Strona główna Recenzje Gry The Medium - kolejne polskie dzieło eksportowe?

The Medium – kolejne polskie dzieło eksportowe? [recenzja]

- Reklama -

Są gry, dla których wskakuje się na hype-train, i które często “nie dowożą”. Są też takie bardziej schowane w cieniu, a gdy wyjdą – robią furorę. Tak jak The Medium.

Już dawno za nami okres, kiedy polskie gry były kojarzone z przaśnością i byciem crapami, wyśmiewanymi na łamach prasy i zbierającymi oceny co najwyżej w okolicach 3/10. Wiedźmin, Cyberpunk 2077, Dying Light, Painkiller, Zaginięcie Ethana Cartera czy Layers of Fear – to tylko nieliczne przykłady tytułów, które podbiły serca graczy i zapisały się na kartach historii. Twórcy tej ostatniej, Bloober Team, wydali w 2021 roku grę The Medium, którą nazywają swoim “opus magnum” i choć z początku nie przykuwała ona szerszego zainteresowania, finalnie okazała się kolejnym produktem, którego absolutnie nie możemy się wstydzić. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Triumfalny powrót przygodówek

Pierwszy raz o The Medium mogliśmy się dowiedzieć w trakcie jednego z pokazów konsoli Xbox Series X, gdzie została przedstawiona jako jeden z exclusive’ów na nowego Xboxa i PC. I faktycznie, niedługo potem okazało się, że The Medium nie ukaże się (przynajmniej póki co) nie tylko na konsole Sony – Bloober zrezygnował nawet z wydania na starsze Xboxy. Jakże bardzo brakowało tego ruchu ze strony CD Projekt RED przy okazji Cyberpunka…

The Medium z początku na mojej prywatnej liście trafiło do kategorii gier “no ciekawe, może kiedyś zagram, ale nie mam parcia”. Jednak im bliżej premiery byliśmy, tym bardziej rosło moje zainteresowanie. I teraz mogę Wam już z czystym sumieniem powiedzieć, że w The Medium zagrać zdecydowanie należy. Z jednym wyjątkiem – jeśli szukacie tutaj klimatów typowego horroru – nie znajdziecie ich. Wiem, że Bloober Team jest kojarzony z tego rodzaju grami, a samo The Medium często było zapowiadane jako horror, ale nie, ta gra nim nie jest. To odświeżone podejście do – wydawać by się mogło, wymarłego już – gatunku przygodówek. Nie jest to co prawda tak hardcorowe point’n’click, jak te z lat 90, ale nadal w grze dużo więcej aspektów właśnie rodem z przygodówek niż z horroru. W grze występuje dosłownie jeden jumpscare i dosłownie trzy lub cztery sytuacje ucieczki przed… czymś dużym i złym. Jeśli oczekujecie tutaj ciągłego poczucia zagrożenia, takiego jak chociażby w remake’u Resident Evil 2, gdzie główny złodupiec wiecznie deptał Wam po piętach – tutaj jest on “przywiązany” do określonej lokacji.

Mroki Polski i PRL-u

Ok, skoro mity na temat gry mamy rozwiane, możemy skupić się na tym, czym gra jest. Już wspomniałem, że to przygodówka, o niezwykle mrocznym i ciężkim klimacie a’la thriller. Jeśli widzieliście kiedyś ekranizację Lśnienia – to właśnie z nim najbardziej skojarzył mi się klimat The Medium. Dodajcie do tego oprawę graficzną rodem z twórczości Zdzisława Beksińskiego i jego wykręcone wizje alternatywnych rzeczywistości – którymi mocno inspirowali się twórcy gry – to będzie dokładnie ta mieszanka.

Akcja dzieje się w Polsce (w Krakowie oraz jego okolicach) z roku 1999, ale mnóstwo w niej nawiązań do okresu PRLu. Są to elementy wystroju wnętrz i wczesnych lat ‘90, całe budynki (hotel Niwa, w którym dzieje się akcja, wzorowany jest na istniejącej “Cracovii”), elementy otoczenia, “znajdźki” oraz nawiązania do polskiej historii – od czasów II Wojny Światowej aż do schyłku PRLu. Główna bohaterka to Marianna, obdarzona niezwykłym darem – a może przekleństwem – który pozwala jej zobaczyć alternatywną wizję rzeczywistości, zamieszkałą przez zmarłych. To właśnie ten świat inspirowany był przez obrazy Beksińskiego, co sprawia, że ilekroć zaglądamy na “drugą stronę”, klimat wylewa się z ekranu. Oprócz zaglądania na “drugą stronę lustra”, biorąc do ręki niektóre przedmioty, Marianna może odczytywać wspomnienia osób związane z danym przedmiotem i w ten sposób badać historię konkretnych lokacji oraz rozwiązywać zagadki. Poza jej niezwykłymi zdolnościami, o Mariannie z początku wiemy jedynie tyle, że pracowała ze swoim przybranym ojcem w domu pogrzebowym… a gdy po latach wróciła na stare śmieci, by pożegnać ojczyma, dostała tajemniczy telefon, który poprowadził ją w podróż ku mrokom przeszłości.

Patenty na klimat

Wspomniałem wcześniej, że na każdym kroku klimat wylewa się z ekranu. Takich sytuacji jest mnóstwo i są realizowane na wiele sposobów, nie tylko w momentach wizyt w zaświatach. Dzieje się to między innymi za sprawą “znajdziek” (pocztówek) rodem z PRLu, elementów otoczenia, takich jak plakaty i grafiki z “epoki”, oraz oczywiście dzieł Beksińskiego. Ci, którzy znają dobrze biografię artysty mogą się nawet doszukać pewnych nawiązań do niej w grze. Dodatkowym, ciekawym zabiegiem, mającym zwielokrotnić doznania gracza jest także opcja całkowitego ukrycia ekranu interfejsu. Rzadko spotykany zabieg – a szkoda. Autorzy zdecydowali się przemycić na ekran w zasadzie jedną jedyną informację – w zaświatach Marianna może czerpać “duchową energię”, która pozwala jej bronić się przed niektórymi przeciwnikami oraz wpływać na elementy otoczenia. Jej poziom gracz widzi nie jako standardowy pasek, a jako… świecący się na różnych poziomach rękaw. Genialne w swojej prostocie.

Beksiński i Giger

The Medium inspirowało się nie tylko elementami “polskości” – w grze w wielu momentach widać nawiązania do wielu starszych gier. Motyw z podziałem ekranu i dwiema wizjami świata (“naszą” i “drugą stroną”) jako żywo przypomina starą przygodówkę Darkseed z 1992. Tamten tytuł również bazował na wizjach artysty z bardzo mroczną, żeby nie powiedzieć “chorą” wyobraźnią – H. R. Gigera, twórcy postaci Aliena. Natomiast główna bohaterka The Medium bardzo mocno kojarzyła mi się z postacią Kate Walker z Syberii, chociaż to głównie za sprawą przede wszystkim jej wyglądu. W The Medium znajdziecie też nawiązania do dzieł Bloober Team, ale tych Wam już nie zdradzę.

Grafika i muzyka

Gra byłaby jednak niczym gdyby nie pasjonująca i wciągająca oraz rewelacyjnie napisana fabuła. Nic dziwnego, że Bloober Team opisuje The Medium jako swoje największe dzieło. Bardzo długo nic tu nie jest powiedziane wprost, gracz sam musi sobie stopniowo układać elementy historii w głowie, a ponieważ wątków jest mnóstwo – wcale nie jest to łatwym zadaniem. Fabuła przyciąga, “zmusza” do badania kolejnych zakamarków świata i sprawia, że ciężko nam się oderwać. Wszystko to spina w całość ścieżka dźwiękowa, autorstwa duetu kompozytorów – Arkadiusza Reikowskiego oraz Akiry Yamaoki. Japończyka powinniście kojarzyć za sprawą jego twórczości między innymi do wielu gier, w tym serii Silent Hill.

The-Medium-4

Grafika, poza jednym elementem, o którym za moment, to prawdziwy majstersztyk. Nie tylko w każdym elemencie wpasowuje się w klimat gry, ale jest po prostu doskonale wykonana, pełna detali i wcale nie będzie określeniem na wyrost, jeśli powiem, że sama w sobie jest takim małym dziełem sztuki. Elementy wyposażenia Niwy wyglądają tak, jakby dało się je w każdej chwili wziąć naprawdę do ręki, a otaczający hotel las i jego roślinność to jeden z najbardziej realistycznych tego rodzaju elementów w grach. Z drugiej jednak strony, ustawiona na sztywno kamera nie raz powodowała pójście w niewłaściwym kierunku albo nie trafienie w drzwi. Do tego momentami nabierałem podejrzeń na ile dana lokacja jest prawdziwym 3D – bo często w przygodówkach osadzenie kamery “na sztywno” pomagało w oszukaniu gracza, biegającego tak naprawdę na dwuwymiarowym tle.

Krótko o problemach The Medium

The Medium jest pod niemal każdym względem świetne, nie jest jednak idealne. Dwa pierwsze zarzuty mógłbym w zasadzie połączyć w jeden. Po pierwsze, rozgrywka jest krótka, nawet jak na dzisiejsze standardy – 6 do 8 godzin w zupełności wystarczy do poznania całej fabuły. A jednak, po zakończeniu mamy wrażenie, że nie poznaliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania. Jak wspomniałem, po drodze rozwiniętych zostaje mnóstwo wątków, które finalnie nie znajdują swojego końca. Myślę, że szersze opisanie tych historii mogło spokojnie przedłużyć rozgrywkę o jakieś 50%. Nawet główny wątek, którego dotyczy zakończenie, nie zostaje całkowicie zamknięty – liczę, że to celowe zagranie, którym autorzy pozostawili sobie furtkę dla drugiej części gry.

Natomiast z rzeczy już nie powiązanych z historią, a z czystych “technikaliów” gry, irytowały mnie trzy kwestie. Gra co jakiś czas funduje nam irytujące bieganie w tę i z powrotem by rozwiązać jakąś zagadkę, która ma popchnąć historię do przodu. Wiem, że często takie były i są przygodówki, ale o ile w The Medium większość takich zagadek ogranicza się do 3-4 lokacji (i to jest jeszcze do przeżycia), tak jedna zmusza do biegania po całym labiryncie przejść i schodów. Trochę psuje to tempo rozgrywki i wygląda jak sztucznie wepchnięty “zapychacz”, zaprojektowany tylko po to, by gracz spędził w grze dodatkowe pół godziny. Zdecydowanie zamiast takich zabiegów wolałbym wspomnianą, rozbudowaną o wątki poboczne historię. Drugi problem to mocno odstająca od prezencji gry, animacja głównej bohaterki. Ostatni raz tak drewnianą animację chodzenia i biegania widziałem… jakieś 10 lat temu? A bieganie się w The Medium przydaje, oj bardzo się przydaje….

Nie można też nie zwrócić uwagi na to, że gra nie może się zdecydować czy chce być po angielsku czy po polsku. Większość elementów “pisanych”, takich jak listy czy gazety, o dubbingu nie wspominając) jest po angielsku, z polskimi tłumaczeniami, ale są też pojedyncze obiekty z polskimi etykietkami. Poza tym, gra tworzona przez polskie studio, wydana na rodzimym rynku i dziejąca się w Polsce, z tyloma charakterystycznymi elementami powinna być po polsku, z angielskim tłumaczeniem – nie na odwrót. Najbardziej uderzyła mnie “po oczach” tablica informacyjna na ogrodzeniu Niwy, ostrzegająca o niebezpieczeństwie związanym z fatalnym stanem budynku. Otóż, nie tylko jej tekst był angielski – także graficznie absolutnie nie przypominała ona polskich ostrzeżeń, tylko te spotykane na zachodzie. Przecież to miał być Kraków – czy Niwa nagle magicznie przeniosła się do Nowego Jorku? Szkoda też braku tego polskiego dubbingu, szczególnie, że w sesjach motion capture brali udział polscy aktorzy – między innymi Weronika Rosati, Marcin Dorociński

Podsumowanie

Najnowsze dzieło Bloober Team to gra, o której jest i jeszcze przez jakiś czas zdecydowanie będzie głośno. Świetna historia i klimat powodują, że możemy się w niej poczuć jak w złotej erze przygodówek, a krakowskie studio udowadnia, że dopracowany tytuł wciąż jest ważniejszy niż wpompowanie milionów dolarów w globalną kampanię promocyjną. Trochę szkoda kilku popełnionych po drodze decyzji, takich jak angielska wersja językowa, ale nie zmieniają one faktu, że to jedna z gier, w które zdecydowanie należy zagrać – i tytuł, który udowadnia, że Polacy zdecydowanie wiedzą jak robić dobre gry.

Zalety

  • świetna historia
  • odrodzenie gatunku przygodówek
  • klimatyczna grafika i muzyka

Wady

  • za krótka
  • niektóre wątki bez odpowiedzi
  • niestety trochę drewniane animacje

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

Zbigniew Pławecki
Zbigniew Pławecki
Redaktor, specjalista ds. esportu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię

GORĄCE RECENZJE