Wstęp

Obudowa dla graczy często kojarzy się z dwoma rzeczami – tanią tandetą lub dużym wydatkiem na coś porządnego. A jeśli powiem Wam, że można mieć i ładnie, i tanio? Dokładnie tak zapowiada się obudowa AeroCool Rift BG RGB. Czy tak też jest w praktyce?

Wstęp, specyfikacja i opakowanie

To troszkę paradoks, że właśnie do mnie trafiła obudowa do przetestowania. Jestem człowiekiem, który zbytnio nie trawi obudów i podzespoły komputera jeszcze do niedawna trzymałem w dosłownie 20-letnim pudle, które może być spokojnie eksponatem muzealnym. Jako, że mój komputer stał się centralnym punktem salonu, to trzeba było w końcu zamknąć go w coś eleganckiego. Wymiana mojej eleganckiej, małej obudowy na gamingową choinkę trochę gryzła się z wizualną koncepcją, ale kto wie, może nie będzie tak źle? Musicie mi tylko wybaczyć brak wprawy w estetycznym chowaniu kabli.

Specyfikacja:

  • wymiary 195 x 461 x 411 mm,
  • masa 5,8 kg,
  • 5 zatok dysków 2,5″
  • 2 zatoki dysków 3,5′
  • 7 miejsc na karty rozszerzeń,
  • maksymalna długość karty graficznej – 346 mm,
  • maksymalna wysokość chłodzenia procesora – 155 mm,
  • maksymalna długość zasilacza – 180 mm,
  • fabrycznie zamontowany jeden wentylator 120 mm.

Pomijając przeogromne pudło, do którego został zapakowany szary karton z obudową, w zestawie znajdziemy podstawowe akcesoria niezbędne do złożenia komputera – komplet śrubek i plastikowych zaczepów do ogarnięcia kabli.

Pierwsze wrażenia po wyjęciu z pudełka

Obudowa prezentuje się naprawdę dobrze. Metalowa, matowa konstrukcja, na pierwszy rzut oka bardzo porządnie wykonana i dobrze spasowana. Na jej przednim panelu znajdziemy logo producenta i wcięcie z lewej strony, co jak się później okaże, jest taśmą LED.

Na górze obudowy znajdziemy pakiet gniazd, włącznik i przycisk restartu oraz dodatkowy guzik do sterowania podświetleniem.

Prawy bok obudowy to typowa, metalowa ścianka. Za to z lewej strony mamy gwóźdź programu – taflę hartowanego szkła. To naprawdę solidny kawałek szkła. Gruby, ciężki i naprawdę efektownie wyglądający. Do tego stosunkowo łatwo brudzący się np. poprzez zbieranie odcisków palców, ale też bardzo wdzięczny jeśli chodzi o czyszczenie. Wystarczy go przetrzeć zwykłą szmatką.

Z tyłu mamy za to dziurę. Wielką, ziejącą dziurę i jeśli nie mamy na stanie zaślepki, która powinna być dodawana do płyty głównej, to w tym miejscu, po zamontowaniu podzespołów, będziemy mieć nadal wielką dziurę z gniazdami w środku. To jednak nie będzie takie proste w przypadku posiadaczy starszych i tańszych płyt głównych, do których producenci zazwyczaj nie dodają zaślepek w kolorze czarnym.

Warto też zwrócić uwagę na solidne, gumowe nóżki, które bardzo skutecznie zapobiegają przesuwaniu się obudowy oraz grille, które mamy tutaj dwa – na spodzie i na górze obudowy. O ile dolna siatka jest na stałe przytwierdzona do obudowy za pomocą zaczepów, tak górna ma od spodu magnesy, które utrzymują ją przymocowaną do konstrukcji.

Małym zgrzytem jest ewidentnie krzywo wycięta forma w dolnej części obudowy. Nie jest to jednak problemem, bo raz – kto normalny tam zagląda? Dwa – to nie jest obudowa za kilkaset grubych złotówek.

Pierwsze wrażenia obcowania z obudową okazały się być bardzo pozytywne. Zabieramy się zatem za pakowanie podzespołów.

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię