Strona głównaGryAktualnościPolitycy poszli na walkę z cenami na Steam

Politycy poszli na walkę z cenami na Steam

Politycy w końcu wzięli się za robotę i zainteresowali cenami gier na Steam – po fali krytyki ze strony graczy i kilku miesiącach działań społeczności #PolishOurPrices sprawą oficjalnie zajmuje się UOKiK. Kilka osób z Wiejskiej stwierdziło, że może na tym napić kilka politycznych punków na szczęście z korzyścią dla graczy.

O co chodzi? Konkretnie chodzi o przelicznik walut stosowany przez Valve przy ustalaniu „sugerowanych cen regionalnych” dla Polski. Steam nadal opiera polskie ceny na kursie dolara z czasów słabego złotego – w praktyce liczy, jakby 1 dolar kosztował około 4,50–4,60 zł, podczas gdy realny kurs od dawna kręci się bliżej 3,50–3,60 zł.

Efekt jest prosty i bolesny: gry w złotówkach potrafią kosztować nawet o ponad 20% więcej niż ich odpowiedniki w dolarach czy euro. Przykład podawany przez inicjatywę #PolishOurPrices to choćby remaster Obliviona – Amerykanie płacą w przeliczeniu ok. 178 zł, podczas gdy Polacy 249 zł za ten sam produkt cyfrowy. Bolączka jest też taka, że nie można zwyczajnie zmienić waluty rozliczenia i płacić w dolarach, co pewnie spore grono graczy by uczyniło i wyszło na tym na plus.

Większość wydawców nie ustala cen ręcznie, tylko korzysta z „propozycji” Steama dla poszczególnych regionów. Skoro sugerowana cena na Polskę jest przewartościowana, to cała oferta w naszym regionie robi się sztucznie droga – bez żadnego związku z realnym kursem walut czy siłą nabywczą.

Skąd cała afera?

Ogień nie został wzniecony ani przez polityków, ani przez urzędów, tylko samych graczy.
W sieci ruszyły m.in. inicjatywa #PolishOurPrices – monitorująca setki tytułów na Steamie i pokazująca konkretne różnice cen między regionami. Oraz akcja „Kurs na Steam”, nagłaśniająca problem nieaktualnego przelicznika dolara na złotówkę.

Za działaniami stały m.in. twórcy podcastu MKwadrat oraz serwisy Łowcy Gier i GRYOnline, które zaczęły systematycznie porównywać ceny i nagłaśniać sprawę wśród graczy. Z czasem inicjatywa przebiła się do mainstreamu – temat opisywały portale technologiczne i biznesowe, a także zagraniczne media branżowe.

Według danych z PolishOurPrices, wciąż aktywnie monitorowanych jest ponad 400 gier, których ceny w Polsce są nieadekwatne do kursu walut i często wyższe niż w bogatszych krajach UE czy USA. To właśnie te zestawienia stały się bazą do kolejnych kroków – tym razem już na poziomie państwowych instytucji.

UOKiK wchodzi do gry

Napór społeczności sprawił, że temat trafił na biurko Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie cen gier na Steamie – na razie „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnej firmie, co oznacza etap zbierania danych i analiz.

Urząd bada, czy polityka cenowa handlu grami nie narusza przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów. Oraz nie dochodzi do nadużycia pozycji rynkowej albo nieuczciwego traktowania polskich klientów w porównaniu z innymi rynkami.

UOKiK zaznacza, że przygląda się całemu segmentowi cyfrowej dystrybucji gier, a nie tylko Valve. Oznacza to, że pod lupą są również inni dystrybutorzy – w tym m.in. PlayStation Store, Epic Games Store czy GOG, jeśli także korzystają z podobnych, nieaktualizowanych przeliczników.​

Procedura może potrwać – najpierw analiza, potem ewentualne postępowanie antymonopolowe, a dopiero na końcu realne decyzje lub sankcje. Mimo to już sama informacja o działaniach urzędu wywarła presję: coraz więcej wydawców zaczęło samodzielnie obniżać ceny swoich gier na polskim Steamie, a sprawa stała się dla branży „nie do zignorowania”.

Lewica oficjalnie staje po stronie graczy

Do gry weszli też politycy, głównie przedstawiciele Lewicy. Wiceminister cyfryzacji Łukasz Michnik oraz poseł Dariusz Standerski zapowiedzieli wsparcie dla inicjatywy #PolishOurPrices i skierowali do UOKiK oficjalne pisma w sprawie polskich cen na Steamie.

Lewica w oświadczeniach i materiałach wideo podkreśla, że polscy gracze mogą przepłacać za gry na Steamie nawet do 20% względem innych regionów. Cyfrowa rozrywka to dziś ważny fragment gospodarki i kultury, więc powinna opierać się na uczciwych zasadach. Polski konsument powinien mieć takie same warunki jak gracz z innych krajów UE.

To już kolejna interwencja – politycy dołączają do akcji trwającej od 2024 roku, dając jej polityczne „plecy” i zwiększając szanse na to, że UOKiK faktycznie doprowadzi sprawę do końca.

Co może się zmienić dla graczy?

Scenariusze są różne, ale najczęściej mówi się o kilku możliwych efektach. Przede wszystkim aktualizacja przelicznika walut na Steamie dla Polski (bliżej realnego kursu dolara). Wytyczne lub decyzje UOKiK dotyczące sposobu ustalania cen w złotówkach w sklepach cyfrowych. Oraz silniejsze motywowanie wydawców, by nie korzystali ślepo z „sugerowanych” cen platform, tylko dostosowywali je do rynku lokalnego.

Jeśli urząd stwierdzi naruszenie przepisów, może wszcząć formalne postępowanie antymonopolowe – w skrajnym przypadku kończące się karami finansowymi lub wymuszeniem zmian w polityce cenowej. Szkoda tylko, że graczom nikt już nie zwróci kasy, za gry, które przepłacili. Już teraz jednak presja społeczna i zainteresowanie polityków sprawiły, że temat „polskiej drożyzny” przestał być tylko wątkiem na forach, a stał się realnym problemem regulacyjnym.

Teraz niestety pozostaje czekać. Tylko potem ktoś się dziwi, dlaczego gracze tak chętnie kupują kody z niepewnego źródła.

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

SoSlowGamer
SoSlowGamer
Redaktor, szef działu retro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię