Advertisement
Strona główna Esport Przed PlayerUnknown’s Battlegrounds stoi ogromne wyzwanie i wątpię, że mu podoła

Przed PlayerUnknown’s Battlegrounds stoi ogromne wyzwanie i wątpię, że mu podoła

- Reklama -

Niemal wszyscy piszą o PUBG w samych superlatywach. Nie ma czemu się dziwić – 10 mln sprzedanych kopii i pobity rekord wszechczasów w liczbie jednocześnie grających osób mówiąc same za siebie. Jednak przed PlayerUnknown’s Battlegrounds stoi ogromne wyzwanie, któremu ciężko będzie podołać.

Z tego wyzwania doskonale zdaje sobie sprawę twórca PlayerUnknown’s Battlegrounds – Brendan Greene, który wziął udział w sesji AMA na Reddicie. Starał się uczciwie i wyczerpująco odpowiadać na wszystkie pytania. Jedno dotyczyło kwestii esportowej i trudności w organizacji pierwszego turnieju z 80 komputerami podłączonymi na jednym LAN-ie. Greene przyznał, że było to bardzo trudne, ale zespół współpracuje z organizatorami turniejów i samymi zespołami, aby lepiej wprowadzić battle royale do świata esportu.

Jedno jest pewne – pierwszy turniej obnażył liczne problemy PlayerUnknown’s Battlegrounds. Pomijam już kwestie problemów technicznych, które zdarzają się na dużo większych turniejach i są czymś, czego często nie da się uniknąć. Dużo większym problemem jest sama gra. Przede wszystkim trudno ogarnąć aż 80 osób na mapie, aby pokazać najważniejsze wydarzenia i zawsze być w centrum akcji. Brak doświadczenia z podobnymi tytułami wcale tego nie ułatwia. Jestem przekonany, że z czasem organizatorzy nauczą się lepiej pokazywać to, co dzieje się na mapie, ale nie wyobrażam sobie, aby całkowicie zniwelować chaos. W końcu mowa o 80 jednocześnie konkurujących ze sobą zawodnikach.

Poza tym PUBG w wersji esportowej wymagałby bardzo konkretnych i restrykcyjnych regulacji. Stawka turnieju była niezwykle wysoka, co skłoniło graczy do bardzo bezpiecznej i mało widowiskowej gry. Gracze PlayerUnknown’s Battlegrounds lub osoby oglądające grę na streamach na pewno przyzwyczajeni są do akcji. Szybkie lootowanie, kolejne potyczki z przeciwnikami, uciekanie przed zmniejszająca się strefą walki – to znaki rozpoznawcze PUBG-a. Szkoda, że nie było tego widać w trakcie zawodów.

Zawodnicy zawsze wybierali wariant bezpieczny. Najważniejsze było przeżycie. Do absurdalnej wręcz sytuacji doszło pod koniec rozgrywki, gdy strefa znajdowała się przy plaży. Część zawodników siedziała bezpiecznie w wodzie, czekają na kolejną strefę. Ale nie to było najgorsze. Zawodnicy jednej z drużyn wysłali swojego kolegę poza strefę, pozostawiając mu kilkadziesiąt bandaży. W ten sposób mógł się leczyć, całkowicie unikając walki. Czy tak powinno to wyglądać? Zdecydowanie nie. Trudno będzie utrzymać widza przy PlayerUnknown’s Battlegrounds, gdy przez pierwsze kilkanaście lub kilkadziesiąt minut praktycznie nic się nie dzieje.

Nie jestem pewien, czy twórcy są w stanie sobie z tym poradzić. No bo co tak naprawdę mogliby zrobić? Zabronić pływania w wodzie lub leczenia się w strefie? To niewykonalne. Pierwszy turniej PlayerUnknown’s Battlegrounds miał pulę nagród w wysokości 350 tys. dolarów. To sporo jak na debiutujący tytuł. Jednak nie sądzę, aby PUBG stał się esportowym hitem, nawet pomimo ogromnych chęci twórców. Stworzyć dobrą grę, a stworzyć dobrą grę esportową to jednak dwie zupełnie różne kwestie.

Źródło: Dot Esports, tomaszalicki.pl

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

Damian Jaroszewski
Damian Jaroszewski
Redaktor prowadzący, szef działów esport i hardware

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię

GORĄCE RECENZJE