Recenzja słuchawek Cooler Master MasterPulse MH750

Grzegorz Rosa

Recenzja słuchawek Cooler Master MasterPulse MH750

Po założeniu słuchawek CM niezbyt prędko zapomnimy o ich istnieniu. Szkoda tylko, że świadomość ich obecności w dużym stopniu tyczy się ucisku na głowie…

Kiedy pochłania nas gamingowa nuta, a świat zewnętrzny przestaje istnieć, wówczas możemy mieć pewność, że używamy właściwego sprzętu audio. A ten ma atakować nasze receptory słuchu brzmieniem o możliwie najwyższej jakości. Nie każdemu będzie dane to osiągnąć, bowiem kupując słuchawki często polegamy na specyfikacji producenta i sugerujemy się ich ceną, jakoby odzwierciedlającą moc zestawu. A prawda jest taka, że dopóki nie przekonamy się „na własnych uszach”, jaka jest różnica między dobrym a złym sprzętem, to do samego końca będziemy grać poniżej własnej przyjemności.

Advertisement

Dlatego tak ważne są recenzje akcesoriów komputerowych, których ocena powinna podlegać rachunkowi sumienia. Nie ma to nic wspólnego z uduchowieniem, a wyłącznie z obiektywnym podejściem do testowanej sztuki. W imię tych zasad sprawdziliśmy kolejną parkę słuchawek o wdzięcznej nazwie MasterPulse MH750. Spoglądając na ich poważną cenę 250 zł można by pomyśleć, że to musi być coś wyjątkowego. Ładna grafika na kartonie oraz bogactwo skomplikowanego słownictwa mogłyby na to wskazywać, lecz moim zdaniem praktyka zawsze przed teorią, więc bierzmy się do roboty…

[nextpage title=”Specyfikacja”]

Właściwości akcesoriów gamingowych to podstawa, od której warto rozpocząć każde śledztwo. W przypadku MasterPulse MH750 możemy dowiedzieć się m.in. o cechach przetworników, obsługiwanych przezeń technologiach oraz wbudowanym mikrofonie.

Może od początku, wyłóżmy na wierzch trochę informacji o najważniejszym elemencie, czyli membranach. Tutaj są to 44 mm głośniczki o czułości 20-20000 Hz, co stanowi pewien standard w świecie urządzeń audio. Charakteryzują się dodatkowo bardzo wysoką impedancją 50 omów i równie duża mocą muzyczną wyrażoną do 100 miliwatów (maks. głośność do 118 dB).

Jeszcze przed podłączeniem słuchawek przez port USB możemy mieć pewność, że grają wyjątkowo głośno, a przy tym są dobrze zabezpieczone przed nagłymi wzrostami napięcia elektrycznego. Wśród zalet znajdziemy także obsługę wirtualizacji przestrzennej dźwięku w systemie 7.1 oraz pewien intrygujący patent odpowiadający za muzyczne doznania – Bass FX. Za nieznanym pojęciem kryje się dość prosta funkcja podbicia dynamiki basu przez ściągnięcie bocznych panelów na nausznikach.

Jako że mówimy o headsecie, musimy przytoczyć kilka istotnych faktów o dołączonym mikrofonie. Nie spodziewałbym się po nim cudów, bowiem jest ściśle zintegrowany z lewą słuchawką, a to oznacza małą membranę zbierającą oszczędnie dźwięk z otoczenia. Według specyfikacji jest to mikrofon jednokierunkowy o czułości do 34 dB i reagujący na pasmo dźwięku 100-10000 Hz.

[nextpage title=”Wygląd i jakość wykonania”]

W sytuacji sam na sam ze słuchawkami Cooler Master mogłem wreszcie przekonać się o ich walorach estetycznych i poziomie zastosowanych materiałów. Pod względem designu wypadają bardzo skromnie. Konstrukcja jest wyjątkowo prosta, ale i jednocześnie solidna. Głównym elementem obudowy jest aluminiowy kabłąk, który bezpośrednio styka się z nausznikami. Słuchawki wydają się przez to sztywne i faktycznie, jest w tym trochę prawdy.

Nauszniki poruszają się tylko w jednej płaszczyźnie, a mianowicie nie można nimi obracać. Regulacja ogranicza się tylko do niewielkiej manipulacji nachylenia. Z drugiej jednak strony ma to swoje zalety, bo im mniej ruchliwe są części zestawu, tym są lepiej zabezpieczone przed uszkodzeniami. Pewną stabilność gwarantują metalowe zawiasy likwidujące problem trzeszczenia w momencie dociskania ich do uszu.

Jednakże mała elastyczność rusztowania negatywnie wpływa na poziom wygody. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę automatyczny mechanizm pałąka. Co prawda 5 poduszeczek znajdujących się u podstawy kabłąka powinno zmniejszyć nacisk na głowę, lecz brak regulacji siły docisku metalowych linek schowanych nad miękkim poszyciem może sprawić, że szybko poczujemy dyskomfort.

Podobne nieprzyjemności mogą doskwierać także samym uszom. Poduszki na nausznikach wydają się duże i miękkie, ale nie wiem czy ich kształt będzie uniwersalny dla wszystkich użytkowników. Jeśli chodzi o mnie, nie zażyłem w nich przesadnej rozkoszy. Po zaledwie dwóch godzinach korzystania poczułem ucisk na wewnętrznej części małżowiny, co na pewno było powodem za małej głębokości nauszników. Więc wydaje się oczywiste, że wielkość uszu ma znaczenie…

A co do jakości poduszek, wymarzyłbym sobie nieco bardziej giętki materiał. Skóropodobne wykończenie świetnie pokrywa całe ucho, izolując dźwięki z poza komputera. Jest nadto odporne na deformacje i oferuje stosunkowo dobry przewiew. Niemniej jednak poduszki w nausznikach nie są zbyt sprężyste, co po dłuższym czasie wymusza zrobienie sobie przerwy albo od grania, albo od słuchawek.

Dla odmiany powiem, co mi się spodobało w MH750. Mianowicie 2 metrowy, czerwony przewód USB, który dobrze kontrastuje z grafitową ramą słuchawek. Nie jest gruby, jak to bywa w większości zestawów. Nie jest też podatny na przetarcia, gdyż producent zaizolował go rozciągliwą gumą. Niestety, efekt wow psuje dużego rozmiaru pilot do regulacji dźwięku. Miło, że niektóre ustawienia przeprowadzimy bez wchodzenia do oprogramowania (głośność, obsługa mikrofonu, zmiana profilu dźwięku, przełączanie koloru podświetlenia, aktywacja trybu 7.1). Tylko dlaczego kontroler musi być taki wielki i tak wysoko umiejscowiony na kablu?

A skoro już padło hasło „podświetlenie”, to może warto się jemu przyjrzeć? Nie ma mowy o awangardowych efektach specjalnych lub aureoli podkreślającej renomę zestawu dla graczy. To raczej delikatna odmiana podświetlenia RGB, którego zadaniem jest wyróżnić logo producenta na bocznych panelach nauszników. Kto nie ma ochoty iluminować w ciemnościach, ten zawsze będzie mógł wyłączyć je w dowolnej chwili za pomocą pilota lub oprogramowania.

[nextpage title=”Praktyczne testy”]

Muszę Wam przyznać, że analiza jakości dźwięku Cooler Master MasterPulse MH750 nie była taka łatwa. I nie mam na myśli porównywania ceny do możliwości headsetu. Trudność testu polegała na wychwyceniu niuansów, które dotyczyły różnych profilów audio. Udało się jednak odnaleźć ten najlepszy, odzwierciedlający duszę sprzętu. W tym celu wybrałem kilka utworów o wyższej częstotliwości próbkowania (24bit/192 kHz) i metodą prób i błędów szukałem idealnego ustawienia, przy okazji odsłaniając słabe strony membran. I nie mam zbyt dobrych wiadomości z frontu…

Na początek odsłuchałem co nieco w standardowej konfiguracji. Niezależnie od gatunku muzyki słuchawki grają czysto, wyraźnie i bez trzasków na każdym poziomie głośności. Ale za 250 zł musimy oczekiwać znacznie więcej, prawda?

Następny krok to jakość próbkowania na poziomie różnej tonacji. Bez zabawy w equalizerze dźwięk jest po prostu nudny i nie oferuje dosłownie nic, czego nie usłyszałbym na innych zestawach audio w tej samej lub niższej cenie. Cokolwiek odpalimy w odtwarzaczu, doświadczymy mocnej centralizacji progów, wahającej się między stylem ciepłym i zachowawczym z małą charakterystyką przestrzeni. Średnica i soprany są klarowne, ale nijakie, i jedynie bas próbuje dać z siebie coś więcej, pobrzmiewając obok głównej sceny.

Nie dałem jednak za wygraną, mając przeczucie, że to jeszcze nie wszystko. Skorzystałem więc z dostępnych opcji w oprogramowaniu MasterPulse. Najpierw dałem szansę trybowi „3D” – dźwięk jakby był bliżej ucha, scena była szersza, natomiast progi trochę z inną wyrazistością. Wyciągnęło z tła wcześniej mało słyszalne akcenty i wokal, jednak kosztem basu, który stracił swoją moc i brzmienie. Dodatkowym efektem był wyższy współczynnik szumu.

Co mnie zaskoczyło, odrobinę lepiej jest po odpaleniu wirtualizacji przestrzennej dźwięku 7.1, ale nie na standardowych nastawach. Fajnie wyciąga wokal spłycając tony niskie. Dlatego po jej aktywacji należy zajrzeć do equalizera i zmienić wartości dla wszystkich wskaźników próbkowania. Basy rzecz jasna do góry, średnica poniżej pierwotnej konfiguracji, zaś tony wysokie delikatnie wzwyż. Mniej więcej linia wzdłuż suwaków musi przypominać układ wklęsły, bowiem przeważa tu średnica.

Wirtualizacja przestrzenna dodaje dziwny pogłos, ale niestety coś za coś. Aczkolwiek nie liczcie na jakąś super głębię przedłużającą rzeczywisty sustein instrumentów. To raczej zabieg pozwalający poszerzyć pole dźwięku o charakterne zakończenia tonów wysokich i niskich. O przyzwoitym efekcie 7.1 raczej możemy pomarzyć.

Producent oprócz wspomnianej symulacji przestrzennej chciał wyróżnić swoje słuchawki ściąganymi panelami, czyli tzw. technologią Bass FX. W teorii ich odłączenie miało być tożsame dla zwiększenia dynamiki basów, ale w rzeczywistości efekt nie jest na tyle soczysty, by zaprzątać sobie tym głowę. Minimalną różnicę poczujemy wyłącznie przy najbardziej dudniących basach, czyli wybuchach występujących np. w grach wojennych.

Kolejne godziny spędziłem w wielu popularnych produkcjach typu Mass Effect, CS:GO, Dirt. I powiem tyle, że słuchawki nie są jakoś specjalnie stworzone do gamingu, ale z pewnością lepiej radzą sobie z ambientami środowiska i dialogami, niż w zadaniach stricte muzycznych. Dobra izolacja pozwala w pełni skupić się na rozgrywce. Wówczas nie jest wymagana audiofilska jakość, a wystarczy przyzwoite tło, główna scena i punktowe basy. Kierunkowość po włączeniu trybu 7.1 jest mocno spłaszczona, nie oddając pełnej symulacji przestrzennej. Mimo to membrany w relacji z nagłym dźwiękiem (np. wystrzałem) potrafią raz lepiej, raz gorzej zasugerować pozycję dźwięku w przestrzeni.

A jak w tej gorączce testów wypada zintegrowany mikrofon? Ciałem jest jakiś nieobecny, gdyż kompletnie schowany w lewej słuchawce, natomiast w trakcie rejestru dźwięku spisuje się nie najgorzej. Szum jest wszechobecny przy podbiciu głośności nagrania, ale mowa użytkownika wyraźna. Zakłócenia z otoczenia są dość wyeksponowane i nic nie jest w stanie pomóc majkowi, aby ten wiernie nagrywał źródło dźwięku. Brakuje tu basów, przez co charakter wokalu ulega sporemu zniekształceniu. Czyli niczym się nie wyróżnia względem innych „zintegrowanych mikrofonów”, serwując nam dokładnie to, co najważniejsze podczas rozmowy w grach.

[nextpage title=”Podsumowanie”]

Nie nastawiając się na zbyt wiele ze słuchawkami MasterPulse MH750 możemy ugrać sprzęt niedrogi o klarownym przeznaczeniu. Nie przemawia za nim muzyczne echo, poziom wygody to temat również kłopotliwy dla niektórych głów, a jednak sprawdza się w grach, ofiarowując swojemu użytkownikowi czysty dźwięk. W katalogu standardowych słuchawek uchodzi po prostu za kolejny wzorcowy model, który może chciałby być czymś sławnym, ale ograniczają go ambicje jego Twórców. Zamiast walczyć o ciekawsze brzmienie, ktoś wolał, by słuchawki grały głośno i wyraźnie. A to jednak chyba za mało, by sięgnąć po koronę królów w krainie niezapomnianych bitów…

Ostateczna ocena: 6/10

Zalety Wady
+ solidna konstrukcja
+ nienachalne podświetlenie
+ możliwość regulacji dźwięku z poziomu oprogramowania i pilotem
+ jakość dźwięku dostosowana do potrzeb niewymagających graczy
+ dzięki dużej głośności mogą zastąpić wolnostojące zestawy audio
– delikatnie zawyżona cena
– standardowe brzmienie, z którego trudno wyciągnąć coś więcej
– kiepska wirtualizacja przestrzenna 7.1
– zbyt duża siła docisku nauszników i kabłąka
– technologia Bass FX to tylko chwyt marketingowy

 

Udostępnij:
Advertisement

Polecane artykuły