Wstęp

Logitech po raz kolejny odczarował moje uprzedzenia do technologii. Sprawił, że pesymizm do sprzętu bezprzewodowego zmienił się w bezwarunkową miłość.

Przewody to swoiste więzienia dla akcesoriów komputerowych. Wytyczają im granice używalności, które raz naruszone przynoszą zgubę dla sprzętu i użytkownika. Ma to jednak swoje zalety, bowiem tradycyjny kabelek w większości przypadków gwarantuje bezbłędny przesył informacji. A jest to chyba najważniejszy element odzwierciedlający poziom jakości działania i naszego zadowolenia zarówno podczas grania, jak i wszelkich zabaw z oprogramowaniem. Przyzwyczailiśmy się więc do gumowych lub oplecionych węży, traktując je jako zło konieczne. Ale czy to znaczy, że musimy być na nie skazani do samego końca?

Zanim jeszcze przyjechały do mnie słuchawki Logitech G533 długo zastanawiałem się nad tym pytaniem. I przyznam również, że z lekką niechęcia podchodziłem do samych testów. Bo o ile można zrozumieć bezproblemowe funkcjonowanie bezprzewodowych klawiatur i myszek, o tyle idea przekazywania dźwięku w locie wydawała się co najmniej kłopotliwa. Ponadto mając za sobą recenzję świetnego, choć drogiego zestawu Logitech Artemis G633, nie wierzyłem, że niżej pozycjonowany w katalogu producenta model będzie dlań godnym konkurentem. Podobno człowiek uczy się na własnych błędach i cóż… chyba dostałem swoją nauczkę. Już wiem, że na każde idealne słuchawki przypada jedna bestia mogąca rozszarpać ich wizerunek.

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię