Recenzja laptopa Lenovo Legion Y720

Grzegorz Rosa

Recenzja laptopa Lenovo Legion Y720

Testowana maszyna z ochotą poniewierała gry w rozdzielczości FullHD, karmiąc oczy pięknymi widokami i porządną wydajnością. Jednakże przyjemna rozgrywka ma swoją cenę i nie chodzi tu wcale o pieniądze…

Gamingowy laptop może zastąpić typowego blaszaka przy wielu zadaniach, oferując użytkownikom moc do gier, mobilność dla wygody i komplementarną strukturę budowy komputera. Ucieleśnia więc wszystkie potrzeby osób, które poszukują o wiele mniejszej jednostki do grania. Ponieważ ceny podzespołów do PC ciągle wzrastają (szczególnie pamięci i uzależnionych od „górników” GPU), inwestycja w urządzenie przenośne jest dobrym rozwiązaniem nie tylko dla graczy mobilnych.

Powyższe stwierdzenie udowadnialiśmy już na przykładach poprzednich recenzji Hyperbooka N85 czy też Lenovo Legion Y520. Jednak ich potencjał do grania ograniczała karta graficzna GTX 1050 Ti. Dlatego tym razem przyjrzeliśmy się wyżej pozycjonowanemu modelowi, z o wiele lepszą kartą GTX 1060 w wersji 6 GB VRAM. Czy dzięki niej dużo więcej fps-ów udało się uzyskać w popularnych tytułach? Odpowiedź wydaje się niemal oczywista. Za sprawą innego GPU otrzymaliśmy płynniejszą rozgrywkę. Niestety Y720, mimo doniosłych zwycięstw w bitwach na kl/s, zaliczył również niespodziewane porażki zaniżające ogólną jakość sprzętu. Dla niektórych mogą być one decydujące przy zakupie, więc z uwagą przestudiujcie każdy etap testów.

Advertisement

[you tube=gvyTg87ncGk]

[nextpage title=”Wygląd i osprzęt”]

Wygląd

Na moim biurku było wiele przedmiotów mogących zawładnąć moimi oczami, ale wystarczyło wyciągnąć z pudełka laptop Y720, by stały się dla niego zwyczajnym tłem. Już górna klapa informuje nas, że mamy do czynienia ze sprzętem z wyższych sfer. Szczotkowane aluminium pokrywy nadawało jemu elegancji, zaś niestandardowa faktura na wzór krzyżujących się linii świetnie oddawała gamingowy charakter. Udaną kompozycję nieco zakłócało umieszczone na środku logo w kształcie „Y” o czerwonym kolorze. Jakby na siłę producent chciał oznaczyć urządzenie wyrazistym piętnem, lecz w tym przypadku bardziej mu szkodzi, niż pomaga.

O wiele lepiej laptop przedstawia się po odchyleniu klapy. Matowa, czarna powłoka zajmuje prawie że całą zewnętrzną część obudowy i tylko otoczka płytki dotykowej oraz 3 elementy profilowanej maskownicy przebijały się przez grafitową głębię. Samo pudło laptopa nie jest specjalnie duże (38 x 27,7 x 29 cm), lecz podnosząc je do góry szybko przekonamy się, że to zawodnik z dywizji najcięższych skurczybyków. Z wyglądu niby chudzina, niedokarmiana przez producenta, za to kości ma naprawdę ciężkie, bo bez zasilacza waży 3,2 kg. Tak więc sporo mamy ciałka do przytulania palcami, acz niestety po zbrodni namiętności zostają ślady i to bardzo widoczne. Na obudowie wykończonej ze tworzywa sztucznego odciski mnożą się jak króliki w trakcie rui. Utrzymanie we względnej czystości choćby przycisków wymaga zastosowania się do porady perfekcyjnej pani domu – „bez szmaty się nie obejdzie”.

Wróćmy jeszcze na moment do górnej klapy z zabudowanym ekranem. Na plus można zaliczyć solidny jednoczęściowy zawias. Jest nadzwyczajnie sztywny i po ręcznym ustawieniu kąta nachylenia ekranu żadne szturchańce, ani też kontrolowane potrząsanie urządzeniem nie zmieni jego pozycji. Niska elastyczność łączenia z obudową pozytywnie wpływa na wibracje wywoływane podczas transportu. Symulując poziom drgania powierzchni podobny do przygód w PKP, laptop dzielnie znosił tarmoszenie odpowiednio amortyzując pokrywę.

Po zbadaniu wytrzymałości zawiasu, pozostało nam zerknąć na boczki urządzenia. I tu czekała na nas mała niespodzianka. Zarówno z lewej, jak i z prawej strony próżno było szukać wejścia na karty SD. To od razu wyklucza proste zrzucanie zdjęć z aparatu cyfrowego, choć zawsze można zainwestować w zewnętrzny czytnik. Jednak w towarzystwie innych złączy raczej szybko zapomnimy o tej niedogodności. Z lewej strony na wtyczki oczekiwały wejścia: USB 3.0, gniazdo audio, Ethernet i gniazdo zasilania. Natomiast prawa strona to już śmietanka multimedialna. Głodne komunikacji są tu: DisplayPort, HDMI, 2x USB 3.0 oraz Thunderbolt 3.

Osprzęt

Od testowania zawiasu do wyklikania pierwszych znaków na klawiaturze była bardzo krótka droga. Po przekroczeniu granicy czerwonej siatki zasłaniającej głośniczki, dotyku oczekiwał legion przycisków. Każdy z nich reagował bardzo przyjemnie i wypełniał perfekcyjnie powierzone zadania. Nie trzeba stosować na nich zbyt silnego nacisku, by przekazały do systemu rozkaz znaku. Działają dość miękko i oferują płynne, stałe przejście, szybko odbijając się od podstawy. Z natury pracują bardzo cicho, choć można sprawić, by odzywały się głośniejszym dźwiękiem z polotem odbijając je od obudowy. Osoby przyzwyczajone do klawiatur mechanicznych raczej nie będą zadowolone ze stylu pracy, ponieważ skok klawisza jest bardzo niski i liniowy. W tej sytuacji pozostaje tylko podłączyć zewnętrzny sprzęt. Propozycję powinni także rozważyć wszyscy ci, którzy nie wyobrażają sobie klawiatury bez bloku przycisków funkcyjnych typu PageUp, Home. Tutaj po prostu ich nie ma, a ich polecenia przejęły przyciski z bloku numerycznego, które aktywuje się ze wciśniętym klawiszem FN.

Zobacz też: polecaną klawiaturę mechaniczną do gier lub polecane myszki dla graczy

Pomijając charakter pracy, klawiatura jest przyjemna w użyciu za sprawą odpowiednich odstępów między przyciskami, a także dużych pól nakładek, które nawet dla właściciela pokaźnych paliczków powinny być wystarczające. Równie dobrze wypada nadruk na przyciskach. Biały kolorek i wyraźna czcionka są niejako standardem w klawiaturach i tu ten standard zrealizowany jest bezbłędnie.

Dobór białej farby dla znaków był wymuszony przez podświetlenie RGB. Od razu uprzedzam, że nie jest ono w pełni personalizowane. Klawiaturę podzielono na 4 strefy luminescencji i możemy je ustawić tylko w ramach danej części klawiszy, bez możliwości zaprogramowania pojedynczych przycisków. Jeśli zapragniemy zmiany domyślnego ustawienia, to należy się uzbroić w dodatkowe oprogramowanie, bowiem nie ma na klawiaturze takowej funkcji. Bramą do świata kolorów jest aplikacja Lenovo Nerve Center. Na miejscu otrzymamy dostęp do konfiguracji animacji podświetlenia oraz profilu kolorów.

Oprogramowanie posłuży również do aktywacji innych rzeczy. Najbardziej powinny zainteresować nas zakładki Udoskonalenia Dźwięku (optymalizacja Dolby Atmos) i Ekstremalnego Chłodzenia.

W przypadku drugiej opcji, uruchamia ona maksymalne obroty wentylatorów obsługujących CPU i GPU. W tym trybie komputer staje się nieznośnie hałaśliwy, lecz zyskujemy niższą temperaturę pracy.

 

Zobacz też: polecany zestaw głośników dla graczy i słuchaczy

Kiedy w końcu przemacaliśmy od dołu do góry przyciski to uznaliśmy, że i płytka dotykowa zasługuje na szybki numerek z palcami. Gdy było już po wszystkim, miałem o niej mocno podzielone zdanie. Zapytacie dlaczego? Touchpad sam w sobie przyzwoicie reaguje na dotyk i kursor nie miał oporów, by śmigać po pulpicie. W mniej dynamicznych grach pewnie też można by spróbować, ale lewy i prawy przycisk skonsolidowany z płytką wywołałyby poważną nerwicę. Reagują relatywnie sztywno, nadto mają głośny klik i nieprzyjemny styl działania. Rozwiązaniem jest użycie mniejszego nacisku, by nie dociskać płytki do podstawy, ale wymaga to opanowania siły i klikania płytki w ustalonym miejscu. Także jest to opcja tylko dla wytrwałych, a dla pozostałych polecam dobrego gryzonia. Jeśli nadal na takiego polujecie, to zerknijcie na proponowane przez nas najlepsze myszki do gier.

Zostały nam do odpalenia jeszcze głośniki. I muszę przyznać, że tutejsze membranki klasą dźwięku biją na głowę nie tylko większość laptopowych rozwiązań, ale nawet niektóre z tańszych zestawów komputerowych. Nie powinno to dziwić, bo pod pokładem Lenovo znajdziemy system audio firmy JBL i to w wersji 2.1. Wygenerowany dźwięk uchodzi z 2 wysokotonowych głośniczków zamieszonych powyżej klawiatury i basówki usadowionej na spodzie obudowy na wysokości touchpada. Nie ma co liczyć na jakość rodem z urządzeń Hi-Fi lub średniej półki systemów audio, ale głośniczki w Lenovo można pochwalić za klarowny dźwięk i wyraźny średni próg, który dobrze kontrastuje z nieco stłumionym basem. Nie oferuje dudnięcia, ani nawet punktowej zajawki. Brak też płynnego przejścia tonalnego. Za to potrafią głośno pieprznąć, powyżej granicy 85 dB. Podczas wieczornych zasiadówek przesuwając suwak hałasu blisko limitu głośności, odwiedziny sąsiada, a w późniejszym terminie policji są niemal gwarantowane.

[nextpage title=”Matryca i podświetlenie”]

Do naszych testów trafił wariant laptopa uzbrojony w 15,6-calowy ekran FullHD wykonany w technologii IPS. Oprócz niego, istnieje też wariant 4K z powłoką antyodblaskową. Pierwsze co rzuca się w oczy w przypadku testowej sztuki, to niezbyt wysoka jasność maksymalna, wynosząca w centrum niespełna 250 nitów. Druga kwestia, to duży spadek jasności natychmiast po zejściu choć o oczko poniżej 100%. Za dnia zostaje nam praktycznie tylko granie na maksie.

Równomierność podświetlenia matrycy

Mało tego, równomierność podświetlenia nie zachwyca, z najjaśniejszym lewym dolnym narożnikiem (tutaj równo 250 nitów) i zauważalną ciemnicą na górze – 225 nitów, o 9% mniej niż w centrum ekranu. Średnie DeltaE wyszło malutkie, bo po kalibracji wyniosło zaledwie 1,15. Laptop Lenovo największe problemy miał z błękitem (to już w sumie tradycja w laptopach), gdzie odchylenie wyniosło 8,08 (bywało gorzej), a zamiast pomarańczy, drugim z najbardziej kłopotliwych kolorów tym razem była czerwień (DeltaE 4,81).

Prawdziwy dramat ukazały jednak dopiero pomiary drugim z kolorymetrów. Gamut kolorów dla sRGB wyniósł marne 65%, a wtórowało mu 49% pokrycia przestrzeni barwowej AdobeRGB i ledwie 47% dla NTSC. Chociaż mocy obliczeniowej najzupełniej do tego wystarczy, graficy komputerowi i montażyści filmowi – ten model omijamy szerokim łukiem. Wartości ponad 90% pokrycia przestrzeni sRGB są osiągalne w naprawdę wielu laptopach gamingowych, choćby w polskich Hyperbookach.

[nextpage title=”Specyfikacja”]

Za naszą przyjemnością gierczenia nie stoją liczby wskazujące prędkość gry, a najważniejsze podzespoły biorące na siebie pełną odpowiedzialność za wydajność pracy. Wypadałoby więc poznać naszych bohaterów i spojrzeć na nich przez pryzmat ich technologicznych właściwości. Jako że mamy do czynienia z linią gamingową, nadto z modelem wyższym od wcześniej przez nas testowanego Legion Y520, możemy spodziewać się lepszych ogniw mocy i większego zastrzyku fps-ów.

Procesor: i7-7700HQ
Chipset: Intel HM175
Karta graficzna: GTX 1060 6GB VRAM
Pamięć RAM: 32 GB DDR4
Dysk twardy: 480 GB SSD M.2 NVMe PCIe + 1 TB HDD 5200 RPM

W recenzowanym zestawie miejsce procesora zajmuje najdroższy mobilny układ 7. generacji Intel Core i7-7700HQ. Jest to model czterordzeniowy o 8 wątkach logicznych. Pracuje on w dwóch trybach oferując wydajność na poziomie 2,8-3,8 GHz. Ostateczną wartość taktowania otrzymamy wyłącznie dla jednego rdzenia w trybie turbo. Aby aktywować maksymalną prędkość CPU należy go zdenerwować jakąś gierką, bo w przeciwnym wypadku będzie stronił od ujawniania swojej prawdziwej mocy. Warta uwagi jest jego odporność na overclocking, którą otrzymał dzięki zablokowanemu mnożnikowi.

Na płycie głównej HM175 wspomniany procesor dzieli miejsce z 2 kośćmi pamięci. Moduły o pojemności 16 GB DDR4 2400 MHz okupują nieparzyste sloty na RAM. Są one względem siebie bliźniaczo podobne, toteż dzielą się swoją pracą w trybie Dual Channel. Ich drzewo genealogiczne sięga manufaktury Cruciala i od swoich krewnych odziedziczyły stałe opóźnienie CL 17. Zostawiając jednak w tyle ich genezę można stwierdzić, że łączna pojemność kosteczek powinna wystarczyć nawet maniakalnym użytkownikom, którzy nie mają nic przeciwko, by odpalić jednocześnie dwie gry i kilka innych programów.

Wreszcie dochodzimy do części, która niejako wyznacza granice ustawień w grach komputerowych. I właśnie w tym miejscu najbardziej różnią się wydajnością recenzowane przez nas modele z serii Legion. W Y520 za płynną animację odpowiadała karta GTX 1050 Ti 4 GB, a w Y720 miejsce GPU zajęła już GTX 1060 z 6 GB VRAM z o wiele bardziej rozwiniętymi umiejętnościami do generowania obrazu w grach. Ma szerszą szynę 192-bitową, wyższy zegar pamięci 2002 MHz oraz znacznie więcej jednostek cieniujących. Zamiast 768 jest ich tutaj aż 1280. Mimo niższej częstotliwości taktowania rdzenia graficznego (1405 MHz – 1671 MHz w turbo) przekonacie się już za chwilę, że GTX 1060 pomiata grami w FullHD, jak rozwścieczony byk.

Jeśli szukasz jeszcze mocniejszego laptopa zajrzyj do recenzji laptopa gamingowego bez wyrzeczeń

Szykując się na pierwsze poważne testy sprawdzające wydajność laptopa upewniliśmy się, że nie zabraknie miejsca na instalację gier, potrafiących zająć już nawet do 100 GB przestrzeni. Ciekawość zapędziła nas do magazynu danych, który był dosztukowany do ostatniego wolnego złącza. Wejście SATA III zajmował 2,5” twardziel Western Digital Blue 5400 obr/s o pojemności 1 TB. Tuż obok niego wejście M.2 zagrodził ciałem dysk Patriot Hellfire 480 GB o interfejsie PCIe x4 Gen.3 NVM Express. W specyfikacji technicznej producenta możemy zauważyć, że ma niesamowicie wyśrubowany transfer odczytu i zapisu danych (odpowiednio 3000 i 2200 MB/s), lecz w praktyce nie jest już taki chętny do szybkiego działania. Jednak porozmawiamy sobie o tym później, a tymczasem wspomnę na koniec ważną rzecz nt. obsługi dysków. Recenzowany model laptopa nie kumpluje się z dyskami M.2 o interfejsie SATA III, więc w ramach rozbudowy magazynu można zrobić tylko jedno – wymienić Patriota na grubszy model.

[nextpage title=”Benchmarki”]

Czas na przedstawienie! Przed Y720 czekała moc atrakcji, choć biedak nie zdawał sobie sprawy, że każda z nich zapewni mu rozrywkę obciążającą wszystkie podzespoły. Okrutne cięgi zadały programy testujące zdolności graficzne, matematyczne i wytrzymałościowe. Z konieczności potraktowaliśmy go srogo benchmarkami mogącymi odzwierciedlić jego maksymalny potencjał do pracy. Poniżej prezentujemy pełny raport tortur.

Jak zwykle fazę testów zaczęliśmy od popularnego oprogramowania 3D Mark, które dokumentuje zmagania laptopa z grafiką trójwymiarową w środowisku DirectX. Były to 4 pełne rundy z przeciwnikiem nie znającym litości dla GPU i CPU. Dla porównania wydajności rzuciliśmy okiem na wyniki otrzymane przez Y520. Y720 otrzymał średnio o 30-50% więcej punktów dla GPU, ale słabiej wypadł w kontekście mocy procesora. Jest to dość frapujące, gdyż obydwa modele są wyposażone w ten sam układ i7-7700HQ.

 

  

App Star-up Score – 3026
Video Conferencing Score – 6778
Spreadsheets Score – 7324
Writing Score – 3366
Photo Editing Score – 5951
Rendering and Visualization – 5159
Web Browsing Score – 7217
Video Editing Score – 4300
Digital Content Creation Score – 5091
Productivity Score – 4965
Essentials Score – 5289

Następny w kolejce był program PC Mark 10 oferujący szerokie spektrum analizy wydajności. Obejmuje on niemal każdy aspekt pracy użytkowej począwszy od zwykłego pisania w arkuszu kalkulacyjnym i przeglądania internetu po edycję grafiki i wideo. Końcowa punktacja oddaje kompletne ujęcie mocy z wyszczególnieniem wyników prędkości dla danych obszarów pracy.

 

Ostatni cios w żeberka chłodzenia GPU zadał zestaw benchów Unigine. Jak mało które potrafią upodlić komputer i pokazać jego słabości. Wyjątkowo bolesny dla Lenovo i moich oczu okazał się test Superposition. Od samego startu licznik FPS-ów wskazywał około 12-13 kl/s. Tu jednak trzeba przyznać, że w najwyższych ustawieniach nawet większość topowych kart stacjonarnych zaczęłaby się krztusić. Po odpaleniu Valley i Heaven było już znacznie lepiej. Średnio program rejestrował 56 kl/s, co daje prawie o 20 więcej, niż podczas testowania modelu Y520.

 

Procesor przeżył prawdziwe katusze w Cinebench R15. Pozbawiony silnego rdzenia GPU i RAM-u mógł liczyć tylko na swoje MHz. Jednak nie pomogły mu zbytnio osiągnąć dobrego wyniku, choćby zbliżonego do Y520. Wyraźnie zaniżona punktacja była powodem strasznie dziwnego zachowania trybu Turbo, który, nie wiedzieć czemu, nie chciał się uruchomić. Dlatego test dla jednego rdzenia i multicore wypadły bardzo słabo.

 

Swoje 5 minut w ramach testów otrzymały również 2 dyski. Przy pomocy programów AS SSD i ATTO Disk sprawdziliśmy, jak każdy z osobna radzi sobie z plikami większymi o masie 1 GB oraz z mniejszymi, przejawiającymi wirtualną anoreksję.

Zacznijmy może od pojemniejszego twardziela WD Blue 1TB. W przypadku transferów odczytu nie ma zbyt dużych odchyleń w prędkości – 104 – 114 MB/s. Inaczej sprawa wygląda w temacie zapisywania danych. W kontakcie z plikami 1-gigabajtowymi osiąga prędkość zaledwie 43 MB/s. Dysk rozkręca się dopiero w towarzystwie plików 8 kb – 64 MB. Jego zapis sekwencyjny wynosi wówczas średnio 110 – 115 MB/s.

Patriot Hellfire to już inna liga dysków. Prędkość zanotowana w AS SSD i ATTO jest zgodna względem jego transferu odczytu – 2170 MB/s i robi wrażenie. Emocje jednak opadają w chwili odczytania prędkości zapisu. Widać, że dysk nie lubi pracować z tłustymi plikami, o czym świadczy wynik 518 MB/s. Co dziwne, ponad 4 razy szybciej uwija się z drobnicą (maks. 2710 MB/s) i jednocześnie zapisuje ją szybciej, niż odczytuje. Sytuacja nieco kuriozalna, ale wkrótce poznacie dokładną przyczynę jego zachowania.

[nextpage title=”Testy w grach”]

W naszych głowach kłębi się wiele kosmatych myśli, a najważniejszą z nich jest ostry, pozbawiony wszelkich zabezpieczeń… GAMING. I dlatego tę fazę testów w skali oceny urządzenia traktujemy jako pierwszorzędną. To dzięki niej udowadniamy, czy dany sprzęt faktycznie nadaje się do grania w wymagające tytuły. Czy Lenovo Legion Y720 zalicza się do wspomnianej kategorii urządzeń? Oczy-kurde-wiście!!! W końcu mamy tu gorący trójkącik w postaci GTX 1060, i7-7700HQ i 32 GB RAM. W rozdzielczości Full HD i w maksymalnych detalach graficznych posłały na deski niemal każdą grę, odbierając im resztki fps-ów. Pokazujemy to na przykładzie prawdziwych walk z 7 grami reprezentującymi różne gatunki rozgrywki. Poświęciliśmy dla nich indywidualnie około 30-45 minut z FRAPS-em w tle. Kto jest ciekawy, o jakiej skali płynności mowa, niechaj zapozna się z poniższymi wykresami.

Jak to zwykł mawiać Hitchcock, film winien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma w nim nieprzerwanie rosnąć, tak i my podeszliśmy do reżyserii testów, które inaugurowała sieciowa strzelanka. Counter-Strike jako jeden z nielicznych absorbuje moc procesora, więc jest idealnym dlań przeciwnikiem. 140 kl/s w trakcie meczu nieco zaskakuje, bowiem Y520 wypluł na ekran 150, nadto zaliczając spadki do granicy 90 kl/s. Tak czy siak, w grze możemy liczyć na stałą płynność obrazu.

 

W następnym odcinku odwiedziliśmy samego diabła i jego infernalnych pomocników. Oddawali dla niego demoniczne życie przy średnich 91 kl/s. Sporadycznie zdarzało się jednak, że ich krew spływała po ekranie wolniej, niż zwykle. 45 kl/s pojawiało się tak szybko, jak znikało, by Doom ponownie wskoczył na wyższy bieg fps-ów.

 

Jak się okazało, nawet najnowsza gra z naszego zestawienia nie mogła narzucić swojego tempa Legionowi. Oczywiście, w trakcie spacerków po gęsto zarośniętym potworami lesie atakowały nas niewielkie spadki klatek, ale nie zakłócało to w żaden sposób rozgrywki. „Boskie światło” wskazywało wtem drogę ku maksymalnej płynności, nieraz przekraczając 70 kl/s.

 

Od momentu otworzenia domu Państwa Bakerów nie było mowy o większych problemach z płynnością gry. Czy to szlajając się po zalanej piwnicy, czy też objadając przy stole z całą rodzinką wariatów, ponad 60 kl/s jest dla tego sprzętu po prostu gwarantowane. O ile sama gra potrafiła chwilami przestraszyć, to już przesunięcie suwaków w kierunku maksymalnych detali nie budziło w nas grozy.

 

Rządza fps-ów była w nas silna, więc postanowiliśmy zatrzymać nasz pociąg w okolicach Mordoru. Na miejscu powitała nas banda przepięknych orków zapraszająca do soczystej potyczki. Niezależnie od krajobrazu i urody przeciwników można było liczyć na 60 kl/s. Aczkolwiek było ich znacznie więcej, toteż wycieczkę do Mordoru zaliczamy do bardzo udanych.

 

Jak to możliwe, że wydana w 2013 roku gierka tak straszliwie poniżyła recenzowany sprzęt, w którym przesiadują wydajne podzespoły? Odpowiedź jest dość prosta – za prędkość gry odpowiada ustawienie graficzne, a dokładniej mówiąc skala armii. Gdy chcemy przeprowadzać bitwy w największym wymiarze oddziałów, wówczas jest tak dużo postaci i szczegółów do wyrenderowania, że biedaczek nie ma szans zachować twarzy. To i tak nie jest najgorszy wynik, gdyż na Y520 z GTX 1050 Ti można liczyć co najwyżej na 17-30 kl/s. W tym przypadku, 720 legionistom podczas wielkich bitew udaje im się zabić średnio 35-37 fps-ów.

 

Lara Croft na koniec testów podniosła nas na duchu i przytuliła do piersi, obdarowując 58 kl/s. Podkreślamy, że podziwialiśmy jej uroki w pełnej krasie – z maksymalnymi ustawieniami, a nawet aktywnym filtrem HBAO+. Najwolniej przedzierała się w otoczeniu śniegu, ale gdy tylko założyła bardziej obcisły ciuszek, nagle z większą werwą bawiła się w archeoloszkę i odkrywała przed nami tajemnicę zaginionych fps-ów.

[nextpage title=”Kultura pracy”]

Wiemy już, że bohater naszej historii zapisze się w kartach testów, jako nieustraszony łowca gier. Spoglądając na wymagania debiutujących na rynku produkcji wysokobudżetowych, spodziewamy się, że zakupując go dzisiaj w tej konfiguracji będzie mógł organizować kolejne polowania przez następne 3-4 lata. Ale jak to bywa w życiu każdego wirtualnego drapieżnika, soczyste mięcho smakuje najlepiej, gdy w trakcie uczty nie rozpraszają inne dźwięki i zbyt wysoka temperatura otoczenia. Ważna w nagonce na gry jest także możliwość długiego zajadania się krwistymi pikselami na pełnym akumulatorze bez kontaktu ze stałym źródłem energii. Jak w tych sprawach radzi sobie nasz Legionista?

Można by rzec, że raz lepiej i raz gorzej. Pozostawił nas w pewnym niedosycie, mamiąc oczy płynną rozgrywką, a w międzyczasie z całych sił próbując przemówić do naszego rozsądku za pomocą ognia i hałasu.

     

W trakcie zagrywania się w interesujące gierki nie zdajemy sobie sprawy, co w tym czasie przeżywają podzespoły pod obudową. To jednak nie tylko grzech samych graczy, ale i producentów, dla których najważniejsza jest płynność gier. Mieliśmy nadzieję, że Lenovo nie powtórzy błędów konkurencji i zaproponuje podobną temperaturę pracy jak w przypadku Y520. Cóż… by nie być zbyt wulgarnym powiem krótko i na temat – prawda okazała się wyjątkowo okrutna i podła.

Procesor zgrywał przez pewien czas cichą wodę, na luzie płynąc z prądem w granicach 45 stopni. I tak było, dopóki nie uruchamialiśmy żadnych z gier. Gdy przyszło co do czego, kiedy miał pokazać swoje matematyczne talenty w grach, zbyt mocno napalał się na gaming. Pod obciążeniem generował sporą dawkę ciepła na poziomie 94 stopni. Sytuacja niemal identyczna jak w modelu Hyperbook N85. Czy to wina kiepskiego chłodzenia? Po części może i tak, ale wina może leżeć także po stronie dysku M.2.

Zapytacie pewnie, co ma dysk do procesora? Wystarczy spojrzeć na wykres. Patriot Hellfire zachowuje się w czasie pracy, jakby gonił go sam szatan. 91 stopni na module dysku wcale nie śmieszy. Nie szczerzyłem się na widok mikrozacięć pojawiających się w systemie operacyjnym. Rejestrowałem je przy każdym otworzeniu folderu, czy też po rozwinięciu listy opcji prawym przyciskiem myszy. Na szczęście w grach tego typu problemu już nie ma. A wracając do procesora, wysoka temperatura środowiska wytworzona przez magazyn danych może negatywnie wpływać również na jego układ. Podobno ten dysk tak ma i gorączka jest cechą dla niego charakterystyczną.

Obronną ręka z przegrzanego towarzystwa wychodzi moduł graficzny GTX 1060. Mimo wszystkich przeciwności losu oraz obciążających go gier nie dał po sobie poznać, że doskwiera mu temperatura. Jest bardzo chłodny, kiedy nie zajmuje się poważnymi sprawami i nieco cieplejszy (64 stopnie) w trakcie zagrywania się w RE VII lub Elex. GPU należy się za to wielki szacun!

Chwała jednak nie jest jej pisana po wsze czasy. Przekonaliśmy się o tym tuż po odłączeniu laptopa od źródełka prądu. Co się stało, że się zesrało? Spójrzcie na poniższy wykres.

Ciekawa sprawa z tym, że zamieściliśmy tylko wynik otrzymany dla trybu pracy na niewielkim obciążeniu, prawda? To akurat wina samego producenta, który zadecydował, że na akumulatorze drastycznie obniżane jest taktowanie rdzenia grafiki. Nie da się przez to zagrać choćby w CS:GO (poniżej 30 kl/s), mimo że bardziej obciąża CPU niż GPU. Dlatego ten model laptopa musicie wykreślić z listy, jeśli zamierzacie gierczyć w czasie podróży, czy w szkole bez podłączonej ładowarki.

Zresztą, kolejnym argumentem potwierdzającym powyższą teorię jest krótki czas pracy laptopa nawet na luźnym trybie działania (uruchomiony film w FHD, odtwarzacz WMP, aktywna przeglądarka z kilkoma zakładkami, 2 programy z podstawowego pakietu Windows). Nieco ponad półtorej godziny to wynik poniżej oczekiwań. Tu jednak zaznaczam, że test dotyczył ustawień jasności ekranu na 100% i głośności dźwięku na poziomie 45% z aktywnym WiFi. Tylko co z tego? Lenovo Y520 na tych samych ustawieniach wytrzymał prawie 4 godziny, nadto można było pograć bez cięć taktowania GPU! Tego raczej nie trzeba tłumaczyć. Akumulator w wydaniu Y720 przywołuje tylko złe myśli, którymi dla Waszego dobra nie podzielę się.

Ostatni test sprawdzający wydzielany przez laptop hałas również nie zakończył się przesadnie pomyślnie. W spoczynku, z dala od obrazu gierczenia, zachowywał się bardzo kulturalnie. 28-30 dB było dla uszu akceptowalną dawką dźwięku. Chłodzenie ani to przeszkadzało, ani też nie udawało trupa. Jednakże cena za granie w maksymalnych detalach była już chyba za wysoka. Granica 50 dB nie została przekroczona, lecz dużo nie brakowało do realizacji hałaśliwego celu.

Muszę zaznaczyć, że maksymalna skala głośności pracy wiatraków była wynikiem uruchomienia Trybu Ekstremalnego w oprogramowaniu Lenovo Nerve Center. Bez tego temperatura procesora mogłaby być jeszcze wyższa, więc nie kusiłem losu i wolałem podkręcić głośniki, które już po zwiększeniu głośności do 60% były w stanie zagłuszyć wszystko. Aczkolwiek korzystanie z laptopa nie było już takie przyjemne, bo muzyka, wystrzały i inne elementy dźwiękowe były zbyt hałaśliwe i zaczęły drażnić uszy. Dlatego często występujące w recenzjach laptopów hasło „tylko ze słuchawkami” i przy tym modelu powtórzę. Najlepiej, żeby to były słuchawki wokółuszne z dobrą izolacją dźwięków z zewnątrz.

Sprawdź polecane słuchawki dla graczy

[nextpage title=”Podsumowanie”]

Po zapoznaniu się ze wszystkimi wynikami testów prawdopodobnie doszliście do tej samej konkluzji co ja. Lenovo Legion Y720 to laptop dobry pod względem wydajności podzespołów i jakości zastosowanych elementów. Z rzeczy istotnych można wymienić świetny, jak na laptop, system audio, przyjemnie klikającą klawiaturkę i oczywiście wysoki potencjał do grania w rozdzielczości FullHD, za który powiedzmy sobie szczerze, najbardziej odpowiada GTX 1060 6 GB VRAM. Y720 w wyżej wymienionych kategoriach pokonuje swojego słabszego brata Y520, pokazując jak powinny działać gry pomimo wybrania najwyższych detali graficznych.

Nie znaczy to jednak, że jest od niego we wszystkim lepszy. Temperatury są tu tragiczne, a szczególnie dysku M.2, a także emituje zbyt dużo hałasu pod obciążeniem, uprzykrzając płynną rozgrywkę. Nie zapominajmy też o stylu jego pracy na akumulatorze, trwającej krócej, niż niejeden pełnometrażowy film. To ostatnie pozwala nam wątpić w słuszność nazwania tego urządzenia mobilnym.

Choćbym chciał, nie mogę Wam polecić tego sprzętu, a na pewno nie w takiej konfiguracji. Cena 7900 zł jest jak na taką klasę laptopa zbyt wysoka. Pierwsze co należałoby zrobić, to w ramach zamówienia wybrać inny dysk w formacie M.2 PCIe x4. Uważam również, że 16 GB spokojnie starczy, by uzyskać podobne osiągi w grach. Dzięki temu zaoszczędzimy nie tylko prawie tysiączka, ale także pozbędziemy się mikrozacięć oraz jednego źródła gorączki.

Gdyby połączyć ze sobą kulturę pracy modelu Legion Y520 i wydajność z głośnikami Y720 otrzymalibyśmy laptop genialny w każdym calu. A tak, bez możliwości zabawy w technologicznego kucharza, za duże pieniądze dostaniemy wyłącznie kawałek pysznego ciasta, z pięknie zarumienioną skórką i miękką warstwą biszkoptu, ale za to z gorącym czekoladowym nadzieniem, które przy każdym gryzie będzie parzyć w język. Danie choć wydaje się apetyczne i świeże, to jednak proponuję zainteresować się modelem tańszym Y520, bowiem także można go skompletować z GTX 1060.

Jeśli wypatrujecie jeszcze lepszego laptopa do gier, to możemy zaproponować Wam inne, o wiele wydajniejsze modele. Najlepsze z nich prezentujemy w tym oto zestawieniu.

Ocena 6+/10

[pm]
+ wygodna i precyzyjna klawiatura
+ przyzwoity design (nie licząc logo na pokrywie)
+ dobra wydajność w grach
+ świetna jakość głośników (jak na laptop)
– nieakceptowalna cena zestawu
– hałaśliwe chłodzenie
– zbyt wysoka temperatura CPU i SSD pod obciążeniem 
– jakość obrazu
– krótki czas pracy na akumulatorze
– ograniczenie taktowania GPU na akumulatorze
– problemy z mikrozacięciami na dysku Patriot Hellfire [/pm]

Konsultacja: Lech Okoń

Źródło:

Udostępnij:
Advertisement

Polecane artykuły