Strona główna Recenzje Recenzja The Walking Dead: A Telltale Game Series - Season One (PC)

Recenzja The Walking Dead: A Telltale Game Series – Season One (PC)

 
The Walking Dead: A Telltale Game Series – Season One to bezapelacyjnie najlepsza gra kontrastująca świat żywych i zombiaków. Nie brakuje tu mocnej historii, wyrazistych postaci i nade wszystko ładunku emocjonalnego, który regularnie uwalnia się przez całą rozgrywkę.

Wymagania sprzętowe rekomendowane:

CPU: Intel Core 2 Duo E4600 2,4 GHz / AMD Athlon 5050e Dual Core 2,6 GHz, RAM: 3 GB RAM, GPU: GeForce GT 130 / AMD HD 465 z 1 GB VRAM, DX: Version 11, OS: Windows XP/Vista/7/8/10, Store: 3 GB available space
 
 
Budzisz się w samochodzie policyjnym. Jesteś ofiarą wypadku, który wydarzył się niespełna kilka godzin temu. Odczuwasz nieprzyjemny, promieniujący ból na prawym udzie i zimny metaliczny uchwyt, który krępuje twoje ręce. Podczas, gdy próbujesz się wydostać z auta, kątem oka dostrzegasz leżącego nieopodal policjanta. Przez chwilę wołasz o pomoc, o jakąś bezinteresowną dłoń, jednak bez wymiernych korzyści. Postanawiasz nogami wybić boczną szybę samochodu. Chwilę potem lądujesz na ziemi. Ból nogi wywołany upadkiem jest wręcz orzeźwiający i motywuje Cię do dalszego działania. Niedaleko radiowozu odnajdujesz broń i amunicję, lecz bardziej interesuję Cię widok oficera policyjnego uśpionego w kałuży krwi. Domyślasz się, że coś jest nie tak i sięgasz do jego kieszeni, po kluczyki od kajdanek. Gdy udaje ci się oswobodzić, policjant, który zdawał się poświęcać pozagrobowym pokusom, rzuca się na ciebie z nieopisaną agresją. W panice cofasz się do samochodu. Chwytasz za strzelbę i śrutowy nabój. Wraz ze zbliżającym się umarlakiem coraz większy strach zarysowuje się na twojej twarzy. Ręce zaczynają się trząść i umieszczenie naboju w magazynku sprawia niemały kłopot. W momencie gdy zombie jest tuż tuż, podnosisz broń na wysokość jego głowy i po raz ostatni starasz się przemówić do jego ludzkiej natury. Jednak jest już na to za późno. Widzi w tobie jedynie kawałek ciepłego mięsa, którym mógłby na chwilę powstrzymać niewyobrażalny głód. Strzelasz prosto w głowę, rozbryzgując jego twarz na wszystkie strony świata. Wiesz, że od tego dnia nic już nie będzie takie samo…
 
 
Na szczęście jest to tylko pierwsze 10 minut historii opowiedzianej w grze komputerowej „The Walking Dead”, a nie urwany fragment z twojego życia. Na czele ambitnego projektu stoi studio komputerowe Telltale Games, mające w swoim dorobku takie wydane pozycje, jak kultowe „Tales of monkey island” czy przygodową serię gier „Sam&Max”. Ich nowe dziecko oparte jest na licencji telewizyjnego serialu oraz serii komiksów autorstwa Roberta Kirkmana pt. „Żywe trupy”, która uznawana jest za jedną z najciekawszych pozycji rysunkowych opowieści. Amerykańska firma obeznana w fachu tworzenia gier przygodowych kolejny raz serwuje nam przepyszny kąsek w postaci gry adventure połączonej z point&click. Tym razem urozmaica ją o całkiem intrygujący zabieg. Struktura wydawnicza tej pozycji przypomina sposób emitowania w telewizji klasycznych seriali. Idea gry została oparta na podzieleniu fabuły na komplementarne odcinki, które w oficjalnie przyjętym odstępie czasowym dostarczane są fanom komputerowej rozrywki. Każda z części gry jest hermetycznie dopasowana do poprzedniej, przez co mijające wydarzenia mają wpływ na przyszłe koleje losów głównych bohaterów i jako całość dostarcza interesujących doznań.
 

Mamo poczytaj mi bajkę…

Jak można się domyśleć gra nie jest przeznaczona dla przeciętnego użytkownika. Z powodu swojej tematyki i formy jej ilustrowania skierowana jest wyłącznie do osób dorosłych. A o czym jest? Opowiada o życiu osób ocalałych po epidemii (na tym etapie nie wiadomo jeszcze, czym dokładnie jest to wstrętne choróbsko), która w zastraszającym tempie zaczęła zmniejszać populacje gatunku ludzkiego. W wyniku rozprzestrzeniającej się epidemii niczego nieświadomi mieszkańcy Stanów Zjednoczonych stopniowo przemieniali się w bezmyślne istoty, których jedynym celem ich egzystencji pozostało pożywianie się innymi. Akcja gry przeniesie nas do świata strachu, przemocy i walki o życie. W trakcie zagłębiania się w niecodzienną historię kierować będziemy jednym z ocalałych, Lee Everetem. Poznajemy go, jako nauczyciela, który skazany został za spowodowanie zabójstwa ważnego senatora. Jego przeszłość odegra niewielką rolę w treści fabularnej, aczkolwiek dopiero nasze działania wpłyną na jego charakter i zachowanie w stosunku do innych napotkanych mu osób. Razem z nim będziemy przemierzać gęsto zarośnięte lasy, jak również okoliczne miasta. W trakcie wędrówki poznamy na swej drodze coraz to ciekawsze indywidua, z którymi zawiążemy różne relacje. Wspólnie będziemy odczuwali głód, pragnienie i przeżywali niebezpieczne sytuacje. Każda z napotkanych osób charakteryzować się będzie odmiennym sposobem myślenia i życiowym priorytetem, co często doprowadzi do nieprzyjemnych kłótni, lecz przez cały czas łączyć ich będzie jeden cel. Chęć przetrwania.

Pokaż kotku co masz w środku…

Od samego początku wyglądem przypomina typową przygodówkę z elementami zręcznościowymi. Na ogół rozgrywka sprowadza się do zbierania przedmiotów, strzelania, uciekania i wybierania konkretnych kwestii dialogowych. Nasze poczynania są bardzo ograniczone. Twórcy gry liczyli się z tym, że większość z odbiorców może być niezadowolona z braku otwartości świata, stworzenia formy zabawy, która przez cały czas nie pozostaje niczym innym jak interaktywnym filmem. Można z tego powodu psioczyć i kręcić nosem na boki, ale śmiem twierdzić, że może tak jak i wy byłem spragniony większej ilości kontroli nad kierowanym bohaterem, czy też zirytowany faktem zakrojonego wyboru podejmowanych decyzji, to jednak dobrze nakreślona fabuła wciągnęła mnie na tyle, że zapomniałem o reszcie mankamentów. Podczas prezentowania wczesnych stadiów gry, ludzie odpowiedzialni za jej powstawanie wyraźnie określili w jakim kierunku będą zmierzać. Jasno dawali do zrozumienia, że ich głównym założeniem było stworzenie gry, która nie będzie pozwalała na odmóżdżającą relaksację i durne wciskanie przycisków, by na mecie, w beznamiętnej pozie przeczytać końcowe napisy. Chcieli, aby gracze począwszy od włączenia aplikacji, przeżywali wszystko to, co odgrywało się na ekranie monitora. By doznawali skrajnych emocji, utożsamiali się z bohaterami, czy chociażby niektórych z nich polubili. To prawda, że scenariusz aż kipi od nadmiaru skryptów, jednak to my gracze decydujemy w jaki sposób historia zostanie popchnięta do przodu. Przekładając to na realia gry, nasze decyzje będą ostateczne i z każdą kolejną możemy zyskać przyjaciela, a w międzyczasie obudzić natychmiastową anty-sympatię w stosunku do naszego bohatera.

Widziane z bliska…

Dzięki użyciu komiksowej oprawy graficznej, odbiorca nie jest zmuszony do oglądania realistycznych, brutalnych incydentów jak np. widok śmierci, któregoś z członków grupy. Sugestywny i ciężki klimat został potraktowany bardzo profesjonalnie i rzekłbym, że użyta szata graficzna bezbłędnie zaadaptowała się ze scenerią ukazaną w grze i nie mamy wrażenia, że po raz kolejny autorzy chcą skupić naszą uwagę na efektach wizualnych by ukryć chociażby dialogowe dziury. Tutaj tego nie znajdziecie. Grafika połączona z nieskazitelną ścieżką dźwiękową buduje odpowiedni nastrój dla każdej ze scen. W sytuacjach walki, muzyka podkręca ciśnienie, a kiedy mamy chwilę wytchnienia, łagodzi i uspokaja. Twórcom gry udało się z balansować profesjonalne wykonanie techniczne wraz z mistrzowskim opracowaniem fabuły. Gra można by powiedzieć prawie znakomita, lecz posiada kilka elementów, które mogą uprzykrzyć życie osobom, które zostały przyzwyczajone do bezstresowej rozgrywki. Podczas eksploracji świata natkniemy się czasem na irytującą pracę kamery, która podąża za naszym bohaterem, ale na szczęście zdarza się to tylko w momentach, kiedy musimy z kimś porozmawiać lub wykonać jakąś mało istotną czynność. A skoro już mówimy o poruszaniu się, sterowanie jest pozbawione swobody. Nasza postać porusza się jak kawałek struchlałego drzewa, ale kierowanie nią nie powinno sprawiać nikomu większych problemów. W chwili gdy połączenie myszki z klawiaturą stanie się dla kogoś uciążliwe, zawsze może przesiąść się na pada i ponownie czerpać satysfakcję z kontynuowania przygody. Na zaniżoną ocenę również wpłynąć może czas gry potrzebny do ukończenia pojedynczego epizodu. Średnio zajmuje to nie więcej niż 2-3 godziny. Możemy porównać to do długości obszerniejszego filmu. Jakkolwiek gra przesiąknięta jest niesamowitą atmosferą i przechodzenie jej jest nader przyjemnym doświadczeniem.

A na koniec morał jest taki…

Od dawna żadna z gier nie przykuła mnie na dłuższy czas i nie spowodowała tego, że z niecierpliwością oczekiwałem na jej kolejną część. Powiem jeszcze więcej. Żadna ze wcześniejszych nie wzbudziła we mnie ochoty cofnięcia swoich decyzji i ponownego jej przejścia. Telltale Games studio swoją grą znokautowało mnie i zmusiło do wysłuchania upływających sekund, które sędzia z ochotą liczył mi na palcach. Zostałem powalony genialnym klimatem i oszołomiony sposobem przedstawienia go. Przez chwilę poczułem się jakbym oglądał film, a jednym z głównych jej bohaterów był nie kto inny, a ja. Oczywiście pozostawia wiele do życzenia wkurzająca miejscami praca kamery, rodzaj prowadzenia rozgrywki i poczucie wszechstronnego ograniczenia. Odpowiedzmy sobie szczerze. Czy jest to najważniejsze? Po kilkunastu minutach spędzonych przy grze, przełkniesz źle przyprawioną przystawkę i weźmiesz się za danie główne, którym będziesz delektował się do ostatniego kęsa.

[pm]+wciągająca fabuła
+komiksowa oprawa graficzna
+świetnie dopasowana muzyka
+postaci, które można polubić bądź znienawidzić
-czasem denerwująca praca kamery
[/pm]

Źródło:

Bądź na bieżąco

Obserwuj GamingSociety.pl w Google News.

Grzegorz Rosa
Grzegorz Rosa
Redaktor, szef działów gry i audio

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię

GORĄCE RECENZJE