Pod koniec maja ma Twitchu pojawiło się sporo kanałów, na których transmitowane były materiały niedozwolone, np. porno oraz masakra w Christchurch w Nowej Zelandii. Teraz platforma pozywa tego, kto był za to odpowiedzialny.
Tak zwane “stare media” uwielbiają ochoczo komentować wszelkie sytuacje, w których można wytknąć i uogólnić jak złym i szkodliwym miejscem jest internet. Niestety, kolejny patostreamer sprawił, że mają ku temu nową okazję.
Twitch prawdopodobnie testuje nową funkcję, która nie spodobała się widzom. Platforma chce wprowadzić transmisje, które będą mogły oglądać tylko te osoby, które subskrybują danego twórcę.
Dużo się ostatnio mówi o problemach branży twórców gier, o przesadnym crunchu i wykorzystywaniu pracowników, ale póki co brakuje podobnych głosów w branży esportu. Nie oznacza to jednak, że jest ona wolna od tego rodzaju problemów, co udowadnia sprawa jednego…
Kolejny streamer został zbanowany na Twitchu. Jednak tym razem blokada chyba nie powinna budzić niczyich wątpliwości. Twórca pozbył się swojego kanału, bo w trakcie transmisji pokazał panel programu do cheatowania i na chwilę włączył nawet wallhacka.
Twitch banuje streamerów z różnych powodów – czasami mniej, a czasami bardziej słusznych. Jednak pokazywanie porno, to już trolling wyższego poziomu. Na dodatek transmisję oglądało ponad 5 tys. osób zanim pracownicy Twitcha zorientowali się, że coś jest nie tak.
Wydawałoby się, że dzięki temu poznamy kulisy rywalizacji platform streamingowych. Niestety dane są bardzo ogólne, a twórcy Prime Video niechętni, żeby odkrywać przed szerszą publiką swoje karty.
Wielu ludzi, szczególnie starszej daty, nadal ze zdziwieniem podchodzi do kwestii streamingu, pytając “jak można oglądać jak ktoś gra w gry”. Jeśli pokażecie im najnowszego moda do Skyrima, ich zdziwienie może być jeszcze większe.