Za nami dopiero 1. dzień fazy play-off Majora IEM Katowice 2019, a już zdarzyło się kilka rzeczy, które moim zdaniem zapiszą się w historii esportu. Z pewnością zapiszą się w niej – zdjęcia pashyBicepsa, legendy polskiego CS-a, który ze łzami w oczach wnosił na scenę trofeum turnieju jak i otwierająca turniej przemowa Michała “Carmaca” Blicharza, vice dyrektora ESL ds. pro gamingu. Mają na to szansę również pierwsze, sensacyjne rozstrzygnięcia.

Informacje podane kilka dni temu przez ESL Polska, że to polski, legendarny zawodnik, Jarosław “pashaBiceps” Jarząbkowski, wniesie puchar okazały się prawdą. Ten moment z pewnością zapamięta na długo wielu kibiców – w 2014 podnosił ten puchar wraz ze swoją drużyną w geście triumfu, teraz – z wyraźnym wzruszeniem na twarzy – wniósł go na scenę, gdzie rywalizować o niego będzie “młode pokolenie” zawodników Counter-Strike’a.

Emocje, które nim targały, wyraził także w krótkiej notce na twitterze:

Zanim to się jednak stało, na scenie – jak co roku – pojawił się Carmac, człowiek – legenda w branży esportu od jego biznesowej strony, dzięki któremu Polacy od 2013 roku mogą być dumni z goszczenia tak ważnej, esportowej imprezy. W kilkuminutowym, bardzo poruszającym przemówieniu, wspomniał i oddał hołd tragedii jaka spotkała flushę i dupreeh’a krótko przed i w trakcie turnieju. Obaj stracili w tych dniach rodzica, a mimo to stawili się w Katowicach, jak na prawdziwych Mistrzów przystało. Carmac nawiązał w ten sposób do poświęcenia, z jakim musi się liczyć każdy sportowiec, by znaleźć się na szczycie. Wspomniał też o kultowym półfinale pomiędzy SK Gaming a Frag eXecutors z finałów IEM z 2011 roku. Całe przemówienie możecie zobaczyć i odsłuchać poniżej:

O półfinale tym napisał na swoim koncie na twitterze GeT_RiGhT, który grał wtedy w barwach SK Gaming:

I w końcu przyszła pora na czysto esportowe emocje. A tych również nie brakowało, ba, chyba nikt się nie spodziewał, że 1. dzień fazy Nowych Mistrzów będzie wyglądał w ten sposób.

Zaczęło się spokojnie i zgodnie z wieloma oczekiwaniami. W pierwszym ćwierćfinale Natus Vincere dość gładko pokonali FaZe Clan, który od początku turnieju nie błyszczał formą. Choć zawodnikom FaZe ostatecznie udało się awansować do play-offów, to widać było, że ich dyspozycja jest daleka od tej, którą widzieliśmy chociażby w zeszłorocznym, morderczym finale. Na 1. mapie (Inferno) FaZe próbowało jeszcze stawiać pewien opór, prowadząc z początku po stronie T 10:5, ale po zamianie stron wszystko udpadło, gracze z Ukrainy wykonali piękny comeback i przyszła pora na walkę na Mirage. A ten był już bardzo jednostronny, w obu częściach to Na`Vi dominowało nad przeciwnikiem i jako pierwsza ekipa awansowało do pófinału.

Natus Vincere vs. FaZe Clan – 2:0 (16:13, 16:7)

Przyszła więc pora na mecz, który w opinii wielu ekspertów miał być zaledwie formalnością. Finaliści poprzedniego Majora, Team Liquid, stanęli naprzeciwko sensacji katowickiego turnieju, która mimo słabego początku, szturmem wdarła się do fazy play-off – fińskiego ENCE. Lecz ku zaskoczeniu – i ogromnej radości – zebranych w katowickim Spodku niemal 10 tysięcy osób, zawodnicy ENCE wcale nie mieli zamiaru łatwo dać się pożreć. Stawili opór bardziej znanym kolegom od pierwszych minut spotkania, najpierw wygrywając 1. pistoletówkę, a potem zaciekle broniąc się w kolejnych rundach. Na przerwę schodzili z 1-punktową przewagą i choć po przerwie to amerykanie zdobyli dwa kolejne punkty, to końcówka mapy zdecydowanie należała do zawodników z Finlandii.

Inferno zaczęło się podobnie jak Mirage – od pistoletówki wygranej przez Liquid i natychmiastowej odpowiedzi ENCE w rundzie force. Gdy wyszli na kilku punktowe prowadzenie, amerykanie zaczęli odrabiać straty, a ekonomia stała się dla ENCE sporym problemem. Tak dobrze rozpoczęty comeback Liquid okazał się bardzo skuteczny, bo do przerwy prowadzili już 10:5. Po przerwie ENCE zdobyli 3 punkty z rzędu, ale chwilowo tylko tyle mieli do zaprezentowania, a zawodnicy Liquid nabrali rozpędu i wydawało się, że za chwilę będzie konieczne rozgrywanie 3. mapy. Tak się jednak nie stało, ponieważ graczom ENCE udało się zdobyć 7 punktów z rzędu i doprowadzić do szalenie emocjonującej dogrywki, w której oddali zaledwie jedną rundę.

Team Liquid v. ENCE – 0:2 (11:16, 16:19)

W piątek czekają nas kolejne ćwierćfinały, w których zmierzą się MiBR z Renegades oraz Astralis z Ninjas in Pyjamas. Jak myślicie, zobaczymy w nich kolejne niespodzianki?

 

ZOSTAW KOMENTARZ

Treść komentarza
Wpisz swoje imię