Polskie Majory są wyjątkowe – to przyzna każdy fan CS:GO. Ale ten zostanie zapamiętany chyba na zawsze. Fińska formacja ENCE, będąca już zdecydowanie największą sensacją całego tego turnieju kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, pokonując kolejnych wielkich tej sceny.

Ostatnie triumfy ENCE sprawiły, że nastroje wśród kibiców fińskiego zespołu były dwojakie. Z jednej strony każdy chciał kolejnego zwycięstwa i kontynuowania tej cudownej passy. Niczym z opowieści o nikomu nie znanym człowieku, który nagle dokonuje magicznych czynów i zapisuje się w historii. Z drugiej naprzeciw Finów stanęli w sobotnim półfinale zawodnicy Natus Vincere, z s1mple’m na czele – a więc jedna z najlepszych ekip świata z czołowym zawodnikiem na naszym globie. Zadanie postawione przed Finami było karkołomne, a jednak…

Zaczęło się od Traina i kiepsko dla Finów. Być może nawet już wtedy, przy wyniku 7:2 dla Na`Vi, wielu kibiców zaczęło wątpić, że ten cud może się udać, i sądzili że na tym półfinale marzenia ENCE się skończą. Jednak nagle coś w grze Finów zaczęło z powrotem “klikać” i Ci powrócili jeszcze przed przerwą na dystans jednego punktu. Po zamianie stron – powtóka z rozrywki, czyli Natus Vincere zaczynające z wysokiego “C”, a z czasem coraz większa inicjatywa po stronie ENCE. Nie zatrzymał ich nawet 14. punkt zdobyty przez zawodników z Ukrainy – dalej wracali po swoje. Spodek już niemal był pewny dogrywki, ta jednak nie musiała mieć miejsca, bo ostatnie rundy zdecydowanie należały do graczy, na których przed turniejem jeszcze nikt nie liczył.

Dust2, który był wyborem Na`Vi, był tak naprawdę grą do jednej (fińskiej) bramki. Zawodnicy Natus Vincere zamierzali udowodnić, że Train był tylko wypadkiem przy pracy i to oni będą górą już do końca tego spotkania. Zdominowali ENCE do tego stopnia, że Finom udało się zdobyć zaledwie 3 punkty, z czego dwa po stronie CT, od której zaczynali. Co tu dużo mówić, ta mapa była kompletnie bez historii i spotkanie przeniosło się na Mirage. A tam działy się cuda…

Zaczęło się od zdobytej przez Finów pistoletówki – już samo to wystarczyło, by blisko 10 tysięcy zebranych w Spodku kibiców wprawić w euforię. Jednak zamiast budowania przewagi, szybko zobaczyliśmy remis, a w dalszej kolejności budowaną coraz większą przewagę ze strony Na`Vi. Jednak co ważne, Finowie grali tutaj po stronie Terro, więc biorąc pod uwagę przewagę jaką mieli Ukraińcy w postaci AUG-ów, wynik pierwszej połowy 9:6 dla Na`Vi nie wydawał się tragiczny. Nastroje kibiców ENCE popsuły się jednak znacznie po zamianie stron, kiedy zarówno druga pistoletówka jak i dwie kolejne rundy padły łupem Na`Vi. Jednak prawdziwych Mistrzów poznaje się między innymi po tym jak wytrzymują takie sytuacje – a ten egzamin Finowie zdali doskonale. Zwarli szyki i doprowadzili do niezwykle wyrównanej końcówki, w której najpierw obserwowaliśmy wymianę ciosów, a potem dwa nokałty w kluczowych rundach i końcowy wynik 16:14 oraz 2:1 dla ENCE w całym spotkaniu.

Finowie spotkają się w finale z ekipą Astralis, która – choć nie bez problemów, to jednak dość szybko rozprawiła się z zawodnikami MiBR. Overpass zaczął się co prawda od prowadzenia Brazylijczyków, ale nie trwało ono długo, a druga połowa mapy to już dominacja ze strony Astralis. Jeszcze bardziej jednostronny przebieg miało spotkanie na mapie Inferno, gdzie po objęciu przez MiBR strony TT udało im się zdobyć zaledwie 1 punkt. Przy tak kiepskiej dyspozycji Brazylijczyków domknięcie spotkania w wykonaniu Astralis musiało być już jedynie formalnością i to oni zmierzą się w niedzielę wieczorem z fińską sensacją.

Jednak nie tylko poziom spotkań sugeruje wyjątkowość katowickiego Majora. Coraz bardziej wskazują na to również wyniki oglądalności.

Pochwalił się nimi w sobotni późny wieczór sam CarmaC na swoim profilu na twitterze:

Jeśli taki wynik udało się osiągnąć przy półfinałach i nie uwzględniając widowni z Chin, jak również z GOTV, to aż strach pomyśleć jaki zostanie pobity jutro, w dniu finału. Przypomnijmy, że rekord transmisji CS-a w ogóle wynosi 1.350.000, natomiast rekordowy wynik finału Majora to 1.130.000 z zeszłorocznego Majora w Bostonie.

Czy Katowicom uda się pokonać te wyniki? Czy ENCE pokona niepokonanych? Czy Astralis ruszy po kolejnego CS-owego Wielkiego Szlema? O tym przekonamy się w niedzielny wieczór. A Wy jak sądzicie?

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię