Środowa awaria Facebooka i serwisów z nim połączonych była jedną z najpoważniejszych i najbardziej rozległych w historii tego serwisu. Jednak nikt rozsądnie myślący nie pomyślałby chyba, że niektórzy użytkownicy skierują się z prośbą o pomoc do… służb ratunkowych.

Okazuje się, że dla niektórych mieszkańców Australii korzystanie z Facebooka, Messengera i Instagrama jest tak ważne, że w przypadku ich awarii są gotowi nawet wydzwaniać na tamtejsze numery alarmowe. Panika wśród australijskich internautów była tak wielka, że doszło nawet do zablokowania numeru 000 – to australijski odpowiednik naszego 112. Jedyne co w tej sytuacji mogły zrobić służby to wystosować na Twitterze (jako jedynym działającym wówczas medium) komunikaty z prośbą o zaprzestanie tych praktyk:

Nadal nie wiadomo co tak naprawdę sparaliżowało funkcjonowanie serwisów Zuckerberga. Komunikat wydany przez Facebooka zaprzeczył jakoby chodziło o ataki typu DDoS, zresztą ciężko uwierzyć, że tak wielki serwis mógłby ulec pod naporem internautów. Na chwilę obecną wygląda na to, że większość funkcjonalności działa normalnie, być może wkrótce poznamy więcej oficjalnych informacji o tym zdarzeniu.

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię