Metro Exodus to jedna z bardziej wyczekiwanych przeze mnie gier tego roku. Poprzednie części były genialne. Zachwycały niepowtarzalnym klimatem, czarowały grafiką, przyciągały fabułą. Były dopracowane niemal pod każdym względem.

W Metrze Exodus twórcy postanowili nieco zmienić tryb gry wprowadzając sporo nowości. O ile jednak zachowali zalety poprzednich części, czeka nas jedna z lepszych gier 2019 roku. Czy tak się stało? Zaraz się przekonacie.

Tekst może zawierać niewielkie spoilery dotyczące fabuły. Są one ograniczone do minimum

Bardzo szybki wstęp do fabuły

Na samym starcie twórcy Metra robią ukłon w stronę graczy, którzy nie grali w poprzednie części gry. W ładnie skomponowanej animacji jedziemy pociągiem, za oknami którego pokazywana jest historia Artema, od czasów sprzed wojny atomowej, przez wydarzenia z poprzednich gier, po aktualne wydarzenia, czyli żony Ani i teścia pół-cyborga. Młynarz z dwoma protezami kończyn dolnych momentami budzi takie skojarzenia.

Następnie miałem wrażenie, że komuś strasznie się śpieszyło. Następuje wstęp do głównego wątku, podczas którego przechwytujemy pociąg z rąk Hanzy, którym udamy się w podróż i stosunkowo szybko jesteśmy już w drodze na wschód w pędzącej lokomotywie. To nasz cały dobytek, resztę pociągu skompletujemy po drodze.

Fabuła na pierwszym etapie gry została poprowadzona bardzo szybko i można odnieść wrażenie, że nawet trochę zbyt naiwnie. Z drugiej strony, mamy tutaj kwintesencję poprzednich części gry. Baza wroga, przez którą przedzieramy się w ciemnościach aby uniknąć wykrycia. Przejście wstępu na Rambo byłoby trudne do wykonania.

Mechanizmy stare i nowe

Metro Exodus zachowuje wiele mechanizmów, które doskonale sprawdzały się w poprzednich częściach gry, jak choćby ładowanie latarki oraz klimatyczne Menu główne, którego tło tym razem zmienia się wraz z postępami w grze. Mapa nadal pojawia się w formie analogowej z dołączonym do niej kompasem i uwierzcie mi, będziecie na nią bardzo często spoglądać.

Bez zmian pozostało też gaszenie i zapalanie świateł, osobne przeszukiwanie zwłok (oddzielnie zabieramy łupy, oddzielnie amunicję oraz części broni) oraz sygnalizacje zegarka – o konieczności zmiany filtru maski gazowej, poziomie ukrycia w ciemnościach i nasilenia poziomu promieniowania.

Nowości mamy sporo. Zrezygnowano całkowicie ze sklepów. Nie ma też podziału na amunicję wojskową i standardową, ale niektóre bronie pozwalają na korzystanie z różnego typu amunicji, np. zwykłej i zapalającej. Zamiast tego zbieramy dwa surowce, które możemy określić mianem narzędzi i chemikaliów. To z nich wytwarzamy apteczki, czyścimy za ich pomocą bron (co jest ważne) oraz naprawiamy maskę gazową (nawet bardziej ważne co czyszczenie broni). Apteczki możemy wytwarzać na bieżąco w dowolnym momencie, choć zdecydowanie lepiej robić to wtedy, kiedy nikt do nas nie strzela. W trakcie rozgrywki możemy też modyfikować bronie, ale już jeśli chcemy wymienić broń na inną, to do tego potrzebny będzie warsztat w formie specjalnego stołu. Taki znajdziemy w naszym pociągu oraz kilka sztuk jest zawsze rozsianych po lokacjach.

Bronie, czyli dla każdego coś miłego

Wybór broni w Metro Exodus jest w zasadzie niewielki. Mamy dostęp do zaledwie kilku karabinów i pistoletów, ale to co możemy z nimi zrobić, to już inna bajka. Każda z broni ma nawet kilkadziesiąt różnych kombinacji i szczerze wątpię, aby ktokolwiek był w stanie w trakcie gry wypróbować każdą z nich. Dzięki modyfikacjom z prostego rewolweru możemy zrobić długolufowy karabin snajperski, bo dlaczego by nie. Wybór jest naprawdę ogromny.

Przeprowadzane modyfikacje mają realny wpływ na zachowanie broni. Mamy większy rozrzut, zasięg, albo zdecydowanie szybsze przeładowanie. Warto też pamiętać o dobrym dobraniu celowników. Strzelba z przybliżającą lunetą celowniczą to równie głupi wybór co celownik z noktowizorem w biały dzień.

Sandbox? Nie do końca

Zanim jeszcze zacząłem grać w Metro Exodus, znajomy z zaprzyjaźnionej redakcji wypalił z informacją, że po pięciu godzinach grania nie podoba mu się zmiana Metra w sandbox. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale spokojnie. Gra ma bardzo dobrze wyważone tryby gry.

Startujemy, jak już wspominałem, w typowym trybie rozgrywki dla Metra, w zamkniętym, liniowym tunelu. Dalej mamy w sumie trzy etapy, w których lądujemy na sporym kawałku mapy, po którym porozrzucane są zadania główne oraz poboczne. Oba pojawiają się wraz z postępami fabuły. Od nas zależy w jakiej kolejności je wykonamy. Wszystko to w dynamicznie zmieniającej się pogodzie oraz trybie dnia i nocy. Więc tak, po części jest to iluzja sandboxu. Na mapie znajdziemy dużo miejsc, do których możemy zajrzeć w poszukiwaniu ciekawostek lub łupów.

Zadania poboczne warto wykonywać, bo dzięki nim zdobywamy dodatkowe modyfikacje broni lub potrzebne przedmioty, takie jak choćby noktowizor. W ten sposób również decydujemy o losach niektórych z naszych współpasażerów.

Uwaga spoiler!

Nie każdy etap jest sandboxem. Zamkniętą, klasyczną dla Metra rozgrywką nie tylko zaczynamy grę, ale i też nią kończymy. Jeden z etapów każe nam też podróżować jak po sznurku z miejsca do miejsca, ale daje też opcję zbaczania z drogi i eksplorowania mapy. Kolejny spowodował, że poczułem się jak w Wolfensteinie. Przy akompaniamencie ciężkiej muzyki przemierzamy schron atomowy i dosłownie wycinamy w pień zastępy kanibali. To ciekawe urozmaicenie i jedne z ciekawszych fragmentów gry.

Mamy też fragment, który zmienia Metro Exodus niemal w surwival horror. Kiedy to przy świetle latarki przemierzamy zakopany pod piaskami pustyni bunkier, a na nasze plecy czają się… pająki. Jeśli masz arachnofobię, weź głęboki wdech przed tym etapem. Dodatkowo wpadając w pajęczyny podczas całej gry, po ręce Artema potrafi zacząć łazić wielki pająk, który dosłownie wyskakuje z ekranu. Za pierwszym razem byłemo krok rzuceniem czymś w telewizor.

Grafika? Bajka! W końcu to Metro

Chyba nikt nie spodziewał się, że Metro Exodus będzie brzydkie? Na mnie wrażenie zrobiła nawet wersja na Xboxa One i nie mogę doczekać się, aż zobaczę pełnię możliwości graficznych na PC. I od razu uprzedzę, nie mam na myśli ray tracingu.

Technologia Nvidii, na moje skromne oko, będzie widoczna tak naprawdę tylko w jednym rozdziale gry, który wygląda jak podręcznikowo przygotowany do pokazu siły technologii śledzenia promieni. Gra światła jest tam naprawdę bardzo ładnie zrobiona, ale przez większość gry raczej tych fajerwerków nie uświadczymy.

Grafika w Metro Exodus cieszy oko dosłownie na każdym kroku. Nie ważne, czy jesteśmy w ciemnym tunelu, nad brzegiem jeziora z odbijającymi się w nim górami, na pustyni podczas burzy piaskowej, czy skutym lodem mieście. Jest ładnie od początku do końca. Gra nie sprawia też żadnych problemów związanym z grafiką, poza jednym błędem polegającym na przenikaniu mutantów przez kraty. I nie chodzi tu o przeciśnięcie się przez kratę, a dosłowne przeniknięcie jak w Terminatorze 2. Identyczna sytuacja zdarzyła się w pierwszym i ostatnim etapie gry, ale to zapewne poprawi jakiś patch w momencie premiery.

Twórcy zadbali też o to, żeby grafika nie tylko zachwyciła nas szczegółowością elementów, ale również samymi elementami. Metro Exodus to Rosja w 110%. Prawosławne ikony, dywany na ścianach, samowary… Cały wystrój wagonu naszego pociągu dosłownie przenosi nas do stereotypowej Rosji. Cerata w kwiaty na stole? Mówisz i masz! Po pociągu możemy poruszać się pomiędzy kolejnymi rozdziałami gry i podobnie jak miało to miejsce podczas wizyt na większych stacjach w poprzednich częściach Metra, cały wagon żyje i robi to jeszcze bardziej prawdziwie i naturalnie niż wcześniej.

Wiele szczegółów jest też bardzo brutalnych. Momentami dosłownie przedzieramy się przez zwłoki osób, które nie przeżyły wojny atomowej, albo zostały stracone już po niej. Ciała są rozczłonkowane, na różnym etapie rozkładu. To mocno buduje klimat gry. Podobnie jak przedmioty codziennego użytku w tunelach metra, które miały stanowić namiastkę normalnego życia. Fakt, pojawiało się to i w poprzednich częściach, ale teraz wydaje się być jeszcze bardziej prawdziwe.

Cały świat gry został tak zaprojektowany, że nie nudzi podczas rozgrywki. Czasami musimy przemierzyć spory kawałek drogi z punktu A do punktu B, ale podczas podróży nie będziemy się nudzić. W zasadzie na każdym kroku możemy znaleźć coś, co nas zaciekawi i pomimo tego, że mamy jałowy świat po wojnie atomowej, to nie jest on monotonny i powtarzalny.

To teraz ponarzekajmy. Niemy bohater i przeciwnicy z pamięcią złotej rybki

Małomówność Artema, a w zasadzie fakt, że w ogóle się nie odzywa, powoduje że dialogi momentami wyglądają komicznie. Gra jest naszpikowana monologami postaci, które teoretycznie z nami rozmawiają, a w praktyce rozmawiają same ze sobą, zadając pytania i od razu na nie odpowiadając. Oczywiście rozumiem, taka konwencja serii, ale momentami można odnieść wrażenie, że komuś zabrakło pomysłów na napisanie kwestii bohaterów.

Pozostając przy dialogach, na pewno znajdą się mniej cierpliwe osoby, które będą miały ich dość. Wypowiedzi towarzyszy lub napotykanych osób potrafią być naprawdę długie i momentami stają się nudne. W prawie wszystkich przypadkach nie możemy ich pominąć. Dodatkowo często postać wypowiadająca się jest zaprogramowana na patrzenie się tylko w jednym kierunku, z lekkim obrotem głowy. Możemy więc spokojnie stanąć za naszym rozmówcą i patrzeć, jak mówi w przestrzeń przed siebie.

Zdarzyło się też kilka małych niejasności w tłumaczeniu kwestii. Jak choćby zdanie – jedź prosto przetłumaczone na – jedź tutaj. Są to jednak dosłownie pojedyncze przypadki bez znaczenia dla rozgrywki.

Sztuczna inteligencja naszych ludzkich przeciwników pozostawia sporo  do życzenia, przynajmniej na normalnym poziomie trudności. Często wygląda to tak, jakby zwyczajnie chcieli dać nam wygrać. Przeciwnik idący wprost na nas potrafi przestać strzelać i przeć dalej naprzód. W innym przypadku nawet delikatne zboczenie z kursu w bok, na oczach strzelającego do nas przeciwnika, może spowodować, że całkowicie nas zgubi. Jeśli ktoś szuka wyzwań, to zdecydowanie powinien skorzystać z wyższych poziomów trudności. Całkowicie odwrotnie jest z przeciwnikami zwierzęcymi, które zachowują się jak na zwierzęta przystało. Np. wilki potrafią się przestraszyć i nas okrążać, za to w stadzie zaczynają nabierać odwagi.

Rzeczą, do której zdążyłem się przyzwyczaić jest konieczność przytrzymywania X-a w celu wykonania czynności, np. otwarcia gry lub wejścia na drabinę. Może to pierdoła, ale w ten sposób gra potrafi delikatnie tracić dynamikę.

Wybory miały wpływać na wydarzenia w grze

I tak jest, choć oczywiście nie jest to rozbudowane RPG z 20 zakończeniami. Zakończenie jest jedno, bardzo mocne. Na długo zapadnie w pamięci wielu osób i już widzę te dyskusje w sieci na jego temat. Nasze wybory mają za to wpływ na losy towarzyszy podróży.

Nie ukrywam, grę przechodziłem trochę na tempo, skupiając się na głównym wątku, ale i tak dało się wychwycić momenty, które faktycznie miały wpływ na dalsze wydarzenia. Gdybym przechodził Metro Exodus w normalnym trybie grania, to jeden z etapów na 100% bym powtórzył, żeby tylko zmienić jego zakończenie. Ostatni raz miałem tak grając w Mass Effect 3.

Podsumowanie

Metro Exodus to naprawdę bardzo dobre, wręcz epickie zwieńczenie historii Artema. Gra łączy w sobie najlepsze cechy poprzednich odsłon serii, które zostały wzbogacone o nowe elementy, które stworzyły z nimi spójną całość. Twórcy Metra nie bali się wprowadzić do rozgrywki większego, częściowo otwartego świata i wyszło im to na dobre.

W zasadzie jedynym elementem, który przeszkadzał mi podczas rozgrywki są dialogi, ale są taki już urok Metra. W poprzednich częściach były one tak samo przydługie i momentami nudne. Można jednak na to przymknąć oko i zawiesić je na oprawie graficznej, a ta robi ogromne wrażenie i jest jak zawsze, obok niepowtarzalnego klimatu, wizytówką serii.

Ocena: 9/10

Zalety

  • klimat metra został bez zmian,
  • półotwarty świat,
  • wysoka jakość grafiki,
  • dużo modyfikacji broni,
  • kilka nieoczekiwanych zwrotów fabuły,
  • duże zróżnicowanie kolejnych etapów gry,
  • bardzo wyraziste postaci.

Wady

  • momentami za długie dialogi i “niemy” Artem,
  • kilka drobnych i mało istotnych błędów w tłumaczeniu,
  • ludzcy przeciwnicy potrafią rozczarować inteligencją.


Wielkie dzięki firmie Techland za udostępnienie testowego egzemplarza gry na Xboxa One oraz Justynie i Danielowi za udostępnienie Xboxa.

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię