Redakcja portalu gamingowego IGN na cenzurowanym. Ich recenzja Dead Cells okazała się plagiatem

Opublikowany: 2018-08-08 przez grzegorz.rosa

Czym jest moralność w świecie mediów? Dla niektórych zdaje się, że tylko słowem, które w łatwy sposób można ukraść i nazwać swoim własnym...

Nie będę dorabiać otoczki wokół branży, której sam poniekąd jestem częścią. Na pewno macie swoje przemyślenia nt. tego, jak funkcjonują media i czego potrafią się dopuścić, by zawładnąć uwagą odbiorcy. Takie są prawa rywalizacji, w której często wygrywa "clickbait" ponad rzetelnością informacji. Jednak walka o sławę musi mieć swoje ustalone granice, a te powinny oddzielać od siebie prawdę od oszustwa.

O tej zasadzie chyba zapomniał jeden z redaktorów popularnego serwisu dla graczy IGN, Filip Miucin. Miał on za zadanie przygotować recenzję gry Dead Cells, wydanej na wyłączność Nintendo Switch. Co prawda, wywiązał się on ze swojego obowiązku, lecz jak się po czasie okazało, z wielką "pomocą" Youtubera "Boomsticka". I to właśnie ten drugi odkrył, że pozornie różne recenzje są do siebie bardzo podobne. Sprawę komplikuje fakt, że Boomstick swój materiał udostępnił w poprzednim tygodniu, a Miucin zaledwie dwa dni temu.

Boomstick po dokładnym przeanalizowaniu obydwu materiałów doszedł do zatrważającego wniosku, że Miucin rozpisał swoją recenzję korzystając z wcześniejszej pracy przygotowanej przez Youtubera. Choć ich opisy nie były identyczne, to rzuca się w oczy analogia zdań, którą uwidaczniają użyte słowa, zmiana szyku i zastosowane synonimy. Poniżej prezentujemy przykład.     

Boomstick: Dead Cells only falters slightly with some repetition setting in, especially on the early areas and during longer play sessions.

Miucin: Dead Cells does falter slightly with some repetition but it’s only felt in its earlier areas and during extended play sessions.

Reakcją na plagiat był kolejny film Boomsticka o Dead Cells. Tylko tym razem nie dotyczył samej oceny gry, a oskarżenia wystosowanego wobec IGN pod hasłem "IGN Copied my Dead Cells Review: What do I do?". Temat sprzedał się wśród graczy jak świeże bułeczki. Co więcej, nawet lepiej niż recenzja Youtubera, bowiem jego film został wyświetlony ponad 490 tys. razy.

Renoma IGN-u była mocno naruszona i dlatego postanowili odnieść się do całej sytuacji. Porównali recenzję i przyznali rację pokrzywdzonemu Boomstickowi. Nie zwlekali z oficjalnym oświadczeniem, w którym przedstawili swoją krytyczną postawę wobec popełniania plagiatu. Finał historii był taki, że zdjęli ze swojej strony szemraną recenzję, nadto zakończyli współpracę z Filipem Miucinem.

Problem w tym, że nie wiadomo, czy nikt więcej nie stosował tożsamych zabiegów z pozostałej ekipy IGN-u? Dlatego też cała redakcja może znaleźć się na celowniku wszystkich zainteresowanych aferą i to w tym bardzo negatywnym sensie. Nagonka na IGN dopiero się zacznie...

A co do losów antybohatera, z pewnością nie będzie mu lekko znaleźć nowego pracodawcy. Wykryty plagiat przykleja się do autora niczym rak. Czasem można go operacyjnie usunąć, ale w karcie pacjenta zawsze pozostanie po nim ślad.

Komentarze

Odpowiadasz na komentarz # - zrezygnuj

Podobne

Ładowanie danych...