Na CES 2026 HP odkopało koncepcję rodem z lat 80. i 90. – pełnoprawny komputer zamknięty w obudowie klawiatury. EliteBoard G1a to „Next‑Gen AI PC”, który wygląda jak zwykła klawa, a w środku chowa podzespoły rodem z ultrabooka: procesory AMD Ryzen AI 300, do 64 GB RAM, SSD 2 TB, Wi‑Fi 7 i Windows 11.
EliteBoard G1a korzysta z mobilnych układów AMD Ryzen AI serii 300 – w najwyższej konfiguracji oferując Ryzen AI 7 350 Pro, z NPU o wydajności do 50 TOPS na potrzeby zadań AI. Do tego maks. 64 GB pamięci DDR5, SSD PCIe NVMe do 2 TB, zintegrowane GPU Radeon (800/860M – zależnie od konfiguracji), wbudowane głośniki stereo, mikrofony, moduły Wi‑Fi 6E / 7 i Bluetooth 5.3 / 6.0.
Całość ma ok. 12 mm grubości i waży ok. 750 g w wersji z akumulatorem, co pozwala wrzucić „PC‑klawiaturę” do torby obok tabletu czy lekkiego monitora i dosłownie przenosić swoje stanowisko pracy między biurem, domem i salą konferencyjną.
Mobilność, ale z jednym dużym „ale”
HP planuje dwie wersje EliteBoarda:
- z wbudowanym akumulatorem (do ok. 3,5 godziny pracy),
- bez baterii – wymagającą stałego zasilania przewodem.
W obu wariantach największym minusem jest bardzo oszczędne I/O – użytkownik dostaje de facto tylko dwa porty USB‑C (w modelu z baterią jeden z nich co jakiś czas „pożera” zasilanie). Ratunkiem jest hub lub dok, ale to z kolei zabija część mobilnej magii. Z drugiej strony pojedynczy USB‑C potrafi pociągnąć dwa monitory 4K (daisy‑chain), więc do biurowej pracy wystarczy jeden kabel do stacji roboczej.
Po co to komu? A po co?

HP pozycjonuje EliteBoard G1a głównie jako maszynę do hot‑desków, sal szkoleniowych, kiosków, digital signage i hybrydowej pracy – miejsca, gdzie liczy się:
- minimum gratów na biurku,
- łatwe podpięcie do dowolnego monitora,
- Windows 11 z lokalnym AI zamiast „chmury do wszystkiego”.
W praktyce to powrót koncepcji Commodore 64 i Amigi – tylko że zamiast BASIC‑a i telewizora mamy Copilot+ PC, Ryzen AI i dwa 4K po USB‑C. Jeśli cena nie odleci w kosmos, EliteBoard G1a może stać się jednym z najciekawszych „biurowych gadżetów” – choć entuzjaści portów wciąż będą kręcić nosem na te nieszczęsne dwa USB‑C.


