Chociaż FIFA 19 otrzymała ode mnie notę 8/10, to od początku pisałem, że potrzebuje wielu zmian. Z perspektywy czasu prawdopodobnie obniżyłbym notę o jeden czy nawet dwa punkty. Czy Kanadyjczycy z EA Sports nauczyli się na własnych błędach? Czas na recenzję najnowszej odsłony piłki kopanej, czyli gry o nazwie FIFA 20.

Życie recenzenta nie jest łatwe. O ile produkcje dla pojedynczego gracza można przejść w całości i wtedy dopiero ocenić, o tyle z grami online sytuacja jest bardziej skomplikowana. Nawet po intensywnym graniu ciężko wyłapać wszystkie wady, które ujawniają się z czasem, gdy do gry wchodzą wszyscy zainteresowani daną produkcją. Nie inaczej jest w przypadku FIFY 20. Recenzowanie tego typu produkcji jest bardzo trudne, ale postaram się opisać wszystkie wady i zalety produkcji EA Sports. Tekst ten traktujcie bardziej jako rozszerzone, pierwsze wrażenia.

Największa nowość – uliczne mecze w trybie Volta

Zacznę od największej nowości nowej FIFY, czyli Volta, dzięki któremu piłka kopana wróciła na ulice i hale. Prawdę mówiąc, to trudno traktować to tylko jako osobny tryb. Można powiedzieć, że Volta to zupełnie osobna gra. Mecze wyglądają zupełnie inaczej i niewiele mają wspólnego z pojedynkami 11 na 11. W Volta to sztuczki techniczne i ośmieszanie przeciwnika są najważniejsze. Jasne, wygrywa się strzelonymi bramkami, ale to nie gole dają największą satysfakcję. Chociaż jest jeden punkt wspólny – granie z botem nie daje takiej frajdy, jak pojedynki online lub ze znajomymi. Uliczni piłkarze, sterowani przez sztuczną inteligencję, zachowują się podobnie do boiska trawiastego. Grają z kontry, rozgrywają piłkę i dążą do zdobycia bramki. Nie ma w tym zabawy i szaleństwa.

Tryb Volta to też fabuła. Niezbyt ciekawa i sztampowa, ale jest. Nasi rywale są oczywiście zbyt pewni siebie, a naszym zadaniem jest sprowadzenie ich na ziemię. To takie zastępstwo bo zakończeniu historii Alexa Huntera. Przyznam szczerze – nie zagrałem całości, bo mnie to po prostu znudziło. Największym problemem jest komputerowo sterowany przeciwnik, o którym pisałem już wcześniej. Jeśli lubicie mecze przeciwko botowi i proste, przewidywalne historie, to fabuła w Volta może przypaść Wam do gustu. Ja wolę ten czas przeznaczyć na szlifowanie swojej drużyny w Ultimate Team.

Crème de la Crème, czyli FIFA Ultimate Team

Ale nie oszukujmy się – najważniejszy trybem dla większości miłośników FIFY jest Ultimate Team. To w nim budujemy zespół z trafionych w paczkach kart i staramy się przebić do jak najwyższej ligi, a w ligach weekendowych zdobyć jak najwyższą rangę i tym samym lepsze nagrody. Zmian jednak nie ma wiele i są one raczej kosmetyczne. Pojawiło się dużo więcej zadań, za wykonywanie których dostajemy punkty doświadczenia. Im wyższy zdobędziemy poziom, tym lepszą nagrodę dostaniemy. Nie ma co się oszukiwać – działa to trochę jak przepustka sezonowa w Fortnite, ale nie widzę w tym nic złego. To raczej standardowe zachęcenie do jak najczęstszego grania.

Duży plus należy się EA Sports za to, że granie ze znajomymi meczów towarzyskich zespołami Ultimate Team nie zużywa już kondycji, kontraktów i nie jest obarczone ryzykiem kontuzji lub czerwonej kartki. W tym trybie chodzi przecież o zabawę i szkoda, aby miała ona wpływ np. na Ligę Weekendową. Poza tym to teraz doskonała okazja, aby wypróbować nowych graczy, formacje czy wytyczne dla zespołu i zawodników. Poza tym to ten sam FUT co zawsze, czyli granie meczów, zdobywanie nagród, otwieranie paczek i budowanie własnego składu. To w mojej ocenie najlepszy i zarazem najprzyjemniejszy tryb w FIFA 20.

Co z pozostałymi trybami?

Mniejszych lub większych zmian doczekały się również inne tryby rozgrywki. Miłym dodatkiem w karierze jest większy wpływ menadżera na morale zespołu. Zawodnicy reagują na nasze wypowiedzi w trakcie konferencji prasowych. Możemy też pogadać z nimi osobiście. Zdecydowanie poprawia to immersję. Jeszcze lepiej możemy wczuć się w rolę osoby zarządzającej klubem. Szkoda, że szybko rozmowy stają się monotonne. Pytania i możliwe odpowiedzi cały czas się powtarzają i zaczynają irytować.

Warto wspomnieć też o House Rules. Przede wszystkim, mecze tego typu możemy teraz rozgrywać również drużynami FIFA Ultimate Team. Poza tym pojawiły się dwa nowe sposoby na grę. W pierwszym musimy przetrzymywać piłkę w określonej strefie boiska, zanim w ogóle spróbujemy zdobyć bramkę. Drugi jest zdecydowanie bardziej szalony i ciekawszy. W nim co chwilę zmienia się ulepszenie, jakie otrzymuje drużyna znajdująca się przy piłce. Może to być np. ulepszenie strzałów, większa prędkość biegu lub bardziej precyzyjny drybling. Poza tym bramka może liczyć się za jeden, dwa lub trzy punkty, więc wyniki rzędu 15:12 nie są niczym nadzwyczajnym.

Co się dzieje na boisku?

Jestem jednak przekonany, że najbardziej ciekawi Was to, co dzieje się na boisku, czyli jak zmieniła się rozgrywka w FIFA 20 w porównaniu z 19. Na pierwszy rzut oka lub śledząc streamy, może się wydawać, że zmian nie ma wiele. Od razu mówię, że nie mogę się z tym zgodzić. W dwudziestkę gra się zupełnie inaczej. Mecze stały się duuuuużo wolniejsze. Jak na mój gust, to są trochę zbyt wolne. Jednocześnie przełożyło się to na bardziej taktyczne rozgrywanie piłki, które powinno promować lepszych graczy, świadomych tego, jak rozgrywać piłkę. Oczywiście nie wyklucza to też szybkich kontr. Te są jak najbardziej możliwe. Po tych kilkunastu godzinach wydaje się, że rozgrywka została dobrze wyważona. To trochę klepania piłki, a trochę szybkich podań do przodu. Jedyne, co mi się nie podoba, to faworyzowanie akcji rozgrywanych skrzydłami. Przebicie się szybkimi bocznymi jest dużo łatwiejsze niż środkiem pola.

Zapomnijcie też o podaniach przed pole karne i strzałach z pierwszej piłki, nawet zawodnikami będącymi tyłem do bramki. Dla mnie to była największa wada FIFY 19, która szybko zniechęciła mnie do meczów online. Mogłem rozgrywać piłkę, kreować akcje i mieć przewagę nad przeciwnikiem, ale wystarczyły dwa dobre precyzyjne wykończenia i traciłem 2 bramki, które było trudno odrobić. Ktoś może powiedzieć, że też mogłem korzystać z tzw. timefinishingu, ale nie uważam, aby gra oparta na tego typu rozwiązaniach była sprawiedliwa. Oczywiście w FIFIE 20 nadal mamy precyzyjne wykończenie, ale jest ono dużo mniej skuteczne. Tym razem trzeba mieć naprawdę dobrą pozycję, aby strzelić bramkę. Ładowanie piłki w samo okienko nie zniknęło, ale będzie dużo, dużo, dużo rzadsze.

Wypadałoby też napisać co nieco o nowym sposobie wykonywania rzutów wolnych i karnych, ale muszę być z Wami szczery – jeszcze nie do końca je ogarnąłem. Początkowo na pewno wymagają przyzwyczajenia i odpalenia gier treningowych, ale na ten moment wydaje mi się, że to dużo lepsze rozwiązanie niż wcześniej, przynajmniej przy rzutach wolnych. Daje większe możliwości rozegrania piłki. Co innego rzuty karne. Te, przynajmniej w normalnej piłce, są świetną okazją na strzelnie bramki. W FIFIE 20 jest to chyba trochę zbyt trudne. Ale każda zmiana jest dobra. Stałe fragmenty gry zawsze były problematyczne i na pewno warto poszukać dla nich nowej formuły. Nie wiem czy aktualnie zaproponowana będzie dobra, ale lepsze to niż stagnacja i zostanie przy starym.

Niestety, nie wszystko jest takie piękne. Pierwsze kilkadziesiąt meczów utwierdziło mnie w przekonaniu, że szybki patch będzie potrzebny. Przede wszystkim pada zdecydowanie zbyt dużo przypadkowych bramek. Co chwilę zdarzają się tzw. wylewy – obrońcy przewracają się o siebie nawzajem, piłka spada losowo pod nogi przeciwnika, bramkarz mija się z ledwo lecącą piłką lub zawodnik nie jest w stanie wybić piłki, która znajduje się pod jego nogami. Jest tego naprawdę dużo! Często też piłka nie trafia do tego zawodnika, do którego kierowaliśmy podanie. No i wreszcie – sędziowie. Jak zwykle jest z tym straszny problem. Przykład? Miałem sytuację sam na sam. Bramkarz sfaulował mojego napastnika i nie dostał czerwonej kartki. Nie dostał żadnej kartki, tylko upomnienie, więc faul był. W tym samym meczu mój obrońca przepychał się barkiem z napastnikiem. Ten nie był w sytuacji sam na sam ani nawet się nie przewrócił. Pomimo tego ja kartkę czerwoną dostałem…

Oprawa jest ważna

Jak zwykle, pod względem technicznym, FIFA 20 stoi na wysokim poziomie. Oprawa audiowizualna cieszy oko i ucho, chociaż znowu PES wypada lepiej pod względem odwzorowania twarzy piłkarzy. Koronny argument to Krzysztof Piątek, który został polskim ambasadorem FIFA 20. Szkoda, że nie został prawidłowo odwzorowany w samej grze. Natomiast u konkurencji wygląda jak… Krzysztof Piątek. Poza tym mamy mnóstwo licencji, najważniejsze rozgrywki klubowe i mnóstwo zespołów do wyboru. Najbardziej bolesny jest brak Juventusu, zamiast którego mamy Piemonte Calcio. Na szczęście wszyscy zawodnicy turyńskiego zespołu mają prawdziwe nazwiska, w tym nasz Polak rodak – Wojtek Szczęsny.

Podsumowanie

FIFA 20 to dobra i pod względem rozgrywki inna gra niż FIFA 19. Jak już mówiłem – traktujcie ten tekst jako rozszerzone pierwsze wrażenia, bo zapewne sami wiecie, że znalezienie wszystkich smaczków w tego typu produkcji jest po prostu trudne. Wiele rzeczy zacznie wychodzić dopiero po kilku tygodniach, gdy zapełnia się serwery EA Sports. Na ten moment to gra obiecująca, która podoba mi się bardziej niż poprzedniczka. Nie wszystko poszło dobrze. Tryb Volta jest miłym dodatkiem, ale granie z botem (także w trybie fabularnym) szybko nudzi i irytuje. Rozgrywka mogłaby być też minimalnie szybsza, ale podoba mi się większe skupienie na rozegraniu taktycznym zamiast strzałach zza pola karnego. Jeśli zastanawialiście się czy warto inwestować w FIFĘ 20, to moim zdaniem jak najbardziej tak.

Ocena: 7/10

Zalety

  • Wolniejsza, bardziej taktyczna rozgrywka
  • Świetna oprawa
  • Licencje na prawie wszystko
  • Mniejsze lub większe zmiany we wszystkich trybach
  • Nowe stałe fragmenty gry
  • Tryb Volta

Wady

  • Tryb Volta dla jednego gracza
  • Trochę zbyt wolna rozgrywka
  • Nie wszystkie zmiany są dobre
  • Dużo losowych bramek
  • Praca sędziów

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię