testów wymagających wyrenderowania grafiki w środowisku DirectX, sprawdziliśmy ogólny potencjał urządzeń oraz ich sprawność z uwzględnieniem konkretnych zadań dla różnych podzespołów.

App Star-up Score – 10513
Video Conferencing Score – 7694
Spreadsheets Score – 4195
Writing Score – 4991
Photo Editing Score – 3694
Rendering and Visualization – 8944
Web Browsing Score – 7550
Video Editing Score – 2856
Digital Content Creation Score – 4552
Productivity Score – 4575
Essentials Score – 8484
Jednoznacznych odpowiedzi o wydajności komputera szukaliśmy również w PC Mark. Tutaj jednak premiowany był zapał do szeroko pojętej pracy z multimediami. Kryje się pod tym obsługa arkusza kalkulacyjnego, przeglądarki internetowej, edycja wideo i zdjęć w wysokiej rozdzielczości, a także wyświetlanie wizualizacji w czasie rzeczywistym.
Jednym z trudniejszych egzaminów było przetrwanie 3 prób z benchami graficznymi Unigine. Maksymalne detale, wysoka rozdzielczość i najwyższy stopień antyaliasingu wycisnęły z kompa całą moc, aż do ostatniego megaherza. Valley i Heaven poszły bardzo gładko, czego dowodem jest płynność materiału, z jaką odtwarzane były zaprogramowane sceny (średnio 56 i 63 kl/s). Gorzej natomiast sprawa ma się z Superposition, czyli kilerem wśród wszystkich aplikacji testujących. W trakcie analizowania mocy należało zamknąć ze strachu oczy (średnio 15 kl/s).
Cinebench z kolei do czerwoności rozgrzał procesor, zmuszając go do przetworzenia dwu- i trójwymiarowej grafiki. Kosztem jego cierpienia sprawdziliśmy jego zdolności zarówno w pracy zespołowej, jak i osamotnionych misjach.
Aby zamontowane dyski nie poczuły się mniej ważne od reszty podzespołów, pozwoliliśmy im wykazać się w programach ATTO Disk i AS SSD. Chcieliśmy się również upewnić, że transfery podane przez producenta nie są wyssane z palca.

W przypadku szybszego dysku SSD oznaczonego piętnem Samsunga nie możemy narzekać. Jest nawet lepiej, niż zakłada to specyfikacja. Prędkość zapisu danych przekroczyła referencyjne 600 MB/s, uzyskując nawet do 790 MB/s z plikami, które ważą powyżej 16 kilobajtów. Nieco niższe osiągi zanotowaliśmy jednak w czasie mierzenia prędkości odczytu. Wskaźnik latał jak opętany i w zależności od masy pliku pokazywał różne wartości – raz było to 1300 MB/s, a innym razem 2580 MB/s. Co wcale nie znaczy, że jest źle.

Klasyczny twardziel WD w tym samym wyścigu przejawiał o wiele większą stabilność pracy. Kopiowanie i odczytywanie danych przeżywał w bliźniaczo podobnych prędkościach. Wszystkie dane ważące nie mniej, niż 8 kilobajtów śmigały wzdłuż jego talerzy 173-207 MB/s.
[nextpage title=”Testy w grach”]

Gotowiec choćby był najpiękniejszym stworzeniem świata, lśnił od diod RGB, czy też potrafił sam się czyścić nie wkradnie się w nasze łaski, jeśli nie poradzi sobie z grami. Prawda może i okrutna, ale bardzo gamingowa. Oczekujemy od sprzętu złożonego przez producenta tyle samo, co od zestawów składanych na własne życzenie. Dlatego i tym razem nie zastosowaliśmy taryfy ulgowej, traktując Y720 Tower kompletem wymagających gier.
Testy przeprowadziliśmy w systemie grania ciągłego, pomijając cutscenki i czasy ładowania. Dzięki temu mamy pełny obraz wydajności zbliżony do normalnego użytkowania. Sprawiedliwie więc, jak dla każdej testowanej przez nas maszyny, wybraliśmy profile ustawień graficznych możliwie jak najlepsze, korzystając z domyślnie zapisanych trybów bardzo wysokich i ultra. Naszymi oczami na fps-y był FRAPS, więc łapówki proponowane przez komputer w postaci pięknych widoków były natychmiast odrzucane. Liczyła się tylko płynna rozgrywka. A o tym, jak bardzo była płynna, dowiecie się z poniższych wykresów.

Z pozoru wydawać by się mogło, że to najmniej obciążająca podzespoły gra. Tak mogą powiedzieć niemal wszystkie części komputera, oprócz jednej. Wszelkie karkołomne akcje terrorystów i samobójcze misje odwetowe CT, AMD Ryzen bierze na swoje rdzenie. A ponieważ ma ich kilka, rozbraja CS-a niczym bombę, nie pozwalając zdetonować wysokiej płynności. W trakcie meczów nie zauważyliśmy, by było fps-ów mniej, niż 118, jednak w przeważającej ilości czasu widzieliśmy na ekranie 177 kl/s.

Doom próbował złamać w nas ducha gamingu, ale nie pomógł gierce nawet sam diabeł i jego piekielne zastępy. Dynamiczny FPS śmigał po ekranie, bardzo rzadko wypluwając na wierzch poniżej 97 kl/s. Bywały i takie momenty, że monitor z odświeżaniem 144 Hz nie wyrabiał z wiernym wyświetleniem animacji, więc nie bójmy się maksować ustawień graficznych.

Dopiero Lara była w stanie zatrzymać nasze zapędy, uganiając się za złotymi fps-ami. Wciąż jednak możemy mówić o przyjemnej rozgrywce, która trwa w najlepsze w towarzystwie 50-60 kl/s. Czasem trzeba tylko przeczekać momenty grozy, które mijają tak szybko, jak z łuku strzelił.
Bez większych problemów także przegraliśmy kilkadziesiąt minut w najnowszym dziele Piranha Bites. Średnia liczba klatek utrzymywała się na poziomie 58-60 fps-ów, choć w co piękniejszych plenerach skąpanych w blasku słońca zdarzało się odczuć nagłe spadki płynności.

Wiarę w moc sprzętu odzyskaliśmy tuż po odpaleniu pierwszej odsłony Śródziemia. Talion z dziewczęcą gracją hasał wzdłuż Mordoru, nie uciekając się od zbrojnych spotkań z orkami. Ich wspólne potyczki zawsze przebiegały w równym tempie, nadto wystarczająco wysokim, by nie umknęła nam żadna okazja do zaliczenia krwawego finiszera.

Kiedy dopadł nas głód na bardziej chwytające za palce gameplaye udaliśmy się do rodzinnego domu państwa Bakerów. A u nich po staremu, można poczuć się zupełnie wyjątkowo, bawiąc się w berka z zombie i innymi potworami. Wszystkie atrakcje, które znajdziemy w przeklętym domostwie, będą nas gonić z prędkością około 60 kl/s.

Jedynym rozczarowaniem naszych testów wytrzymałościowych był wynik ostatecznej bitwy z Rome II. Nieco wiekowa już strategia często wymuszała na sprzęcie odwrót fps-ów. Patrząc na mapę świata nie uświadczyliśmy choćby chwilowych załamań płynności, ale przenosząc się na pole walki nie mogliśmy zachować stałej formacji fps-ów. Te w chwili starcia dwóch armii często spadały poniżej 60 kl/s.
[nextpage title=”Kultura pracy”]

Klasę sprzętu porównujemy szczególnie w sferze wydajności, ale dotyczy ona nie tylko działania urządzeń w zakresie renderingu grafiki. Istotna jest także ich reakcja, a raczej aktywna umiejętność radzenia sobie z trudami pracy. Rzecz jasna, chodzi tu o nic innego, jak o walkę z wydzielaną temperaturą. Stosowane przez producentów układy chłodzenia nie zawsze zdają egzamin na piątkę, nawet w autorskich wersjach systemów, dlatego byliśmy ciekawi jak Lenovo podeszło do tematu śmiertelnej gorączki w swoim dedykowanym zestawie do grania.
Zainstalowane chłodzenie na CPU i GPU nie zrobiło na nas zbyt dobrego wrażenia, ale wygląd to za mało, by stwierdzić, że po uruchomieniu wymagających gierek podzespoły stworzą zamknięty mikroklimat tożsamy dla tropikalnych wysp. Czy faktycznie będą potrzebne kostki lodu do posmakowania orzeźwiającego gameplayu?
Monitoring nie pozostawia złudzeń. Gaming można spijać z pojemnych bibliotek gier bez konieczności zamontowania dodatkowego chłodzenia. A już na pewno jeśli weźmiemy pod uwagę zachowanie Ryzena 7 1800X. Procesor świetnie sprawuje się w trybie spoczynku i podczas obciążenia, generując maksymalnie 63 stopnie Celsjusza. Toteż standardowy wiatrak i radiator są wystarczające do delikatnego overclockingu.

Chcielibyśmy to samo powiedzieć o GTX 1060, lecz nie byłoby to do końca prawdą. GPU w spoczynku zachowuje dość zimny rdzeń, osiągając 36 stopni. Niestety, w momencie wzmożonych prac temperatura radykalnie podnosi się ku 84 stopni. Nie jest to typowa norma dla tego rodzaju kart, więc można to wyjaśnić tylko na dwa sposoby – kominowy system chłodzenia z jednym wentylatorem zbyt wolno odprowadza ciepłe powietrze lub nałożona pasta termoprzewodząca przekroczyła swój okres przydatności.

W przeciwieństwie do karty graficznej dyski SSD i HDD mimo braku osobistego wirnika bądź radiatora, o wiele lepiej znoszą zlecane im zadania. Czy to surowy gaming, czy też surfing po Internecie, obydwa urządzenia zachowują przyzwoitą temperaturę. Szybszy Samsung odrobinę cieplejszy pod obciążeniem (52 stopnie), ale usprawiedliwia go sprawowanie roli dysku systemowego, bowiem na nim domyślnie zainstalowano Windows 10. Jego pojemniejszy kolega po fachu WD z powodzeniem mógłby udawać trupa. Jest praktycznie nieczuły na zaloty gier i operacje wykonywane w tle, utrzymując 30-32 stopni.

Mając już wgląd do wydajności systemu chłodzenia pozostało nam już tylko upewnić się, co do wpływu pracy podzespołów na wytwarzany szum. Miernik hałasu nie był aż tak potrzebny, by ogólną głośność zestawu komputerowego można było zaliczyć do akceptowalnej skali dźwięków. Lenovo Legion Y720 Tower pozwala rozgrywać sesje bez użycia słuchawek, czego może mu pozazdrościć nie tylko wiele modeli stacjonarek, ale też i mobilnych sprzętów. Maksymalne 46 dB hałasu to kara, jaką z radością przyjmą nasze uszy za możliwość swobodnego wsłuchiwania się w gry.

[nextpage title=”Podsumowanie”]

Naprawdę biłem się z myślami szukając sprawiedliwej oceny dla Lenovo Legion Y720 Tower. Względem oczekiwanej wydajności oraz jakości wykonania, nie mam najmniejszych wątpliwości, że to komputer dla gracza. Ma zainstalowane bardzo dobre podzespoły, nadto oryginalny design i całkiem przyzwoitą kulturę pracy. Zestaw z platformą AMD udowadnia, że na płycie głównej wcale nie musi byczyć się procesor Intela, by gierki z dużą płynnością przelewały się przez ekran. Wielu użytkownikom może spodobać się dodatkowo to, że producent dołącza do stacjonarki podstawowe akcesoria i nieco zapomniany już czytnik do płyt. Wszystko to buduje obraz gotowego komputera, który można porównywać z mocnymi składakami.
Mam jednak pewne obiekcje co do proponowanej przez Lenovo ceny 6199 zł. Nie raz podejmowaliśmy się złożenia zestawu o zbliżonych parametrach i wygląda na to, że spokojnie można zaoszczędzić na inwestycji ponad tysiąc złotych, jednocześnie wybierając lepszy dysk SSD, zasilacz, kartę graficzną i płytę główną. Więc czy jest jakiś powód, dla którego mielibyśmy przepłacać? Chyba nie ma idealnej odpowiedzi, która zadowoliłaby wszystkich. W tym miejscu należałoby się odwołać do poziomu wiedzy graczy nt. samodzielnej konfiguracji sprzętu. Im mniejszą mamy pewność, tym łatwiej podjąć decyzję o zakupie gotowca. Wówczas bowiem od ręki otrzymujemy komputer, który nie powstał z przypadku.
Bardziej doświadczonym pecetowcom poleciłbym przyjrzeć się temu modelowi, jednakże w innych wariantach podzespołów i koniecznie z tańszym procesorem. Ryzen 7 1800X to bez dwóch zdań potężny 8-rdzeniowiec, ale większy użytek będą miały z niego osoby częściej pracujące z multimediami.
Ocena końcowa: 6+/10

[pm]+ oryginalny design
+ moc zestawu
+ łatwość demontażu
+ stacjonarna nagrywarka DVD
+ przyzwoite temperatury
+ głośność pod obciążeniem
+ możliwość dalszej modernizacji
– CENA! CENA! CENA!
[/pm]
Źródło:























