Tt Esports Challenger Edge – RGB i aluminium za rozsądną cenę

Szymon Nocoń

Tt Esports Challenger Edge – RGB i aluminium za rozsądną cenę

W drugim odcinku mini serii recenzji sprzętów firmy Thermaltake przyjrzymy się klawiaturze, starającej przekonać się nabywcę diodami RGB, trwałą konstrukcją, ciekawym designem i atrakcyjną ceną. Czy to wystarczy by stać się hitem esportowych aren?

We wcześniejszym odcinku gościliśmy słuchawki Shock Pro RGB. Starały się one przekonać do zakupu graczy, planujących rozpoczęcie esportowej kariery z budżetem każącym patrzeć na konstrukcje oferujące możliwie wiele, nie przekraczając jednocześnie bariery 200 złotych. W podobnym klimacie testujemy również dziś – Challenger Edge jest bowiem propozycją z tej samej rodziny peryferiów Tt Esports, dzieląc również półkę cenową. Tak więc, czy za równowartość nowej gry na konsolę możemy dorwać konstrukcję, która da nam przewagę na mapie?

Advertisement

Sprawdź też: Minimalizm w wykonaniu Logitech G413

Specyfikacja:

  • Typ klawiatury: pełnowymiarowa,
  • Przełączniki: membranowe,
  • Podświetlenie: RGB,
  • Połączenie z komputerem: USB 2.0, przewód 1.8 metra,
  • Wymiary: 462 x 155 x 50 mm,
  • Cena: ok. 180 zł

[nextpage title=”Wygląd i jakość wykonania”]

Od pierwszego zdjęcia w galerii lub opisu produktowego w internetowym sklepie widać na co postawił Thermaltake. Motywem przewodnim klawiatury Challenger Edge jest aluminium. Stanowi ono budulec, który pod naporem pras i maszyn CNC przerodził się w płytę przednią testowej konstrukcji. Słusznie. Tworząc propozycję dedykowaną przyszłemu esportowcowi trzeba mieć na uwadzę jej trwałość. Transport, nagły atak nadciśnienia czy niefrasobliwy, polski but może solidnie pokrzyżować plany na wyjście z grupy. Aluminiowy front powinien skutecznie nas ubezpieczyć.

Drugą, najsilniej eksponowaną cechą klawiatury jest jej design. Producent obiecuje niezwykły wygląd, smak stylowości i brak jakichkolwiek powodów do nudy podczas jej podziwiania. Ciężko zarzucić kłamstwo, ciężko również zachować entuzjazm Thermaltake.

W trakcie obcowania pojawiają się bowiem emocje, mocno przeciwstawne. Z jednej strony cieszy aluminiowa płyta, o całkiem ładnych kształtach stanowiących równowagę między skromnością a przepychem. Z drugiej natomiast, jakość nadruków na kapslach kasuje jakiekolwiek szanse na szczery uśmiech. Runda druga? Logo Tt Esports wygląda fajnie, tak samo jak szczotkowana faktura aluminiowej płyty pod nim. Kierując wzrok w prawy, górny róg smutam, widząc wyjątkowo słaby w moim odczuciu zestaw lampek. Przypomniały mi o atrakcjach z lunaparków, produkowanych w dawnych latach.

Na szczęście gusta są różne i to, co nie cieszy mnie może spodobać się innym. Poza wspomnianymi nadrukami nie jest wcale źle. Nie ma tu śladów po procesach produkcyjnych czy wad, nabytych przed zejściem z linii montażowych. Kapsle wykonano z wyraźnie twardszego plastiku, tak samo jak pozostałe części składowe korpusu. Kontakt z podłożem zapewnia zestaw czterech stopek, we wszystkich przypadkach wyposażonych w gumową warstwę, we dwóch z opcją regulacji kąta pochylenia.

Przewód został zabezpieczony oplotem oraz izolacją o bezpiecznej grubości a sama wtyczka wygląda na całkiem solidną. Nie ma tu klawiszy dedykowanych multimedialnym zabawom. Jest jednak sławny funkcyjny i zestaw podległych mu kolegów, którzy pod kontrolą mają obsługę mediów, głośności zestawu audio, podświetlenia i paru rzeczy ekstra.

[nextpage title=”Klawisze i funkcje dodatkowe”]

Testowana dzisiaj klawiatura Challenger Edge jest jedną z droższych propozycji wśród modeli z membranowymi przełącznikami, od których odwykłem. Przed startem miałem lekkie obawy o komfort jej użytkowania, niesłusznie jak się okazało. Nic tu nie chybocze, kapsle osadzone są sztywno i pracują absolutnie prawidłowo. Czuć, że końcowe milimetry skoku kończą się na miękkiej membranie, co ma swój mały urok. Thermaltake ocenia ich żywotność na 20 milionów aktywacji, co zagwarantuje wystarczająco długi czas pracy, aż do uzbierania na wymarzonego następcę. Charakter ich pracy można by delikatnie przyrównać do mechanicznego niebieskiego i brązowego, gdyż z wyczuwalnym punktem załamuje się ich opór przed palcem. Korzystanie z klawiatury Tt Esports było dla mnie komfortowe, mimo mechanicznych przyzwyczajeń. W walce z wrogiem nie będą stanowić przeszkody.

Klawisz funkcyjny umożliwia skorzystanie z dodatkowych funkcji. Oprócz typowego składu kontrolerów mediów oddano do dyspozycji graczowi opcję zablokowania całej klawiatury (ciekawe, ciekawe), klawisza Win oraz zmiany animacji czy intensywności podświetlenia LED. Najczęściej używane przez graczy klawisze są wyposażone w funkcję N-key rollover oraz anti-ghosting. Grając w najpopularniejsze strzelanki czy gry wyścigowe nie będziemy mieć problemu z jej użytkowaniem. Challenger Edge nie oferuje kompatybilnego oprogramowania, mogącego rozszerzyć nieco listę dodatkowych bajerów. Nie jest to jednak czymś dziwnym, patrząc na niską jego cenę.

Za plastikowymi kapslami, za aluminiową płytą, gdzieś pomiędzy membranowymi gumkami w gąszczu kabli czają się diody LED. Hasło RGB jest, jednak na szeroką paletę barw liczyć nie można. Oczywiście wiem, że 16 milionów kombinacji nie sprawdził nikt, nigdy jednak ograniczenie wyboru do 8 opcji troszkę smuci. W menu atrakcji znajdą się cztery tryby działania, obejmujące kolor stały, pulsowanie czy płynne przechodzenie przez kolejne barwy. Tak jak w przypadku testowanych wcześniej słuchawek – RGB wpisane na pudełko, możliwie tanim kosztem.

Słabej jakości nadruki w parze z niezbyt wysoką ilością emitowanego przez diody światła powodują, że kolorowe literki widoczne są dobrze, pod warunkiem że siedzimy niemal pionowo i możliwie bezpośrednio nad klawiaturą. Przy korzystaniu z odchylanego oparcia robi się wyraźnie gorzej, co może utrudnić próby aktywacji pożądanej przez nas opcji.

[nextpage title=”Podsumowanie i ocena końcowa”]

W drugim odcinku mini serii poznaliśmy klawiaturę, która wspólnie z wcześniej sprawdzonymi słuchawkami ma stanowić odpowiedź na potrzeby gracza, zamierzającego rozpocząć karierę esportową z niedużym budżetem na sprzęt. Challenger Edge, podobnie jak poprzednik zdaje się stawiać na solidną konstrukcję i zaoferowanie możliwie wielu, przydatnych zawodnikowi funkcji za rozsądną cenę. Aluminiowa płyta to dobre rozwiązanie, które zabezpieczy nas od przegranej w wyniku pechowego wypadku, jednak przy dłuższym obcowaniu mam wrażenie że skonsumowała ona większość z budżetu, zmuszając firmę Thermaltake do cięcia kosztów. Oberwały nimi nadruki na kapslach, oszczędnie rozwiązane podświetlenie LED czy brak dodatkowego oprogramowania. Nie są to jednak wady, które mogłyby dotkliwie wpłynąć na przebieg meczu. Cały korpus klawiatury wykonany jest dobrze i pewnie, podświetlenie podczas grania będzie sprawdzać się dobrze a same klawisze działają bez najmniejszego zarzutu.

Czy zatem warto? Zależy, co będzie najważniejszym kryterium wyboru. Dla tych, którzy bez mechanicznych przełączników żyć nie mogą – w podobnej cenie da się znaleźć konstrukcję firm Modecom czy Genesis. Dla tych, którzy w myśl turniejów wybraliby formę klawiatury TKL – Tu również warto sprawdzić jedną z pozycji Modecom Lanparty. Jeśli jednak głównym kryterium jest odporność sprzętu na szkodliwe otoczenie, pewna praca klawiszy i podświetlenie, które zaoferuje więcej niż jedną barwę – propozycja z stajni Tt Esports może okazać się całkiem kusząca.

Ocena końcowa: 6/10

Zalety

  • aluminiowa płyta czołowa
  • sztywna i solidna konstrukcja
  • design przypadnie do gustu większości
  • klawisze pracują sztywno i pewnie
  • podświetlenie w wielu kolorach
  • dobra jakość wykonania korpusu
  • przyciski funkcyjne
  • przewód w oplocie

Wady

  • słaba jakość nadruków na kapslach
  • drażniący wygląd lampek nad panelem numerycznym
  • wysoka cena jak na membranowe przełączniki
  • brak dedykowanego oprogramowania
  • uboga lista funkcji dodatkowych (brak makr)
  • tylko 8 kolorów, jeszcze mniej animacji
Udostępnij:
Advertisement

Polecane artykuły