Ubisoft od miesięcy reorganizuje się kosztem ludzi, ale tym razem pracownicy postanowili powiedzieć stop. Po ogłoszeniu kolejnych cięć, zaostrzeniu polityki powrotu do biur i planie oszczędności rzędu 200 mln euro związki zawodowe w firmie wezwały do trzydniowego, międzynarodowego strajku.
21 stycznia Yves Guillemot ogłosił tzw. „major reset” Ubisoftu, który polega na zakończeniu pracy zdalnej i obowiązkowy powrót do biur pięć dni w tygodniu. Do tego doszło zamknięcie kilku studiów i anulowanie części projektów, w tym kolejnych, już wcześniej w produkcji. Do tego dochodzi plan zaoszczędzenia dodatkowych 200 mln euro w ciągu dwóch lat poprzez redukcję kosztów stałych.
Według doniesień z Francji nawet 200 osób w paryskiej centrali ma zostać „zachęconych” do dobrowolnego odejścia, co w praktyce oznacza ok. 20% załogi tego oddziału. Część pracowników ma zostać przeniesiona do nowej spółki skupionej wyłącznie na najbardziej dochodowych markach (open world + GaaS), reszta musi liczyć się z utratą pracy.
„Jesteśmy traktowani jak dzieci”
Kroplą, która przelała „pałę” goryczy, okazało się połączenie zwolnień z pełnym cofnięciem pracy zdalnej. Związki zawodowe – w tym STJV, Solidaires Informatique, CGT, CFE‑CGC i Printemps Écologique – wspólnie opublikowały oświadczenie, w którym oskarżają zarząd o brak konsultacji i ogłaszanie decyzji jednocześnie mediom i pracownikom. Oraz wskazują, że wcześniejsze ustalenia nt. pracy zdalnej, negocjowane od około roku i wdrożone w części oddziałów jesienią 2025, są teraz jednostronnie podważane.
Związki zarzucają kierownictwu, że „mówi o odpowiedzialności, ale nie bierze jej za skutki katastrofalnego zarządzania”, podczas gdy zwykli pracownicy płacą za lata błędnych decyzji biznesowych.
W komunikacie padają mocne słowa:
Jesteśmy traktowani jak dzieci, które trzeba nadzorować
Bez nas Ubisoft nigdy nie zdobyłby ani nie wpłynął w taki sposób na rynek gier wideo. Jesteśmy historią. Jesteśmy Ubisoftem.
Strajk 10–12 lutego i apel o międzynarodowe wsparcie
Związki zapowiedziały trzydniowy strajk, który potrwa od 10 do 12 lutego 2026 r. Ma on polegać na wstrzymaniu pracy we wszystkich możliwych oddziałach, z naciskiem na Francję, ale z ambicją „masowego, międzynarodowego strajku”.
Protest ma uderzyć w firmę w newralgicznym momencie – 12 lutego Ubisoft publikuje kolejny raport finansowy, co pracownicy chcą wykorzystać, by zwiększyć presję na zarząd. Wśród postulatów pojawiają się zatrzymanie planu redukcji kosztów w obecnej formie, utrzymanie i rozwinięcie pracy zdalnej na jasnych, wynegocjowanych zasadach. A także realne, a nie symboliczne podwyżki wynagrodzeń w obliczu inflacji i koniec arbitralnych decyzji o zamykaniu studiów i kasowaniu projektów bez dialogu z zespołami.
Ubisoft pod ścianą – lata złych decyzji wracają jak bumerang
Od kilku lat Ubisoft jedzie na krawędzi. Co chwilę otrzymujemy komunikaty o kolejnych opóźnieniach premier, anulowaniu kolejnych gier ostatnio Prince of Persia. Wypuszczanie niedopracowanego syfu pokroju Skull and Bones. Nic dziwnego, że od 2018 roku wartość rynkowa Ubisoftu spadła o ponad 90%, co tłumaczy desperacki plan „major resetu” i cięcia na każdym froncie.
Z perspektywy zarządu wymogi rynku AAA są proste – mniejsza liczba większych produkcji, koncentracja na otwartych światach i grach‑usługach, agresywne cięcie kosztów. Z perspektywy pracowników wygląda to jednak jak „demolka ekosystemu studiów” i próba przykrycia lat złego zarządzania kosztem ludzi, którzy przez dekady budowali takie serie jak Assassin’s Creed, Far Cry czy Watch Dogs.
Czy strajk coś zmieni? Na razie Ubisoft oficjalnie nie odpowiedział na apel związków. Jedno jest pewne: jeśli trzydniowy protest faktycznie sparaliżuje część produkcji, a inwestorzy zobaczą kolejne słabe wyniki, presja na radykalne decyzje – być może także kadrowe na samym szczycie – tylko wzrośnie.


