Strona główna Recenzje Recenzja słuchawek White Shark Panther GHS-1641

Recenzja słuchawek White Shark Panther GHS-1641

Moc, moc i jeszcze raz moc. Takiej jakości dźwięku nie spodziewałem się po słuchawkach kosztujących około 100 zł, a jednak. To może być objawienie roku w kategorii słuchawek gamingowych. Zgadza się, pod warstwą tworzywa sztucznego, której daleko do doskonałości, kryją się świetnej jakości membrany. Dźwięk wydobywający się spod nauszników jest po prostu genialny.

Specyfikacja techniczna:

Średnica głośników w słuchawkach: 50mm
Impedancja: 32 Ω
Pasmo przenoszenia:
 20Hz – 20kHz
Rodzaj mikrofonu:
omni-kierunkowy
Kabel:
mini-jack osobny na mikrofon i słuchawki, w oplocie o długości 2,2 M
Cena:
100-120 zł

Tak jak napisałem we wstępie, to było totalne zaskoczenie. Po rozpakowaniu towaru z kartonu dosłownie byłem przygotowany na cierpienie uszu. Skąd te pesymistyczne myśli? Materiały z jakich wyprodukowano obudowę nauszników przywołały dawne, nieprzyjemne wspomnienia. Tworzywo sztuczne okalające zewnętrzną część „muszli” błyszczy się pod światłem i nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Nawet stylizowane żłobienia i ciekawe logo z białym rekinem w tle nie ratują ich wyglądu. Z drugiej jednak strony są bardzo lekkie, co na pewno docenią „podróżnicy” i gracze, którym zdarzyło się nadwyrężyć szyję od niejednego headsetu.

Dobrze wykonany jest za to pałąk. Część kabłąku otaczającą głowę wypełniono plastykowym usztywnieniem, które z zewnątrz pokrywa skóropodobny materiał koloru czarnego. Ten z kolei łączy się od spodu z czerwoną siateczką izolującą gąbkę. Słuchawki można dopasować do każdej wielkości głowy dzięki regulowanej długości wysuwanych przedłużek. Plus minus teleskop rozsuwa się o dodatkowe 3 cm z każdej strony. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie również dbałość o poziom wygody. Tu przede wszystkim grubość gąbki przykrywającej małżowiny uszne. Puchowe serce wyłożono delikatnym materiałem przypominającym cielęcą skórę oraz zabezpieczono trwałym obszyciem. Nawet pokusiłem się, by organoleptycznie sprawdzić poziom wrażliwości nauszników na rozciąganie. Wypadło to całkiem nieźle. Zabezpieczenie na uszy jest solidne, a co najważniejsze nie odrywa się od obudowy.

Niezależnie od jakości dźwięku, wyglądu oraz wytrzymałości nauszników jaką oferują słuchawki ważną determinantą ich żywotności jest rodzaj zastosowanej osłonki na przewodzie. Zdarza się, że zapominamy o tym, że jesteśmy podłączeni do innego urządzenia i nieraz headset  wystawiony jest na nagłe szarpnięcia, a to z kolei wróży nieszczęście. Przerwany kabel sygnałowy można skręcić, lecz źle scalone miedziane żyłki będą o sobie przypominać łamanym dźwiękiem. Dlatego istotnym elementem chroniącym przed krytycznymi sytuacjami jest podatna na mniejsze uszkodzenia plecionka. I mimo, że w recenzowanym modelu brak odłączanego kabla, to jednak smutek przysłonił widok tejże sztywnej plecionki. Ponadto przewód nie tylko służy do przesyłania sygnału, ale również do kontroli jego odbioru. Za pomocą regulatora głośności możemy bez wychodzenia do menu gry ustawić poziom hałasu.

       

Im dalej podążałem w las, tym szybciej przekonywałem się do Panthery. Z niewielką dawką niepewności zarzuciłem słuchawki na uszy. To, co później się wydarzyło, przywróciło mi wiarę w sprzęt, który wcale nie musi być oznaczony logo topowego producenta, by odpowiadał moim potrzebom. Pierwsze sekundy minęły mi pod znakiem miękkości oraz wygody. Gąbką idealnie pokryła powierzchnię uszu i odcięła mnie od zewnętrznego szumu. Szkoda tylko, że nie była w stanie go kompletnie odizolować. Aczkolwiek mniejsza o szczegóły, bowiem zaraz miałem włożyć mini-jacka do gniazda. Napięcie narastało jak w filmie Hitchcocka. Cofnijcie się myślami do sceny z filmu Interstellar, w której Matthew McConaughey próbował zadokować statek kosmiczny do stacji, a będziecie wiedzieć o czym piszę. Zżerała mnie ciekawość, czy jakość dźwięku będzie choć trochę zbliżona do poziomu komfortu. Jak było? To był kosmos – już po uruchomieniu jednego sampla nie chciałem ściągać słuchawek z głowy

Choć raz wartości liczbowe podane na opakowaniu mają swoje odzwierciedlenie, wedle którego można porównać informacje od producenta do praktycznej używalności. Słuchawki White Sharka oferują impedancję 32 omów, pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz oraz poziom ciśnienia akustycznego do 105 dB (+\- 3dB). I to tak naprawdę wszystko, co można powiedzieć o kwestii technicznej. Do zestawu nie są dołączone żadne sterowniki, więc polegamy wyłącznie na tych, przypisanych do naszej karty dźwiękowej. Przez pewien czas testowałem systemowe rozwiązania do symulacji otoczenia, podbicia basów, zmianę częstotliwości próbkowania, ale kontrastując to z pierwotnymi ustawieniami uznałem, że dźwięk najlepiej brzmi w wersji standardowej. Nie mylcie standardu z minimalizmem, bowiem w słuchawkach White Shark Panther drzemie ogromna energia.

Nie zwlekałem zbyt długo, by uruchomić jakąś gierkę. Na ruszt poszedł król strzelanek sieciowych i symulator jazdy, czyli Counter-Strike oraz Dirt. Wiedzcie jedno, że w tej cenie nie ma opcji byście znaleźli coś równie dobrego. Basy, wioliny – po prostu coś cudownego. Wszystkie odtwarzane dźwięki wysokie i niskie są wyraziste i wzajemnie się nie tłumią. Charakterystyczny jest odpowiedni balans między tłem koncertowym a pierwszoplanowym brzmieniem. Co więcej, byłem w stanie usłyszeć dźwięki, których dotychczas nie doświadczałem. Zawsze były sobie gdzieś tam poza główną akcją, a tym razem uzupełniały środowisko foniczne lekkim pogłosem. Przytoczę tu choćby dźwięk przeładowywanej strzelby, z której mechanizmu wydobywa się bardzo głęboki odgłos przejścia łuski ze śrutem do komory magazynku. Gdy nad głową przelatywały granaty w powietrzu słychać było potężne basowe wybuchy, a w momencie naciśnięcia na spust broni można było poczuć jej prawdziwą moc. Warto nadmienić, że odbierany pogłos chodu przeciwników można rozróżnić względem kierunku, toteż ułatwia to orientację w terenie nawet bez konieczności patrzenia na mapę. Podobny poziom zadowolenia odczułem w trakcie gierczenia w Dirta. Monotonny dźwięk silnika przestał być płaski, a walka opon z nierówną trasą niezwykle rozpoznawalna. I ten moment, gdy nagle gaśnie silnik, a kluczyki w stacyjce w cale nie pomagają ożywić mechanicznego stwora. Tej muzyki nie da się wyrazić słowami. Trzeba to poczuć.

Kiedy w końcu udało mi się oderwać od gier uruchomiłem windowsowego playera, wrzuciłem na listę kilka smacznych utworów i czekałem na magię. Już o tym napisałem, ale wspomnieć wypada, gdyż słuchawki mają naprawdę świetne basy. Odgłosy oryginalnego bębna, gitary, a nawet przerobionych próbek spotykanych w tzw. “techniawkach” były czyste, niesplamione sztucznością. Nadto stwierdziłem, że przy wyregulowaniu głośności na maxa słuchawki nie brzęczały, nie trzeszczały przez cały czas zachowując swój czytelny przekaz – nie do zdarcia!

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o jakości mikrofonu, który moim zdaniem powinno się wyrwać z obudowy i spalić na stosie ze wszystkimi innymi nieudanymi projektami. Zajawkę możecie sprawdzić w tym miejscu:

Podkreślam, że nie bawiłem się programami typu Audacity, by choć trochę odszumić nagranie. Uważam bowiem, że od tego jest producent. Jeśli daje mikrofon to ma on być gotowy do działania. Mamy tu więc sporo szumu i nadto zauważyłem lekkie zniekształcenie głosu. Wobec tego jeśli planujecie używać mikrofonu do rejestrowania materiałów na Youtube, etc., uprzedzam, że się do tego nie nadaje. Ewentualnie sprawdzi się wyłącznie do rozmów przez Skype i vioce chatu w grach multiplayer, choć to i tak jest za dużo powiedziane.

Dokonując ostatecznej oceny nie miałem jakichkolwiek wątpliwości, że sprzęt zasługuje na wysoką notę. Nazwijmy rzeczy po imieniu – mikrofon jest do bani, słuchawki nie wyglądają rewelacyjnie, a ich obudowę powinno się stopić na jakąś inną zabawkę dla dzieci, jednakże jakość dźwięku jaką są w stanie zapewnić to klasa, prawie że światowa (biorąc pod uwagę cenę detaliczną). Nie ustępuje temu również poziom wygody. Oczywiście, po kilku godzinach nieprzerwanej rozgrywki wystąpi lekki dyskomfort i wtem trzeba będzie poprawić ułożenie nauszników, ale to defekt, na który cierpi praktycznie każdy model słuchawek. Jeśli szukacie headsetu za niewielkie pieniądze to radzę do tych 50-60 zł dołożyć kolejne tyle i zaopatrzyć się w słuchawki White Shark Panther GHS-1641. Otrzymacie podobnej jakości mikrofon co w tańszych odpowiednikach, lecz wokół Waszych uszu będzie roztaczać się dźwięk bez skazy. Szykujcie się na to, że będzie głośno, klarownie z podziałem na wysokość tonu i barwę odtwarzanego sygnału.

[pm]+wygodne
+regulacja pałąka
+jakość niskich i wysokich dźwięków
+przewód w oplocie
+cena
-nauszniki nie tłumią idealnie dźwięku z zewnątrz
-okropny mikrofon
-mizerna obudowa nauszników
[/pm]   

 

Źródło:

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

Grzegorz Rosa
Grzegorz Rosa
Redaktor, szef działów gry i audio

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię

GORĄCE RECENZJE