Mimo głośnej premiery Rage 2, którego wyczekiwała ostatnio większość graczy, uwagę niektórych osób udało się zwrócić w stronę innego tytułu. Krótkiej, fantastycznej historii o młodym rodzeństwie szukającym ratunku w przerażającym świecie ogarniętym czarną śmiercią.

Fabuła kluczem do sukcesu

Już na samym wstępie powiem, że A Plague Tale: Innocence to kawał świetnej gry, która zainteresuje nie tylko graczy poszukującej nowej, wciągającej przygody, ale również fanów dobrego kina. Jest to tytuł napędzany przede wszystkim przez świetny scenariusz, doskonale budowanie napięcie, świetną muzykę oraz kreatywność, jakiej pozazdrościć mogłoby twórcom wiele artystów. Chociaż gameplay odgrywa kluczową rolę w tym doświadczeniu, funkcjonuje tutaj bardziej jako sposób na odkrywanie kolejnych fragmentów intrygi, niż wyzwanie mające na celu zmuszać graczy do rozpisywania w notatniku skomplikowanych zagadek.

W grze wcielamy się w rolę nastoletniej córki rycerza, Amicii. Początek zapowiada istną sielankę na kolorowym, uroczym folwarku. Dziewczyna świetnie strzela z procy, ojciec uczy ją kolejnych technik swojego fachu, a jej boku nie opuszcza wierny pies, Lion. Asobo Studio nie czekało jednak długo ze zrujnowaniem pięknego, kolorowego życia na wsi. Już z pierwszych dialogów dowiadujemy się, że życie całej rodziny nie jest pozbawione problemów. W centrum zainteresowania rodziny jest bowiem 5-letni Hugo, ciężko chory brat Amicii.

Jak się szybko okazuje, choroba Hugo oraz jej geneza wykracza daleko poza kompetencje większości mieszkańców folwarku, co przykuwa uwagę Inkwizycji. Kiedy siłą wchodzą na posiadłość i próbują wyrwać dziecko z rąk kochającej matki, to Amicia staje się odpowiedzialna za swojego brata. Młoda dziewczyna, która nie miała okazji wcześniej zapoznać się z Hugo, teraz bierze go za rękę i obiecuje uratowanie z tej okrutnej sytuacji. Przez ogarniętą plagą Francję przemierzają w poszukiwaniu ratunku.

Nagle z kolorowego, ślicznego folwarku oraz pozornej sielanki z wygadaną nastolatką w roli głównej przechodzimy w przerażające XIV-wieczne miasteczka pełne nieboszczyków, bezsilnych mieszkańców i brutalnej Inkwizycji. W reszcie świata nie ma już absolutnie nic uroczego. Napędzani chęcią pomocy młodszemu bratu oraz znalezienia antidotum na pogarszającą się chorobę, odwiedzamy kolejne, zgrabnie przedstawiane przez grę lokacje, obserwując pogłębiający się problem Francuzów oraz intrygę, która z godziny na godzinę zaczyna nabierać coraz więcej sensu.

Rozgrywka to zdecydowanie bohater drugoplanowy

A Plague Tale to jednak nie tylko ciężka, wciągająca historia, ale również gameplay. Gameplay, który prawdopodobnie zniknie z Waszej pamięci znacznie szybciej niż zakończenie scenariusza. Chociaż generalnie grę nazwać można po prostu przygodową, tak samo pasuje do niej również miano skradanki. Do większości sytuacji będziemy bowiem podchodzić po cichu, przemykając się pomiędzy podstawianymi co chwila przez twórców NPC. Agresja nie jest zbyt opłacalna, 15-latka i tak nie da rady pozbyć się całej Inkwizycji, więc lepiej unikać wszelkiego kontaktu z opancerzonymi brutalami.

Nie oznacza to jednak, że gra pozbawia nas jakiejkolwiek możliwości do walki. W wielu przypadkach, kiedy zostajemy wykryci przez nieprzyjaciela albo chcemy po cichu pozbyć się kogoś, kto blokuje naszą drogę, oprócz standardowych dla gatunku mechanik pokroju odwracania uwagi wroga rzucanymi kamieniami, można również skorzystać z procy. Jeden pocisk wycelowany między oczy przeciwnika zwala go z nóg i sprawia, że zawartość jego kieszeni zyskuje nową, sprytną właścicielkę.

Dodatkowo rozgrywkę urozmaica również alchemia. Co jakiś czas w grze spotykamy nowe osoby, które dołączają do naszej grupy, opowiadają nam swoje historie i za każdym razem wnoszą coś również do mechanicznej strony gry. Czasami możemy polecić komuś wyważenie drzwi, otworzenie zamkniętej na klucz skrzynki albo zwyczajną pomoc w rozwiązaniu prostej zagadki. Postaci są bardzo sprawnie wplatane w rozgrywkę przez twórców, szybko dogadują się z Amicią i już po kilku minutach zaczynają wydawać się absolutnie niezastąpieni.

Sama alchemia to w praktyce rozwinięcie prostego systemu craftingu, jaki oferuje A Plague Tale. Znajdowane przy okazji eksplorowania niewielkich lokacji przedmioty, takie jak skóra, alkohol czy tekstylia, pozwalają nie tylko ulepszać naszą procę czy głębokość kieszeni, ale tworzyć również proste mikstury jednorazowego użytku ułatwiające radzenie sobie z przeciwnościami losu. W praktyce twórcy oferują tym bardzo ciekawy system wymuszający na graczu trudną decyzję. Korzystanie z alchemii i ułatwianie rozwiązywanie kolejnych zagadek logicznych wykorzystuje bowiem nasze zasoby potrzebne do ulepszania ekwipunku.

Świat opanowany przez szczury

Co jednak odróżnia A Plague Tale od większości tego typu gier, zarówno pod względem fabularnym, jak i mechanicznym, jest tytułowa plaga. Średniowieczna czarna śmierć została przez Asobo Studio przedstawiona jako setki tysięcy groźnych, piskliwych szczurów. W rezultacie na drodze Amicii, Hugo oraz spotykanych przy okazji kolejnych zagadek przyjaciół, staje nie tylko Inwkizycja, ale również tysiące małych zwierzątek, których jedyną słabą stroną jest ogień.

Elementy skradania oraz ucieczki przed Inkwizycją przeplatają się w rezultacie z prostymi, logicznymi poziomami na zasadzie „Przejdź z punktu A do punktu B”. Każda położona w cieniu powierzchnia jest opanowana przez szczury, a nas uratować może tylko odpowiednie zarządzanie dostępnymi źródłami światła. Również pod tym względem pomaga nam alchemia.

Crafting, oryginalny motyw ze szczurami czy precyzyjne strzały z procy nie zmieniają jednak faktu, że rozgrywka w A Plague Tale jest wyłącznie dodatkiem. Daleko oczywiście grze do słynnych „symulatorów chodzenia”, ale jednocześnie nie oferuje ona wyzwania, które miałoby dostarczyć wystarczającą satysfakcję bardziej wymagającym graczom. Najsłabszym elementem gry są zdecydowanie częste elementy skradanki. Chociaż nasza proca nieco urozmaica nużący już pod koniec gameplay, początki to zwyczajne kucanie za drewnianą skrzynką w oczekiwaniu, aż wróg odwróci się do nas plecami.

Przemyślane prowadzenie fabuły

W rozgrywkę zostało włożone jednak na tyle wysiłku, żeby stworzyć mechaniki wystarczające do satysfakcjonującego odkrywania kolejnych tajemnic przedstawionego świata. Pod tym względem A Plague Tale po prostu błyszczy. Scenariusz jest kapitalny, proste dialogi podczas pozornie rutynowych czynności budują więź pomiędzy graczem a postaciami. Dodatkowo gra została również naszpikowana mnóstwem cutscenek. Większość z nich to głównie rozmowy pomiędzy bohaterami w kluczowych momentach fabuły, jednak fakt, że nie odbywają się one wtedy, kiedy rozmyślamy nad kolejnym ulepszeniem do procy, bardzo mocno wpływa na imersję.

A Plague Tale zasługuje na pochwałę za całe prowadzenie swojej fabuły oraz umiejętne wykorzystywanie charakterystycznych elementów gry wideo, żeby spotęgować emocje związane z odkrywanymi sekretami. Świetnie wpływa również na to odpowiednie tempo rozgrywki, liczne cutscenki oraz doskonale dobrana muzyka, która regularnie potrafi kilkoma dźwiękami wprowadzać nas w dobrze znane wszystkim graczom poczucie niepokoju. Im dłużej gramy, tym częściej wracamy do tego stanu, kiedy zaczynamy oczekiwać jakiegoś przełomowego, przykrego zdarzenia. Czujemy w powietrzu, że coś się zaraz wydarzy.

Asobo Studio zdecydowało się jednak na kilka rozwiązań, które na pewno nie przypadną wszystkim do gustu. Gra zaczyna się bowiem w miarę spokojnie. Przedstawiana historia wydaje się bardzo rzeczywista, tworząc pozory przedstawiania realnej fabuły rodem ze średniowiecza. Kolejne omijane hordy szczurów oraz poznawane tajniki alchemii wprowadzają jednak do A Plague Tale dużo więcej elementów fantastycznych. Coś, co zaczyna się niczym prosta historia o rodzinnej miłości i bratersko-siostrzanej więzi, kończy się sceną wyjętą z filmu fantasy.

Gdzieś, w idealnym świecie, gdzie Asobo ma znacznie więcej pieniędzy i czasu na stworzenie swojej gry, istnieje pewnie rzeczywistość, w której potencjał A Plague Tale został w pełni wykorzystany. Zdarzają się bowiem podczas naszego 8-godzinnego przejścia momenty wręcz błagające o rozwinięcie, o jakieś konsekwencje. Wystarczy spojrzeć na to, z jaką łatwością 15-letnia dziewczyna morduje członków Inkwizycji. Chociaż przy pierwszym zabójstwie pojawia się chwila na zawahanie, ostatecznie nie ma to na naszych bohaterów większego wpływu.

Końcówka zdaje się przyspieszać, pędzić w stronę zakończenia, a w całej grze nie znalazło się zbyt wiele momentów, żeby przystanąć, zastanowić się nad wydarzeniami i przetrawić to, co wydarzyło się do tego momentu. Może w grze tak mocno skupionej na fabule dodatkowe elementy moralne uczyniłyby rozgrywkę irytującą, jednak nie jest to dla mnie wystarczającym argumentem, żeby nie przestać zastanawiać się, co by było gdyby.

 

A Plague Tale to fabularna perełka, która na szczęście z każdym kolejnym dniem zyskuje coraz większy rozgłos. Asobo Studio stworzyło piękną, poruszającą historię zasługującą na uwagę wszystkich miłośników singleplayerów. W kilka wieczorów przywiązujemy się do Amicii i Hugo, razem z nimi odkrywamy sekrety przedstawionego świata, a kiedy historia wreszcie dobiega końca, po cichu liczymy na to, że podobne sukcesy zachęcą innych do tworzenia oraz wcielania w życie tak kreatywnych i potrzebnych w naszej branży scenariuszy.

 

Ocena 8/10

Zalety

  • fabuła
  • scenariusz
  • muzyka
  • proste, satysfakcjonujące zagadki
  • sposób prowadzenia historii

Wady

  • gameplay momentami nużący
  • brak wyzwania dla graczy oczekujących wyższego poziomu trudności

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię